W wczorajszym wyścigu Ronde van Vlaanderen Tom Boonen zajął 2 miejsce. Zwyciężył Cancellara, mistrz Belgii nie był wstanie utrzymać koła Szwajcarowi i musiał zadowolić się drugim stopniem na podium.

To drugi raz, w ciągu kilku ostatnich dni, kiedy Belg był zmuszony uznać wyższość Szwajcara (w tej samej kolejności zawodnicy zostali sklasyfikowani w E3 Prijs Vlaanderen – Harelbeke w ubiegłu weekend).

„Cancellara był dziś silniejszy. Nie przyspieszył nagle, chciałem jechać za nim, ale złapał mnie skurcz w prawej nodze, to dało Fabianowi kilka metrów przewagi i na jednym kilometrze powiększył odległość między nami do dwudziestych sekund”, tłumaczy Tom Boonen. „Wiedziałem, już wtedy, że zwycięstwo nie będzie należeć do mnie. Żeby wygrać musiałbym go chyba zastrzelić”, żartował Belg na mecie w Ninove-Meerbeke.

Ale ambitny Boonen mimo kłopotów nie zamierzał się poddawać, utrzymał drugą pozycję. „Cancellara jest obecnie w bardzo dobrej formie i jest świetnym kolarzem. To zwycięstwo mu się należało”. Boonen wymyślił dla siebie nowy tytuł: zawodnik kończący zawody na drugim miejscu. „W ten sposób, jestem najbardziej regularnie jeżdżącym zawodnikiem w peletonie”, dodaje z uśmiechem drugi zawodnik Ronde van Vlaanderen. „Na początku zaczęliśmy współpracę w odjeździe bez jednego słowa, wiedzieliśmy, że razem możemy pojechać, a o zwycięstwo powalczymy później, niestety nie dałem rady. Cancellara to mistrz świata w jeździe na czas, ja nie jestem i nigdy nie będę.

Podczas wyścigu miało miejsce sporo kraks w jednej z nich leżał Boonen wraz z Devolderem. „To, co się działo na trasie to był jakiś koszmar. Leżeliśmy w kraksie zanim dojechaliśmy do czołówki zmarnowaliśmy sporo czasu i sił. Jakoś dojechaliśmy, a w peletonie następna kraksa, musieliśmy zwolnić, znów mieliśmy stratę. Mimo wszystko, to był piękny wyścig, bardzo mi odpowiada nowa trasa”, dodał na zakończenie Tom Boonen.

Galopente

Foto: www.corvospro.com