Po raz pierwszy nie w sobotę, a w niedzielę swoje Paryż-Roubaix przejechały kolarki elity. 6. edycję tego wyścigu wygrała Franziska Koch, która zdołała ograć dwie towarzyszące jej przez wiele kilometrów kolarki Team Visma | Lease a Bike – Marianne Vos i Pauline Ferrand-Prévot. Oto co miały do powiedzenia główne aktorki kobiecego Piekła Północy.
W tle wydarzeń jednej z najciekawszych edycji męskich Paryż-Roubaix w XXI wieku, swój wyścig na brukach Piekła Północy rozegrały także panie. 6. edycja ich wyścigu przyciągnęła na start sporą część światowej czołówki, a emocje sięgnęły zenitu na długo przed metą. Już na 45 kilometrów przed metą zawiązał się bowiem 4-osobowy odjazd z udziałem kolarek, które finalnie między sobą powalczyły o zwycięstwo. Były to Marianne Vos i Pauline Ferrand-Prévot (Team Visma | Lease a Bike), Franziska Koch (FDJ United-SUEZ) oraz Blanka Vas (Team SD Worx-Protime). Najaktywniejsza z tego grona była trzecia z wymienionych – to za sprawą ataku Niemki powstała ta grupa, a także to przyspieszenie 25-latki sprawiło, że z odjazdem finalnie pożegnała się Węgierka, a ten w 3-osobowym składzie kierował się w stronę mety. Ostatecznie o losach zwycięstwa zadecydował finisz na welodromie w Roubaix, po którym z życiowego sukcesu cieszyć mogła się właśnie Franziska Koch.
Naprawdę trudno w to uwierzyć. Marzyłam o tym. Dotychczas to był tylko sen, choć wiedziałam, że w Paryż-Roubaix wszystko może się zdarzyć… Pojechałyśmy bardzo dobry wyścig jako drużyna. Już przed brukami w peletonie toczyła się prawdziwa walka, ale jako zespół stale utrzymywaliśmy się na dobrej pozycji i unikaliśmy kłopotów. Na kolejnych sektorach, dzięki solidnemu wsparciu koleżanek, praktycznie cały czas jechałam gdzieś w pierwszej „10”. Po Mons-en-Pévèle chciałyśmy, żeby wyścig stał się jeszcze trudniejszy. Udało nam się znaleźć w idealnej grupie. Koniec końców odjechałam z dwoma kolarkami z tej samej ekipy. Z jednej strony to wyzwanie, z drugiej strony, było to również korzystne, ponieważ oznaczało to, że nie musiałam aż tyle pracować. W sprincie czułam oddech Marianne, ale na szczęście udało mi się wykrzesać z siebie wystarczająco wiele. Już po 7. lokacie w premierowej edycji powiedziałam sobie – chcę kiedyś wygrać ten wyścig. Dziś wreszcie nadszedł ten dzień. Spora w tym zasługa mojej nowej drużyny. Jestem teraz w najlepszej formie w swojej karierze. Dla mnie ten zespół jest teraz idealnym miejscem. Tu jest po prostu fantastycznie – nawzajem się wspieramy i wynosimy na wyższy poziom
— mówiła Franziska Koch, triumfatorka 6. edycji Paryż-Roubaix kobiet.
Triumf kolarki FDJ United-SUEZ oznaczał, że zawodniczki Team Visma | Lease a Bike nie zdołały wykorzystać przewagi liczebnej w końcówce. Być może rolę odegrała w tym taktyka kolarek z holenderskiego zespołu – te niespecjalnie próbowały odjechać mistrzyni Niemiec, a broniąca tytułu Pauline Ferrand-Prévot po prostu przygotowywała grunt pod finisz 38-letniej Marianne Vos. Niegdyś Holenderka byłaby niejako pewniakiem na taki finał, ale wiek oraz ostatnia przerwa od ścigania sprawiły, że jednak doświadczona zawodniczka musiała uznać wyższość Franziski Koch.
Zrobiłam wszystko, co mogłam. To był dla mnie trudny okres, ale starałam się utrzymać jak najlepszą formę. Nie byłam idealnie przygotowana pod względem fizycznym, ale mimo to jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam powalczyć. Wsparcie zespołu dodało mi dziś dodatkowej motywacji. W sprincie po prostu zabrakło mi sił i nie miałam prędkości, by pokonać Franziskę. Oczywiście, zawsze można inaczej rozegrać finisz, ale nie wiem, czy coś innego byłoby lepsze. Po prostu nie byłam w stanie wygenerować wystarczającej prędkości. Jako zespół bardzo chcieliśmy otworzyć wyścig wcześnie i to nam się udało – po Mons-en-Pévèle miło było zobaczyć, że w ucieczce miałyśmy 2 z 4 zawodniczek, ale jestem rozczarowana, że nie udało mi się wykończyć pracy mojej drużyny
— mówiła Marianne Vos, dla której to był pierwszy wyścig po śmierci ojca.
Kiedy dowiedziałam się o śmierci Henka [ojca Marianne Vos – przyp. red.], natychmiast zadzwoniłam do zespołu i powiedziałam, że chcę pojechać w Roubaix dla Marianne. Aby ją wesprzeć i pomóc jej w tym trudnym czasie. Wiedziałam, że zwycięstwo było jej marzeniem i chciałam, żeby wygrała dla swojego ojca. Kiedy zostałam zawodową kolarką w barwach Rabobanku 14 lat temu, miałam 18 lat i spędziłam całą zimę w kamperze z rodziną Vos. Henk prowadził kampera, mama Marianne robiła pyszne bolognese… Mam z nimi tak miłe wspomnienia… Tym wyścigiem chciałam im za wszystko podziękować, pożegnać się. Dlatego chciałam, żeby Marianne wygrała. Nie udało się, ale dałyśmy z siebie wszystko i myślę, że Henk byłby z nas dumny
— opowiadała wyraźnie poruszona Pauline Ferrand-Prévot.
Okazja do rewanżu pomiędzy Marianne Vos i Franziską Koch nadarzy się już niedługo, albowiem obie panie znajdują się na wstępnej liście startowej Amstel Gold Race Ladies (19.04). Pauline Ferrand-Prévot z kolei od rywalizacji odpocznie jedynie nieco dłużej, a jej kolejnymi wyścigami maja być Strzała Walońska (22.04) i Liège-Bastogne-Liège Femmes (26.04).








