Michał Gołaś“Kolarski cyrk zakończył europejskie przedstawienia w 2009 roku, głównym aktorem był Philippe Gilbert, ciężko go pokonać, gdy jest w takiej formie, bo praktycznie w każdym terenie sobie poradzi. Cztery zwycięstwa z rzędu w tak prestiżowych wyścigach, to chyba najlepsza rzecz jaka mogła się przydarzyć Lotto po tak ciężkiej jesieni. Dziwne, że dziś już nikt nie wspomina o wycofaniu się sponsora za względu na słabe wyniki, koszulka z tęczą receptą na wszystkie problemy.

Mój koniec był solidny, na Giro del Piemonte wykonaliśmy super pracę w końcówce, także nasi liderzy zaczynali ostatnie 2 kilometry zupełnie z przodu, ale i to za mało na “Phila”. Na Lombardii bardzo chciałem być w odjeździe, nawet trochę wbrew taktyce, ale w kiepskim momencie złapałem gumę i mogłem tylko czekać na to, co zrobią ze mną najlepsi. Po Ghisallo udało się być w pierwszej grupie, ale pod Civilio ciężko było zrobić coś więcej, pomimo że czułem się coraz lepiej. Dla ekipy to najlepszy klasyk w sezonie, byliśmy widoczni, walczyliśmy… w kontekście przyszłorocznego Giro, to spory krok… ale nie oszukujmy się, wyniki to nie wszystko.

Ja już w nocy po wyścigu myślałem, co trzeba zrobić w przyszłym roku, żeby było lepiej. Jest sporo małych spraw, które w sumie mogą dać zamiast miejsca w dziesiątce – podium lub zwycięstwo. Liczę, że pierwszy raz będzie wszystko poukładane, a spokój w ekipie przeniesie się na wyniki.”

Źródło: www.golas.blogs.rowery.org

Foto: www.corvospro.com