Kiedyś wydawało mi się, że nie ma nic przyjemniejszego, niż być dziennikarzem kolarskim. Wyścigi to przecież prawie jak wakacje. Nie wszystko jednak jest tak różowe, jakby mogło być.
Za mną (i kolarzami) połowa wyścigu Dookoła Turcji. Sporo się dzieje, nie tylko pod względem kolarskim. Pierwsze dwa etapy dość łatwo wygrał „Manxman”, ale wczoraj mistrzem ceremonii okazał się zawodnik CCC Sprandi Polkowice – Davide Rebellin. Dzisiaj było nerwowo, ale włoski „Dziadek” utrzymał koszulkę lidera. Ładne zwycięstwo zaliczył Andre Greipel, który był bardzo uśmiechnięty i zadowolony na konferencji prasowej.
Już na samym początku podróży do Turcji było bardzo stresująco. Na lotnisku w Stambule musieliśmy z ekipą CCC i Tomkiem Jarońskim wykazać się cwaniactwem, by nie spóźnić się na kolejny lot. Tyle „szczęścia” nie miał dzień wcześniej Adam Probosz.
Kolejne dni wynagrodziły te niedogodności. Miło było poznać wielu dziennikarzy z całego świata, wśród których byli między innymi Shane’a Stokesa (www.cyclingtips.com.au) czy Aarona Lee z australijskiego Eurosportu. Od Artura Widaka, który jest fotograficznym freelancerem, którego zdjęcia można obejrzeć praktycznie wszędzie usłyszałem jak można żyć z fotografii i na dodatek zwiedzić większy kawałek świata.
Turcy są bardzo życzliwi, wylewni. Wszędzie częstują herbatą, która jest naprawdę wyśmienita. Wyścig pod względem organizacyjnym naprawdę rzuca na kolana i wszystko cechuje spory przepych. Można narzekać tylko na jedno. Brak internetu to zmora w prawie każdym hotelu. Nie zazdroszczę postronnym wczasowiczom hotelu Majesty, którym zajęliśmy całe lobby pewnego wieczoru. Choć było to dla nich pewnie nowe doświadczenie. Patrząc na dziennikarzy z innych krajów, dla których jest to zajęcie przynoszące profity zastanawia mnie tylko jedno. Czy oni kiedykolwiek śpią?!
Na każdym etapie mamy tego samego kierowcę. To chyba turecki Sebastian Vettel, ale ze słabą orientacją w terenie. Już dwa razy ledwo udało nam się zdążyć na start. Choć doznania w czasie jazdy po serpentynach w Elmali będę chyba pamiętał do końca życia. Dzisiaj znowu wpadł na pomysł, by zamiast na start podjechać od razu na metę. A kto Turkowi zabroni?
Mam nadzieję, że druga część wyścigu dostarczy mi tak samo dużo pozytywnych wrażeń i doświadczeń. Do usłyszenia 😉
Foto:Artur Machnik









