bartosz-huzarski19 etap Giro d’Italia:

“Dzisiejszy etap z metą na zboczu wulkanu Wezuwiusz kosztował mnie naprawdę dużo energii, po powrocie do hotelu od razu musiałem się przespać gdyż byłem wycieńczony. Nie tyle fizycznie co psychicznie etap kosztował mnie bardzo dużo energii, cały dzisiejszy dzień jechaliśmy praktycznie w wężu, droga wiła się to w prawo to w lewo wznosząc i opadając co chwilę. Taka trasa wymagała maksymalnej koncentracji, gdyż najmniejszy błąd mógł się skończyć tragicznie, z jednej strony drogi ściana ze skał z drugiej barierka oddzielająca ją od urwiska. Na szczęście nie padało a kolarze jechali bardzo rozważnie i ostrożnie, pomimo tego, że przed startem zawarta została niepisana umowa, że przez pierwsze 50 km nikt nie atakuje jak widać było nie wszyscy stosują takie umowy serio.

Dojazd do finałowego podjazdu masakryczny, droga wąska, mnóstwo ludzi wychodzących prawie na środek jezdni i bardzo długa brukowana sekcja zaraz przed początkiem podjazdu. Było bardzo niebezpiecznie ale na szczęście nie było jakichś strasznych upadków, choć przed góra pchanie było straszne. Tak się później zastanawiałem po jakie licho tylu kolarzy walczy o pozycję przed podjazdem, ryzykując zdrowie swoje i innych, gdy na pierwszych metrach finałowego podjazdu, nie tylko dzisiaj, Ci co się najbardziej sie pchają i chcą być z przodu najgłośniej krzyczą grupetto? Jak masz zamiar strzelić czy jechać spokojnie pod górę to jedź sobie gdzieś na końcu i pozwól walczyć tym którzy chcą.

Ja dzisiaj spokojnie, nie będę się podniecał jak mają mnie później wycofać do tyłu. Trzeba oszczędzać nogi i organizm który jest już bardzo zmęczony wyścigiem i dodatkowo dzisiejszym jak by nie patrzeć trudnym etapem. Sezon przecież nie kończy się po Giro.

A Sastre po raz kolejny pokazał prawdziwą klasę”.

18 etap Giro d’Italia:

“No i ostatnia szansa na dobre miejsce na etapie minęła razem z metą dzisiejszego etapu. LPR już głośno zapowiedziało, że jutro będą wszystko kasować bo Di Luca będzie walczył o wygranie wyścigu, w sumie brawo za ambicje, zaś za dwa dni etap długi, choć płaski który chce wygrać, jak już również wcześniej zapowiedział Alan Davis, tak więc wszystko dogna Quick Step + LPR i pewnie Garmin bo też mają sprintera. Na czasówce żeby wejść w pierwszą 10 musiał bym być w życiowej formie, ale niestety nie jestem. Tak więc oprócz bardzo dobrej lekcji nie wiele udało się zdziałać, no cóż, to jest wielki tour i oprócz dobrej nogi i ambicji trzeba mieć również trochę szczęścia.

Dzisiejszy etap zaczął się mocnym uderzeniem, po pierwszych siedmiu w miarę płaskich kilometrach zaczął się podjazd o długości kilometrów 15, tempo bardzo mocne mnóstwo ataków i skoków, nogi strasznie piekły, bo ja również nie jechałem w kołach tylko próbowałem coś zdziałać. Wreszcie odjechała spora grupa która można powiedzieć, że wisiała przed peletonem bo w grupie dalej nikt nie popuszczał ale z drugiej strony nie było nikogo na tyle silnego, żeby odjazd dogonił. Dopiero na 2 km do premii górskiej wyszło na przód trzech z Colombia, zrobili takie tempo, że grupa porwała się w strzępy i odjazd dogonili. Po premii górskiej szybko do samego czuba i zaś atak, udało się odjechać ale nie na długo, raptem kilka kilometrów bo w peletonie zaś komuś nie pasowało, dogonili nas a na zjeździe było takie tempo, że peleton zaś porwał się w strzępy. Wreszcie pojechał odjazd z naszymi dwoma kolarzami, grupa lidera szybko ich odpuściła więc raczej było pewne, że dojadą. Później jeszcze poczuła się ekipa Fuji i Milram ale nie na wiele zdała się ich ciężka praca bo odjazdu dogonić nie zdołali.

Jutro ostatni etap z metą pod górę. Co robić – nie wiem na pewno w miarę możliwości będę chciał pomóc Grivko jest najwyżej z naszych w generalnej i już tylko to go interesuje, no i oczywiście ostatni etap. Ja w sumie chyba też się sprężę na czasówce, nic do stracenia nie mam a dystans nie długi i mi pasuje. Zobaczymy bo to dopiero za trzy dni.”

Źródło: www.huzarski.pl