Za nami 2. pełny tydzień 109. edycji Giro d’Italia. Dzień przerwy po takowym zawsze jest świetną okazją do tego, by nieco dokładniej spojrzeć co już za nami i podsumować to w kilku akapitach. Co zatem warto zapamiętać z ostatnich etapów, które rozegrane zostały na włoskich szosach?
109. edycja Giro d’Italia nie zwalnia tempa, a choć mogłoby się wydawać, że jeszcze chwilę temu byliśmy w Bułgarii, to już przed nami ostatni tydzień rywalizacji we włoskiej trzytygodniówce. Dzień przerwy jest zatem doskonałą okazją do przeanalizowania wydarzeń z ostatnich dni, w których działo się naprawdę sporo, ale nim dokładniej przyjrzymy się temu co za nami, pozwolę sobie wymienić kto jest liderem poszczególnych klasyfikacji podczas 3. dnia przerwy:
- klasyfikacja generalna: Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike)
- kl. punktowa: Paul Magnier (Soudal Quick-Step)
- kl. górska: Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike)
- kl. młodzieżowa: Afonso Eulálio (Bahrain-Victorious)
- kl. drużynowa: Team Visma | Lease a Bike
- Red Bull: Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber)
- kl. lotnych premii: Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber)
- Fuga: Diego Pablo Sevilla (Team Polti VisitMalta)
Co zatem warto zapamiętać z 2. pełnego tygodnia 109. edycji Giro d’Italia? Podzieliłem to na 4, a licząc z drobną predykcją na kolejne 6 etapów rywalizacji 5 części. Miłej lektury!
6 dni – 6 zwycięzców – 6 historii
Jeden z komentarzy umieszczonych na naszym portalu zawierał tezę, że tegorocznego Giro d’Italia jest świetnym widowiskiem, gdyby każdy dzień traktować z osobna, a przy tym niekoniecznie najwybitniejszym wyścigiem etapowym w historii. Cóż, bez wątpienia coś w tym jest, albowiem z wyjątkiem różowego snu Afonso Eulálio czy w ostatnich 2 dniach ciekawej walki o cyklamen, zasadniczo La Corsa Rosa trzeba traktować właśnie z dnia na dzień, bez łączenia etapów w większą całość. W 2. tygodniu aż 3 z 5 etapów ze startu zakończyły się zwycięstwem uciekiniera, do tego doszedł atak na ostatnich kilometrach oraz triumf zdecydowanego faworyta – ramię w ramię w sumie kolarze z klasyfikacji generalnej powalczyli tylko raz, a i nie był to pojedynek, o którym będziemy pamiętać latami.
Choć jako etapówka Giro d’Italia może nie porywać, to już patrząc na wyścig dzień po dniu nie sposób nie przyznać, że to bardzo ciekawe widowisko. 2. tydzień to był Filippo Ganna mknący wzdłuż wybrzeża tak szybko, jak na takim dystansie się nie zdarzało. To Jhonatan Narváez, który wykończył swoją wygraną etap, który od kilometra 0 aż do mety trzymał w napięciu w związku z niesamowicie zaciętą walką o obecność w odjeździe dnia, a następnie zwycięstwo z takowej. To także Alec Segaert, który po kolejnej rzezi sprinterów zagrał grupie na nosie atakiem w końcówce. Burząc chronologię trzeba zresztą wspomnieć, że najszybsi stracili swoją szansę i w niedzielę, choć absolutnie nikt nie mógł się spodziewać, że górą będą mogli być uciekinierzy, w tym zwycięski Fredrik Dversnes. Wreszcie 2. tydzień to także Alberto Bettiol, który na 1 dzień przypomniał sobie jak genialnym potrafi być kolarzem oraz Jonas Vingegaard, który zaplanował sobie, że chciałby wygrać w Pila, a następnie ten plan zrealizował z szaloną pewnością siebie.
