Brakuje tylko słoneczników, cała reszta już jest, wszyscy gotowi na Tour de France. Obawiałem się pierwszych dwóch dni, bo teoretycznie nogi powinny być dobre po Giro, ale tego “wypoczynku” było odrobinę za dużo, a na Dauphine nie ma zmiłuj.

Ostatecznie pierwszego dnia cierpiałem ponad normę a od czasówki wszystko wróciło na swoje miejsce. Z tego co widzę, to trzeba będzie niezły numer wykonać, żeby być w ucieczce, bo 150 kolarzy ma takie same plany jak ja… przez to dziś przejechaliśmy 100km w 2 godziny, mijając górską 2 kat., setki wysepek, rond i kto wie, co jeszcze.

Jutro powtórka z rozrywki, więc idę spać, bo każda godzina snu jest na wagę złota.