Dzisiejszy etap typowy dla ucieczek i harcowników, jedna premia górska 3 kat. i jedna 4 kat. Scenariusz podobny to innych, tego typu etapów, z tą tylko różnicą, że ucieczka nie miała szans powodzenia, dzisiaj sprinterzy chcieli koniecznie się pokazać bo to ostatnia szansa w nadchodzących dniach. Od pierwszych kilometrów próby ucieczek, w końcu zawiązuje się jedna, złożona z 6 zawodników, podobnie jak wczoraj. Do ostatnich kilometrów walczyli by dojechać, jeszcze na trzy km przed metą Lars Boom miał 10 sekund przewagi, jednak nie dał rady. Ostatnie metry jak zwykle pod dyktando sprinterów. Wygrał zdecydowanie Mark Cavendish przed Greipelem i Farrarem. Tym samym Mark jutro stanie do startu w zielonej koszulce jako lider punktacji punktowej.

Nam na pocieszenie pozostanie fakt oglądania Sylwestra Szmyda obok Alberto Contadora. Chwilę zatrzymam się przy Polakach. Zewsząd słychać głosy, że są mało widoczni, mało aktywni, jednak należy pamiętać, że mają określone zadania i cele. Zadaniem Macieja Bodnara i Macieja Paterskiego jest docholowanie Ivana Basso do peletonu gdyby z różnych przyczyn został w tyle, pilnowanie i ochrona lidera by ustrzec przed kraksami, jechać tak, by na ostatnich kilometrach był w grupie faworytów i dojechał do mety etapu wraz z nimi, tracąc jak najmniej sił. Sylwester Szmyd ma się maksymalnie oszczędzać przed etapami górskimi, bo to w głównej mierze, od jego dyspozycji zależeć będzie jazda Ivana na morderczych podjazdach, to Sylwek będzie musiał wyprowadzić w pole rywali, to do jego obowiązku należeć będzie urwanie rywali tak by zostawić wolną drogę liderowi Liquigasu, zresztą od paru dni, jak zauważyliśmy pilnuje Contadora, czyli kolejne zadanie, które dostał.

Jak do tej pory wywiązują się bardzo dobrze ze swoich zadań, Basso nie uczestniczył w żadnej kraksie i zawsze dojechał do mety z faworytami a i straty są żadne. Celem zespołu, a konkretnie lidera jest podium w Paryżu, a przy sprzyjających okolicznościach i szczęściu wjazd na Pola Elizejskie w żółtym trykocie. Tak więc przestańmy narzekać i trzymajmy kciuki za naszych trzech muszkieterów. W TdF nie ma przypadkowych kolarzy, skoro kierownictwo zespołu postawiło na Polaków to pewnie wiedzą co robią, kolarstwo to sport drużynowy opierający się na indywidualnościach o jasno sprecyzowanym podziale ról.

Trójka muszkieterów rodem z Polski, ktoś zapyta… dlaczego nie polscy husarzy? Termin ten rezerwuje na TdP, gdzie za trzy tygodnie, w mieście Pruszków w którym znajduje się jeden z najnowocześniejszych torów kolarskich, nawiązujący swą architekturą do hełmu husara, zaprojektowana przez znakomitego ongiś szermierza, a dzisiaj architekta, Wojciecha Zabłockiego rozpocznie się nasz Narodowy Wyścig pod wodzą, nie mniej utytułowanego sportowca, a dziś znakomitego organizatora i jednocześnie dyr. Generalnego TdP Czesława Langa . Uzupełniając wątek o husarach, przypomnę o Reprezentacji Polski, którą do boju poprowadzi… Bartosz Huzarski, popularny “Huzar”.

Oj… odjechałem troszkę od peletonu, który na rondzie skręcił w prawo, a ja w lewo, tym samym straciłem, ale już wracam do peletonu i TdF.

Przed nami Pireneje i od razu na początek etap bardzo trudny, jeden z tych które się określa mianem “królewski” ze słynnym Col du Tourmalet, widać było dzisiaj, że zawodnicy myślami są już na tym etapie, czas na faworytów i ich muszkieterów, tu już nie będzie oglądania się na innych. Faworyci czy chcą czy nie będą musieli podjąć walkę, walkę z rywalami lub samym sobą. Sprinterzy mają teraz “wolne”, a ich głównym zadaniem będzię dojechanie na linię mety etapu w limicie czasu.

Artur