Zespół Leopard Trek nie będzie prowadził wewnętrznej kontroli antydopingowej, oznajmił Andreas Gösle, szef zespołu pięciu lekarzy ekipy. Decyzję tłumaczy tym, że zawodnicy są na tyle często sprawdzani przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI), że wewnętrzna kontrola nie ma sensu.

Kilka lat temu, wiele zespołów wynajmowało specjalistyczne firmy, które zajmowały się kontrolą wewnętrzną. Gösle powiedział, że dodatkowe kontrole nie są konieczne. “Co dodatkowego dadzą nam te firmy? Jesteśmy poddani paszportom biologicznym, to w zupełności wystarcza”, powiedział dla gazety Tageblatt.

“Oni są badani więcej niż 30 razy w roku. To może odbić się na ich zdrowiu, dodatkowo cztery razy w roku odbywają się rutynowe badania UCI. To bardzo dużo“.

Zawodnicy Leopard Trek nie zostali jeszcze poddani kontroli antydopingowej podczas obozu treningowego na Majorce,  “ale oni przyjdą je jeszcze, jestem tego pewien“. Tłumaczy lekarz ekipy.

Innym aspektem programu antydopingowego UCI jest system ADAMS, w którym zawodnicy muszą podać ich miejsce pobytu. “Jest to obciążenie dla sportowców, do pewnego stopnia. Ale w zasadzie jest to właściwa droga. Irytujące jest tylko to że mają być dostępni codziennie w określonym miejscu i określonym czasie,  jest to pewna ingerencja w ich życie osobiste,  tylko dlatego, że są profesjonalnymi kolarzami”.

Gösle opowiada również o tym, że leczenie zawodników na normalne choroby nie jest nie zawsze łatwe, ponieważ niektóre leki są na liście zakazanych. “Pracujemy w trudniejszych warunkach niż normalni lekarze. Często wyleczenie banalnego przeziębienia jest trudne. Na przykład Efedryna która jest zakazana, występuje w większości syropów na kaszel”.