fot. Giro d'Italia

Jeśli ktoś zasługuje na tytuł Adama Miauczyńskiego tegorocznego Giro d’Italia, to bez wątpienia jest to Andreas Leknessund. Mistrz Norwegii z Uno-X Mobility 3-krotnie kończył etapy 109. edycji La Corsa Rosa na 2. miejscu i lider edycji z 2022 roku wciąż czeka na swój premierowy triumf we włoskiej trzytygodniówce. Nie ma co się zatem dziwić, że na mecie 17. odcinka 27-latka przepełniała złość i frustracja.

Jeśli podczas tegorocznego Giro d’Italia oglądamy duży i mocny odjazd, to praktycznie pewnym jest, że będzie w nim Andreas Leknessund. Mistrz Norwegii nazbierał już niemal 700 kilometrów przed peletonem, a ucieczki z jego udziałem niejednokrotnie docierały aż do mety. Niestety, przynajmniej z perspektywy kolarza Uno-X Mobility, 27-latek wciąż czeka na zwycięstwo, choć aż trzykrotnie był go naprawdę blisko. W Fermo w końcówce za plecami zostawił go Jhonatan Narváez, w Verbanii lepszy był Alberto Bettiol, zaś w Andalo rosły blondyn mógł oglądać plecy Michaela Valgrena.

Przejechałem dziś niesamowicie dobry etap, aż do ostatniego kilometra. Mój plan zakładał atak po szczycie ostatniego podjazdu, ale byłem trochę za daleko. Michael Valgren ostatecznie zrobił to, co sam zamierzałem. Było tak blisko… Czy mogę z tego wyciągnąć coś na przyszłość? Nie wiem… Pojechałem dobry wyścig, przetrwałem trudności, potrafiłem zagryźć zęby. W finale czułem się dobrze, ale kurczę… Przespałem kluczowy skok, za późno zaatakowałem

— opowiadał bardzo rozgoryczony Andreas Leknessund.

Istnieje naprawdę spora szansa na to, że mistrz Norwegii nie zdąży dopiąć swego – choć nie można mu odmówić świetnej formy, to powoli kończą się szanse dla harcowników takich jak on. Teoretycznie jeszcze dziś może dojechać odjazd, z którego 27-latek mógłby powalczyć, ale ten może być mocno zmęczony środową ucieczką. 2 kolejne etapy będą miały tymczasem dużo bardziej górski charakter, co dla zawodnika o masie Andreasa Leknessunda może być nie do przeskoczenia. W Rzymie tymczasem swego powinni dopiąć sprinterzy, którzy nauczeni porażką z Mediolanu, gdzie wygrał klubowy kolega Norwega z Uno-X Mobility, zapewne tym razem dopilnują już ucieczki.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułBitwa o cyklamen – zapowiedź 18. etapu Giro d’Italia 2026
Następny artykułFemke de Vries przedłuża kontrakt z Team Visma | Lease a Bike
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze