Po dniu przerwy, wracamy na drogi Francji by oglądać wyścig. Z nieukrywaną radością zobaczyliśmy na starcie do etapu, mocno obandażowanych – Johnny Hoogerlanda ( Vacansoleil ) w “muchomorku”  i … jego rower w tych samych barwach, oraz Juana Antonio Flecha ( Team Sky ). Etap z Aurillac do Carmaux pagórkowaty, dwie premie górskie 3 kat. i dwie premie górskie 4 kat. jeden z tych o których się mówi dla harcowników.

Tak też się stało, już na pierwszych kilometrach doszło do ucieczki 6 kolarzy, których przewaga utrzymywała się w granicach 2.30 min. a 3.30 min. nad peletonem. Oglądając wyścig, trzymamy kciuki by ucieczka dojechała do mety a trud został nagrodzony, jednak znowu nie tym razem, wszak ekipy które mają w swoich szeregach znakomitych sprinterów nie pozwoliły na to. Na tym można by zakończyć podsumowanie etapu 10 ale…, właśnie to ale…. Przed startem, pomyślałem sobie a może tak Thomas Voeckler (Europcar)), typowy harcownik zawodnik stworzony do ucieczek i lubiący to czynić, zainicjuje taką ucieczkę lub się zabierze do powstałej. Ale zaraz przecież to lider TdF jadący w żółtej koszulce, a ta jak wiemy rządzi się swoimi prawami ( lider jedzie z przodu w peletonie otoczony swoimi przybocznymi i kontroluje wyścig, a więc nie wypada atakować czy wyrywać się do przodu ), jednak to wyścig i chłodne matematyczno – strategiczne analizy Voeckler odłoży na bok i zorganizuje ucieczkę. Przez większość dzisiejszego etapu chodziły mi po głowie podobne myśli, zastanawiałem się na ile “Yellow Jersey” pomaga a na ile przeszkadza Voecklerowi, bo widać było że z dumą jedzie jako lider wyścigu, ale jednocześnie wolał by brać udział w ucieczce.

Nastąpiło w końcu to “ale…” Na kilkanaście kilometrów przed metą lider ruszył do ataku, zabierając ze sobą Gilberta, Devenynsa, Martina oraz Gallopina. Piękna akcja bez tej kalkulacji i wyliczeń matematycznych, byłem świadom, że nie dojadą, że sprinterzy nie pozwolą, jednak to sport, a nóż się uda…

Niestety nie udało się, sprinterzy na to nie pozwolili a zaciętą walkę na finiszu stoczyli, no któż by inny jak nie Cavendish oraz Greipel. Ten ostatni ograł Sprintera z wyspy Man i odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w tegorocznym wyścigu TdF.

Tak więc etap który miał być jednym z tych które tylko się odnotowywuje, okazał się całkiem ciekawy. Nalężą się brawa dla Thomasa Voecklera za podjęcie walki a tym samym potwierdził, że ucieczki to jego żywioł, dla wcześniej wspomnianych Hoogerlanda i Flechy bo dojechali do mety, dla wszystkich zawodników że w końcu było spokojnie, w końcu organizatorom zapanowali nad chaosem.

Artur