Sylwester Szmyd po raz kolejny udowodnił, że świetnie czuje się w górach. Jego tempa nie wytrzymał m.in. Lance Armstrong. Poniżej opisuje wrażenia z 5 etapu.

A tak Sylwester Szmyd pisze na swoje stronie o 5 etapie:

“… wszystko zgodnie z przewidywaniami, odjazd bez znaczenia, kontrola High Road i później mieliśmy wejść my. Moje zadanie, kilometry -6 do -3…to z odprawy, a na żywo jak widzieliśmy, to całkiem inaczej wyszło.

Zostałem sam z Ivanem i Pellim na 10 do mety. No i trzeba było ciągnąć. Przyznam że czułem się dobrze, bardzo dobrze, tak jak wczoraj, jak za najlepszych dni… Lubię tak, móc ciągnąć na ostatnim podjeździe, równo, z zadaniem przyspieszania co kilometr. Móc być na przedzie grupki ale jakby się samemu jechało.

Dziękuję wszystkim kibicom za komentarze, dobre słowa, za to że wielu z nich sprawiłem swoją jazdą dużo radości. Robię to co zawsze chciałem, i robię jak najlepiej potrafię. Ivanowi nie udało się zgubić bezpośrednich rywali, ale Giro jeszcze długie. Dlatego i ja muszę teraz odpocząć jak najlepiej się da na kolejnych długich etapach.

Dziś mi rano Leo napisał, jak zawsze, że dla tych etapów tyle pracowałem, bym dał wszystko dla Ivana, bo nie zebrałem w swojej karierze na miarę tego ile włożyłem w ten sport… motywujące…”

Źródło: www.sylwesterszmyd.blogspot.com