Zawsze mi się podobało Giro del Trentino, zresztą jak cały region Trentino. Sam wyścig w tym roku jakby trochę cięższy, ale dla mnie to lepiej.

Wczoraj był moment na jakieś 10 km do mety, gdzie przeleciała mi przez głowę myśl by „puścić” ale pomyślałem, że to czego najbardziej teraz potrzebuję to męczyć się pod górę i w ten sposób straciłem tylko kilka sekund przy zmianie rytmu na samym już finiszu.

Nogi kręcą się już dobrze, brakuje trochę oddechu, ale po to jest Trentino i Romandia by zrobić to czego na treningach nie można. Jutro… no właśnie, Ivan chce wygrać i tak będziemy jechać.

Źródło: sylwesterszmyd.blogspot.com

Foto: www.bettiniphoto.net