Bartosz Huzarski“Tegoroczna edycja wyścigu obchodzącego swoje setne urodziny to jednocześnie mój debiut na tej trasie. Dystans tradycyjny jak to na wyścigi jednodniowe przystało czyli w okolicy 200km.

Początek płaski więc szybki, przez pierwszą godzinę średnia prędkość nieco ponad 51 km/h. Wszyscy z niecierpliwością czekali na odjazd, później normalny scenariusz czyli dyktowanie tempa przez ekipy z kolarzami na wygranie. Po drodze do Bolonii dwa podjazdy które wjechała cała grupa, prawdziwa zabawa zaczęła się nieco dalej. W Bolonii na podjeździe San Luca który dzisiaj pokonywaliśmy pięć razy usytuowana była meta, tak samo jak na Giro tyle, że ilość podjazdów znacznie większa. Wczoraj napisałem że jak się będę czuł na pierwszą piętnastkę będę jechał, inaczej do autobusu i trzeba myśleć o jutrzejszym wyścigu. Ale noga była dobra, w sumie od Anglii czuję się nieźle.

Do ostatniego podjazdu dojechałem w pierwszej grupie, nie bez przygód, bo dzisiaj pierwszy raz poczułem co znaczy popuścić jak tempo robi Szmyd, ale dogoniłem na zjeździe i został jeden podjazd. Miejscami nachylenie sięga tu do 18% a średnio na dwóch kilometrach wychodzi 10%, uwierzcie mi – jest co jechać i trzeba jechać naprawdę z głową i nie przeceniać swoich sił. Miałem koronkę 27 a mała płyta 39, większość podjazdu jechałem na takim obrocie a miejscami przydało by się jeszcze ciut więcej.

Skończyłem 13 co mnie bardzo cieszy, na pewno jest to dobry prognostyk przed Lombardią choć doskonale zdaję sobie sprawę, że tam jest troszkę inny poziom, ale przecież dzisiaj wyprzedziłem Basso a na ostatnich 400m również Cunego. Ale nie chcę jeszcze myśleć o Lombardii, jutro znowu mamy wyścig, przyjedzie Visconti którego dzisiaj nie było, więc wszystko będzie ustawione pod niego, jutro na mecie znów rundy, tym razem osiem z podjazdem oczywiście. Nogi znów zapieką.”

Źródło: www.huzarski.pl

Foto: naszosie.pl