fot. Paris-Roubaix / A.S.O. / Billy Ceusters

Nieczęsto zdarza się na poziomie UCI World Tour, by na trasie znalazł się zawodnik, który jedzie z nie swoim numerem startowym przypiętym do koszulki. Takie zdarzenie miało jednak miejsce podczas Paryż-Roubaix, gdzie takowymi zamienili się bliźniacy Mick i Tim van Dijke. Pierwszy z wymienionych wyjaśnił przyczynę takiego stanu rzeczy.

Kto nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy kolarscy bliźniacy nie spróbowali kiedykolwiek zamienić się numerami startowymi, niech pierwszy rzuci kamieniem. W niedzielę jednak żarty stały się faktem, a Mick i Tim van Dijke, dwóch kolarzy Red Bull – BORA – hansgrohe, wystąpili w Paryż-Roubaix z odwrotnymi numerami startowymi, niż wskazywałaby na to lista startowa. Jak jednak za linią mety wyjaśnił Mick van Dijke, nie było to jakkolwiek zamierzone, a wynikało wyłącznie z niefortunnej pomyłki.

Odebrałem numery startowe dziś rano w autobusie. To zespół zajmuje się takimi zespołami i zawsze pilnują byśmy otrzymali właściwe. Cóż, te na Paryż-Roubaix zawierały jedynie nazwiska, bez chociażby jednej litery imienia. W efekcie Tim jechał z moim, a ja z jego numerem. Dopiero na mecie dowiedziałem się, że się podmieniliśmy. Kilka osób i mi to powiedziało, ale na szczęście z tego co wiem, ma się to skończyć bez jakichkolwiek konsekwencji dla nas

— śmiał się Mick van Dijke, który tym razem okazał się być lepszym z bliźniaków kończąc zmagania na 6. miejscu.

Po Paryż-Roubaix bilans bezpośrednich pojedynków między braćmi we wszelakich wyścigach jednodniowych wynosi równe 17:17. W samym Piekle Północy bracia brali wspólnie udział 3-krotnie, a po raz drugi to Mick był lepszym z bliźniaków. 26-latek tłumaczył całą sytuację problemami, jakie spotkały Tima jeszcze przed startem wyścigu.

Mój brat źle się czuł, ale mimo świadomości, że sam nie powalczy, bardzo mi pomógł. Miałem też szczęście, że Tadej Pogačar też złapał gumę, bo z jego pomocą wróciłem do czołówki. Od tamtej pory przeskakiwałem od grupy do grupy. W końcu znalazłem się w tej, w której walczyliśmy o 3. miejsce. Dałem z siebie wszystko, ale niestety się nie udało stanąć na podium, choć wciąż bardzo doceniam mój rezultat

— opowiadał kolarz Red Bull – BORA – hansgrohe.

Niemiecka ekipa była bez wątpienia bardzo widoczna na przestrzeni całego Paryż-Roubaix, ale finalnie wyniki nie w pełni to oddają. 6. na mecie Mick van Dijke był najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem z tego zespołu i jako jedyny do końca liczył się w walce o czołowe lokaty. Niemal 4 minuty stracił 12. w końcowym zestawieniu Gianni Vermeersch, 17. był Jordi Meeus, a na 23. pozycji uplasował się Laurence Pithie, który na pewnym etapie wyścigu wyglądał na jednego z najmocniejszych kolarzy w całej stawce.

Poprzedni artykułParyż-Roubaix kobiet 2026: Koch, Vos i Ferrand-Prévot podsumowują wyścig
Następny artykułJakob Fuglsang o motocyklach: „Decydują o tym, czy kolarz, który odjeżdża, pozostanie na czele”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze