Michał Gołaś“Mam wrażenie, że od początku sezonu upłynęły przynajmniej 2 lata. Myślę, ile przeżyłem, przez jakie problemy trzeba było przebrnąć, żeby na koniec sezonu cieszyć się słońcem Toskanii, czekając na zamykającą sezon Lombardię. Dobrze, że to już koniec. Nie pisałem o Mistrzostwach Świata, bo gdy dowiedziałem się, że jadę, to na dobrą sprawę nie było na to czasu. Po wyścigu miałem tydzień w podróży, pomiędzy Warszawą a Toruniem… i prawdę mówiąc do końca nie wiedziałem, jak skomentować mój start. Jak na debiut, na takiej trasie nie wypadłem tragicznie, ale za to bezbarwnie. Taktyka była dość defensywna, byłem do dyspozycji kolegów – ale nie oszukujmy się, na tak selektywnej trasie wiele pomóc nie można. Gdy w głowie miałem już tylko myśl o zakończeniu zmagań, dowiedziałem się, że trzeba spiąć się na kolejne 2 tygodnie, bo dostaliśmy “wild card” na Giro di Lombardia… w biegu zorganizowałem bilet do Włoch, bo wiecie lepiej ode mnie – w Polsce nie da się teraz trenować i jestem tu. Przejechałem 4 solidne treningi, jak na październik, wykazałem sporo samozaparcia, a czy będą tego jakieś efekty, dowiem się już w czwartek na Giro del Piemonte i na sobotniej Lombardii.”

Źródło: www.golas.blogs.rowery.org

Foto: naszosie.pl