Zgodnie z planem
Właśnie – skoro już jesteśmy przy tym, że kolarz Team Visma | Lease a Bike zapowiadał przed sobotą walkę o zwycięstwo etapowe, a następnie głośno ogłoszony plan zrealizował w 100%, warto wspomnieć, że 2. tydzień zasadniczo stał pod znakiem genialnych planów i nie mniej genialnego ich wypełniania. Jonas Vingegaard jedzie to Giro d’Italia dokładnie tak, jak mu się marzy – gdy chce powalczyć to wygrywa, gdy jednak wchodzi w tryb oszczędności energii, to rywale nie próbują mu w tym przeszkadzać. W efekcie Duńczyk u progu ostatniego tygodnia ma dość bezpieczną przewagę i wydaje się, że nikt nie jest w stanie odebrać mu różowej koszulki.
Swoje plany mieli jednak także inni kolarze. Fakt, że Alec Segaert dokładnie zaplanował moment, w którym odskoczy od peletonu, a potem to po prostu zrobił jest iście szalony. Na pozór spontaniczna akcja była bardzo przemyślana, a młody Belg w drodze do swojego pierwszego triumfu na poziomie UCI World Tour znał każdy zakręt w końcówce i w pełni wiedział, jak chce ubiec grupę. Fredrik Dversnes by mieć większe szanse na pokonanie peletonu, wystąpił w niedzielę nie w zwykłym stroju szosowym, a kombinezonie – Norweg wiedział, że będzie chciał uciekać, a aerodynamika może być kluczem do walki o każdą sekundę.
Wiadomo, że znamy historie związane ze skuteczną realizacją planów, a te, które się nie udały pozostają w ciszy, ale trzeba kolarzom oddać, że wraz z ekipami potrafią czasem zadbać o każdy detal, przemyśleć każdą sekundę i każdy zakręt, a potem dążyć do celu w sposób, który naprawdę może się podobać.

Wiemy, że wciąż niewiele wiemy
Bardzo często w wielkich tourach w ostatnich latach zdarzało się, że rozpoczynając ostatni tydzień doskonale wiedzieliśmy już, do kogo trafią poszczególne koszulki, a także kto stanie na końcowym podium. Pod tym względem tegoroczne Giro d’Italia może się zatem o tyle podobać, że cały czas jest bardzo otwartym wyścigiem, choć oczywiście nieco radości z tego ujmuje fakt, że wynika to z pewnej pasywności stawki i braku wyraźnych działań konkretnych kolarzy w walce o poszczególne zestawienia. Okej, Jonas Vingegaard coraz bardziej zabezpiecza sobie triumf w klasyfikacji generalnej, a dotychczas bardzo pewnym numerem 2 w górach był Felix Gall (Decathlon CMA CGM Team), ale Austriak… nie jest nawet 2. w wyścigu, bo wciąż nieco traci do Afonso Eulálio (Bahrain-Victorious), a i zaledwie 13 sekund traci do niego Thymen Arensman (Netcompany INEOS) – to akurat zasługa dużej różnicy z czasówki. Za plecami Duńczyka w generalce może się zatem wydarzyć jeszcze naprawdę sporo.
Jeśli chodzi o koszulkę za klasyfikację punktową, to co prawda po 2. tygodniu posiadaczem cyklamenowego trykotu nadal jest Paul Magnier (Soudal Quick-Step), ale Francuz musiał się na 1 dzień z nim pożegnać, bo niespodziewanie walkę z nim podjął w tym temacie Jhonatan Narváez (UAE Team Emirates-XRG). Pojedynek pomiędzy tą dwójką, choć najprawdopodobniej będzie bardzo korespondencyjny, może być ozdobą 3. tygodnia, podobnie jak walka o trykot najlepszego górala – Jonas Vingegaard póki co ma wielką przewagę, ale wciąż przed nami etap, na którym można zdobyć więcej punktów, niż Duńczyk ma w swoim dorobku. Więcej o sytuacji w obu tych klasyfikacjach przeczytają Państwo pod tym linkiem.
