Sylwester Szmyd“Powiem, że dzisiejszego etapu obawiałem się najbardziej, zbyt nerwowy, do tego deszcz. Na takich krótkich chopkach łatwo oderwać się grupce na kilkanaście sekund i tak było, na szczęście i ja wśród uciekinierów. Odczucia pod góre takie sobie, ale to pewnie efekt prawie całodniowego deszczu, który wszystkim zostaje w mięśniach. Jutro Lampre chce dowiezć lidera, mają silna ekipę i wiedzą, że ich na to stać. Wiedzą też że my Liquigas będziemy atakować… musimy. Ja życze sobie odczuć pod góre jak za dobrych dni w tym roku i bezdeszczowej pogody.

Chciałbym jeszcze zauważyć, że na trasie, starcie, mecie każdego niemal etapu są tłumy ludzi. Często na etapach Giro nie widziałem na mecie tyle osób. Jest mi też przykro, że nie mogę, nie jestem w stanie dać autograf czy zrobic zdjecie ze wszystkimi kibicami ktorzy ode mnie tego oczekują. Tak było chociażby wczoraj w Rzeszowie. Staram się, ale nie moge zatrzymywać całej ekipy na mecie przez kilkadziesiat minut.”