fot. Astana Pro Team

Jakob Fuglsang zakończył swoją zawodową karierę w 2025 roku, ale Duńczyk postanowił teraz skomentować obecne wydarzenia z peletonu. Zwycięzca Il Lombardii z 2020 roku zwrócił uwagę na to, że bardzo duży wpływ na współczesną rywalizację mają motocykle, co nie za bardzo mu się podoba. 

Duńczyk w trakcie swojej kariery reprezentował barwy m.in. takich zespołów, jak: Saxo Bank, Astana Pro Team oraz Israel-Premier Tech. Jego zawodowa przygoda zakończyła się w 2025 roku, a oprócz wspomnianego wyżej zwycięstwa w Il Lombardii 2020, na koncie Fuglsanga możemy znaleźć m.in. takie sukcesy, jak: triumf w Liège – Bastogne – Liège 2019, dwa zwycięstwa w generalce Critérium du Dauphiné (2017 i 2019), etapowe zwycięstwo z hiszpańskiej Vuelty (2019), trzy triumfy w generalce Tour of Denmark (2008, 2009 i 2010) czy też srebrny medal olimpijski z Rio de Janeiro (2016, wyścig ze startu wspólnego, brązowy medal wywalczył tam Rafał Majka).

Jakob Fuglsang rozmawiał ostatnio z Feltet, gdzie opowiedział o swoich negatywnych odczuciach, związanych z ogromnym wpływem motocykli na kolarskie wyniki.

Od wielu lat uważam, że motocykle mają większy wpływ, niż wiele innych czynników. Decydują o tym, czy kolarz, który odjeżdża, pozostanie na czele. Chodzi o to, aby zaatakować jako pierwszy. Jeśli to zrobisz, motocykl znajdzie się przed Tobą, a zawodnicy z tyłu nie będą w stanie Cię dogonić, nawet jeśli kręcą we czwórkę. Van der Poel prawdopodobnie nie wygrałby E3 Saxo Classic, gdyby nie jechał na czele za motocyklem. W zeszłym roku zdarzały się momenty, kiedy zostawaliśmy w tyle, bo fizycznie nie mogliśmy jechać szybciej. Jeśli nie da się odrobić strat z kadencją 120 obrotów na minutę, to dlatego, że kolarze z przodu mają przed sobą motocykl, który pozwala im jechać szybciej. Najpierw musimy doprowadzić do tego, aby motocykle jechały z większą przewagą nad zawodnikami. Ponadto powinniśmy osiągnąć dżentelmeńską umowę, do czego prawdopodobnie nigdy nie dojdzie, że nie będziemy podążać za motocyklami

– mówi Jakob Fuglsang.

Faktycznie, trudno sobie wyobrazić, aby taka umowa weszła kiedykolwiek w życie. Sytuacja na trasie często jest bardzo dynamiczna i ciężko nad nią w jakikolwiek sposób zapanować, choć zdarzają się przypadki, że obecność motocykla przed zawodnikiem jest nadmiernie zauważalna. Czy istnieje jakaś realna możliwość, aby poradzić sobie z tym „problemem”?

Poprzedni artykułParyż-Roubaix 2026: Mick i Tim van Dijke pojechali z odwrotnymi numerami startowymi
Następny artykułPolski raport z weekendu: Patryk Stosz, Jan Jackowiak i Filip Pasterski z wygranymi UCI
Mateusz Gruszeczka
Pasjonat biegania i podróżowania. Ulubiony kierunek? Czarnogóra. Miłośnik wszelkich wyścigów - również tych mniejszych i nieco mniej znanych. W wolnej chwili copywriter.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
ja1
ja1

Oczywiście, że jest proste rozwiązanie – w motocyklu, po prawej stronie kierownicy jest takie pokrętełko. Jak się go trochę obróci, to motocykl jedzie szybciej.
A tak na serio, przy obecnej technologii rejestracji obrazu, nie ma żadnego powodu, żeby Pan z kamerą na motocyklu był blisko. A jadąc 30m z przodu nie wytwarza już żadnego tunelu aero.

Pro hip-hop
Pro hip-hop

Moim zdaniem to robienie z igły widły. Nawet jeżeli takie sytuacje się czasem zdarzają, to raczej nie są nagminne i można to uznać za nieodzowną część widowiska, jak kraksy czy defekty. Możemy oczywiście w ogóle zrezygnować z motocykli albo robić ujęcia z kilkudziesięciu metrów (mało się może znam na obecnej technologii rejestracji obrazu, ale to chyba jednak nie jest to samo ujęcia z bliska) – ciekawe tylko jak szybko ludzie przestaną oglądać tak „atrakcyjne” transmisje, po czym znikną sponsorzy i towarzystwo będzie musiało wrócić do połowu ryb czy haratania w gałę (wymieniam akurat tych dwóch przykładowych Jonasów czy Remków, w przypadku których teraz sobie przypominam, czym się zajmowali wcześniej).

ja1
ja1

Oczywiście, że to robienie z igły widły. Gdyby to było takie proste, to chyba każdy kolarz mógłby „polecieć” za motocyklem. A tak się chyba nie dzieje. Odjeżdżają najmocniejsi.

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

„Jeśli to zrobisz, motocykl znajdzie się przed Tobą, a zawodnicy z tyłu nie będą w stanie Cię dogonić, nawet jeśli kręcą we czwórkę. Van der Poel prawdopodobnie nie wygrałby E3 Saxo Classic, gdyby nie jechał na czele za motocyklem.”

Tylko, że akurat go dogonili.

Max
Max

Komentarz bardziej w odpowiedzi na głosy innych komentujących. Są badania z 2020r które wskazują na to, że zysk z draftingu za motocyklem występuje nawet ponad 50m. Przy wspomnianych 50m jest to 7%, przy 30m 12%, przy 10m aż 23%. To się przekłada na zysk na 1km odpowiedno 1.6, 2.7 i 5.4s. To są niebagatelne zyski. A przy tym trendzie możemy szacować, że nawet przy 80m dystansie do motocykla wciąż na jakieś zyski można liczyć.

Oczywiście w przypadku sytuacji opisywanej Fulgsanga jest pewnie trochę przesady. Z kadencją >120 przy typowych przełożeniach szosowych w WT (54×11?) to mówimy o prędkościach ponad 70km/h. Ale gdy atakuje najmocniejszy zawodnik i ma 10-20% bonus aerodynamiczny, to może faktycznie nie wystarczyć na złapanie go nawet przez dobrze zorganizowaną grupę.