Przed wyścigiem wydawało się, że zestawienie młodzieżowe będzie teatrem jednego aktora, tymczasem i tutaj zanosi się na walkę aż do końca. Póki co na biało jedzie Afonso Eulálio, ale Portugalczyk ma już tylko niespełna 2 minuty przewagi nad faworyzowanym Giulio Pellizzarim. Włoch nie może jednak czuć się bardzo bezpiecznie, ponieważ niecałe 2 minuty traci do niego Davide Piganzoli (Team Visma | Lease a Bike), a i Mathys Rondel (Tudor Pro Cycling Team) pozostaje cały czas w walce. Jak widać zatem każda z klasyfikacji pozostaje cały czas otwarta, a my wiemy, że wciąż niewiele wiemy.
Wirus eliminuje kolejnych kolarzy
Jak mówił w jednym z wywiadów Ben O’Connor, Giro d’Italia z racji na swoją charakterystykę, częste ściganie się w deszczu i niskich temperaturach, a potem nagłe upały, jest wyścigiem, który nie sposób przejechać bez choćby momentu choroby. Najgłośniej w 2. tygodniu było o pewnym wirusie, który raz po raz dopadał kolejnych zawodników, przez co stawka się dość mocno uszczupliła, a niektórzy kolarze nie byli w stanie pokazywać pełni swoich możliwości. Problemy zdrowotne wyeliminowały m.in. dwóch zawodników Uno-X Mobility, bardzo aktywnie jadącego Christiana Scaroniego czy świetnego na czas Sjoerda Baxa. Oby w dniu przerwy wszyscy pozostający w wyścigu kolarze doszli do siebie i mogli się pokazać z najlepszej strony podczas ostatnich 6 etapów.
Co przed nami?
W ten sposób docieramy do tego, że przed nami już tylko 6 dni ścigania do końca 109. edycji Giro d’Italia. 3. tydzień otworzy górski etap, który zakończy się w szwajcarskim Carì (11,6 km; 8%) – choć na kolarzy czeka tylko 113 kilometrów, to nie będzie mowy o lekkim dniu na rowerze. Spokojniej paradoksalnie może być podczas 202-kilometrowego odcinka w środę, kiedy to zawodnicy przejadą przez kilka mniejszych wzniesień, a o wygraną zapewne powalczą uciekinierzy. Harcownicy do głosu dojdą potencjalnie także i w czwartek – sprinterów pokonać powinno bowiem sporo niewielkich podjazdów, w tym oddalone o zaledwie 12 kilometrów od mety Muro di Ca’ del Poggio (1,1 km; 11,3%). Jednocześnie w kontekście walki o cyklamenową koszulkę jest to etap za 50 punktów, a zatem Soudal Quick-Step będzie musiało znaleźć sposób, by zatrzymać tu jakoś Jhonatana Narváeza. W przeciwnym wypadku w czwartek Ekwadorczyk może sobie zapewnić triumf w klasyfikacji punktowej i już nawet płaski finał w Rzymie tego nie zmieni.
Nim jednak zawitamy do stolicy Włoch, na zawodników czekają jeszcze 2 dni w górach. W piątek do przejechania będzie 151 kilometrów i aż 5 tysięcy metrów przewyższenia, na które złożą się pokonywane jedno po drugim Passo Duran (12,1 km; 8,2%), Coi (5,8 km; 9,7%), Forcella Staulanza (6,3 km; 6,7%), będące najwyższym punktem wyścigu, czyli premią Cima Coppi Passo Giau (9,9 km; 9,3%), Passo Falzarego (10,1 km; 5,6%) oraz finałowe Piani di Pezzè (5 km; 9,6%). Dzień później gór będzie mniej, ale za to peleton 2-krotnie zamelduje się na Piancavallo (14,5 km; 7,8%), gdzie poznamy ostateczny układ klasyfikacji generalnej tegorocznego Giro d’Italia.
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Program transmisji telewizyjnych
- Podsumowanie 1. tygodnia wyścigu
- Wszystkie artykuły










Fajnie Afonso I fajnie Gall.
Soudal bd musiało się sporo natrudzić by zrobić koszulkę.
Fajnie ze te poszczególne etapy nie są tak oczywiste. A u sprinterow posucha fest.
Na minus że niektóre ekipy to jadą anonimowo.