Michael Rasmussen jest rozgoryczonym człowiekiem, który uważa, że kolarski świat potraktował go niesprawiedliwie. – Jeśli pewne osoby byłyby martwe, najprawdopodobniej czułbym się szczęśliwszy. Ale nie zamierzam zatrudniać paru kolumbijskich gangsterów, aby tak się stało – stwierdził Duńczyk.

– Oczywiście to poważna sprawa, i trudno mówić głośno takie rzeczy, ale po prostu mówię to, co myślę i nie wstydzę się tego. Zostałem bezpodstawnie pozbawiony pewnego zwycięstwa w Tour de France i to jest wielka strata. Naturalnym jest, że powoduje to moją żywiołową reakcję – powiedział Rasmussen dla duńskiego dziennika Ekstra Bladet.

Jednym z ludzi, do których Rasmussen żywi urazę, jest Patrick McQuaid, szef UCI. W wywiadzie dla duńskiej prasy kolarz przyznał, że ma również żal do organizatorów TdF firmy ASO, Jaspera Worra (prezesa Duńskiego Związku Kolarskiego), Rabobanku (byłej drużyny) oraz duńskiej prasy sportowej i duńskiego rządu.

– Powinienem był zmienić obywatelstwo w 2005 roku. Powinienem przyjąć meksykańskie obywatelstwo, żeby uniknąć kłopotów z Duńskim Związkiem Kolarskim i jego prezydentem Jasperem Worrem – skwitował Rasmussen.

Będąc liderem Tour de France w 2007 roku, Michael Rasmussen został wykluczony z wyścigu na 4 etapy przed jego zakończeniem. Został również natychmiastowo wyrzucony ze swojej ówczesnej drużyny, Rabobanku. Duńczyk został zawieszony na dwa lata za naruszenie wymogów dotyczących miejsca pobytu. Rasmussen skłamał co do miejsca swoich przygotowań przed Tour de France w 2007 roku, uniemożliwiając tym samym przeprowadzenie kontroli antydopingowej.

Rasmussen wrócił do kolarstwa pod koniec zeszłego sezonu jeżdżąc dla małej meksykańskiej drużyny Tecos Guadalajara. W tym roku Duńczyk będzie kolarzem włoskiej, kontynentalnej ekipy Miche Silver Cross, w której jeździ Polak Przemysław Niemiec.

Rud