W najbliższą sobotę startuję w dość ważnym żeby nie powiedzieć bardzo ważnym dla nas wyścigu którego trasa kilkakrotnie przechodzi przez San Baronto, miejscowość gdzie bazę ma nasza grupa i gdzie również ja mieszkam w tym roku.

Jedziemy, żeby wygrać i kropka, w zeszłym roku nas ograli, w tym jesteśmy mocniejsi, mocniejszy jest Visco. Na pewno dodatkową motywacją będzie dla nas najnowszy ranking UCI gdzie właśnie Visco dzierży fotel lidera i białą koszulkę przodownika tego rankingu. Pogoda powinna dopisać a tu to bardzo ważne gdyż mamy dużo zjazdów a co za tym idzie również dużo podjazdów. Pierwszy z większych pokonujemy z Vinci, miasta gdzie urodził się Leonardo da Vinci (znajduje się tu również muzeum ku jego pamięci, można też zwiedzić rodzinny dom Leonardo, jak ktoś będzie w okolicy polecam bo na pewno warto poświęcić na to kilka godzin) do San Baronto, następnie zjazd do Pistoi i runda do Larciano. Tu zaczynamy rundy z pojazdem Lamporecchio –> San Baronto który pokonujemy cztery razy, oraz zjazd San Baronto –> Vinci. Meta usytuowana w Larciano, dość ciężka bo lekko pod górę i po naprawdę ciężkim wyścigu. Można powiedzieć, że finisz idealny dla Viscontiego, ale najpierw musi wjechać z najlepszymi pod ostatni podjazd, ale to już będzie najprawdopodobniej właśnie moje zmartwienie.

W sobotę będzie również ostateczna decyzja w sprawie naszego startu w Giro, jakoś podświadomie czuję że możemy pojechać, nie wiem czemu ale jakoś tak czuję. Jeśli się sprawdzi moje przeczucie zacznę grać w Super ena Lotto – odpowiednik naszego Dużego Lotka gdzie kwoty rzędu 140 mln Euro to chleb powszedni 😉

Jeśli jednak się okaże, że nie jedziemy to … to widzimy się w Polsce. W poniedziałek pakuję walizki i się zwijam na 2 miesiące do domu.

Generalnie jest 50% szans na to że pojedziemy: bo albo pojedziemy albo nie pojedziemy: 50/50 ;).