Duńczyk zapewnia, że wciąż chce się ścigać i stać go na zwycięstwo w Wielkiej Pętli. Jednocześnie przyznaje, że przeżywał trudne chwile wracając do kolarstwa po dwuletniej dyskwalifikacji.

Rasmussen planuje wrócić do zawodowego kolarstwa na najwyższym poziomie. Konkretnym celem Duńczyka Tour de France. Kolarz jest przekonany, że jeśli tylko dostanie szansę na start w Tourze, będzie miał duże szanse na odniesienie zwycięstwa. Rasmussen twierdzi, że nadal ma dużą ochotę do ścigania i będzie walczył.

Już nie mam 23 lat, jednak uważam, że mam przed sobą jeszcze trzy dobre lata. Jeśli Lance Armstrong ma nadzieje na wygranie tegorocznego Tour de France, nie widzę powodu, dla którego ja nie mógłbym myśleć o tym samym – powiedział Rasmussen dla duńskiej telewizji TV2.

Będąc liderem Tour de France w 2007 roku, Michael Rasmussen został wykluczony z wyścigu na 4 etapy przed jego zakończeniem. Został również natychmiastowo wyrzucony ze swojej ówczesnej drużyny, Rabobanku. Duńczyk został zawieszony na dwa lata za naruszenie wymogów dotyczących miejsca pobytu. Rasmussen skłamał co do miejsca swoich przygotowań przed Tour de France w 2007 roku, uniemożliwiając tym samym przeprowadzenie kontroli antydopingowej.

Popularny Kurczak z Tollose wrócił do kolarstwa pod koniec zeszłego sezonu jeżdżąc dla małej meksykańskiej drużyny Tecos Guadalajara. W tym roku Duńczyk będzie kolarzem włoskiej kontynentalnej ekipy Miche Silver Cross, w której jeździ Polak Przemysław Niemiec.

Rasmussen wyraża chęć powrotu na kolarski szczyt. – Nie zamierzam się poddać, ponieważ mam wciąż wielką ochotę do robienia tego, czym obecnie się zajmuję. Nadal wierzę w to, że znowu mogę być jednym z najlepszych kolarzy na świecie. Będę walczył, póki nie wyczerpię wszystkich sił i środków.

Duńczyk przyznał, że powrót do kolarstwa nie był łatwy: – Były dni, kiedy siedziałem i płakałem nad niektórymi sytuacjami, w które się wplątałem. Czasem schodziłem z roweru 40 kilometrów od domu i dzwoniłem do żony mówiąc „nie mam pojęcia jak wrócę do domu, bo po prostu nie mam już sił”.

Aby móc realnie myśleć o starcie w Tour de France, kolarz Miche będzie musiał zmienić drużynę z kontynentalnej na inną o wyższym statusie, co może być problemem. Największe ekipy nie chcą go zatrudnić, na co Rasmussen odpowiada nazywając te zespoły „hipokrytami”. – Z pewnością najwyżsi urzędnicy zarządzający światowym kolarstwem przekonywali drużyny, że podpisanie kontraktu ze mną nie jest najlepszym pomysłem – zakończył Michael Rasmussen.