Oto nadeszła niedziela, na którą czekała prawdopodobnie ogromna część kibiców kolarstwa z całego świata. Paryż-Roubaix to wyścig jedyny w swoim rodzaju, nietuzinkowy, wykraczający poza ramy kolarstwa szosowego, a przy tym będący najprawdopodobniej jego największą ikoną spośród wszystkich klasyków. Piekło Północy to wyścig, który wciąż ma w sobie tę cząstkę pierwotnego kolarstwa sprzed przeszło stulecia, a kurz, błoto, bruk, krew, pot i łzy tworzą jego legendę. Przed nami 123. edycja Paryż-Roubaix – imprezy, o której można by pisać godzinami, choć nie trzeba jej nikomu reklamować.
Oto ten dzień w roku, na który czeka się przez 365 dni. Przed nami Paryż-Roubaix, wyścig kolarski będący ikoną tego sportu, choć różny od wszystkich pozostałych z racji na to, że prowadzi po drogach, które w każdej innej imprezie byłyby tematem krytyki. Ten jeden raz w roku tak pierwotne i brutalne kocie łby, ten kurz wpadający kolarzom do nozdrzy, ta masa kraks i defektów, to wszystko ma w sobie tę magię, której nie sposób ująć w prostych słowach. Ta w tym roku jest naprawdę ogromna, albowiem wynika nie tylko z legendy wyścigu, ale i tego, kogo zobaczymy w gronie głównych faworytów. Oto na przeciwko siebie staną herosi naszego ukochanego sportu – z jednej strony Mathieu van der Poel, czyli triumfator trzech ostatnich edycji, mający szansę na dołączenie do najbardziej utytułowanych w historii Paryż-Roubaix 4-krotnych jego zwycięzców, czyli Rogera De Vlaemincka i Toma Boonena, z drugiej zaś Tadej Pogačar – przed rokiem drugi na mecie, a obecnie stający przed szansą na przejście do historii jako 4. zawodnik, któremu uda się zgromadzić w swoim dorobku wygrane w każdym z monumentów. Ba, wydaje się, że jeśli mistrz świata wygra Paryż-Roubaix, to bardzo szeroko otworzą się przed nim drzwi do walki o triumf we wszystkich 5 pomnikach kolarstwa w jednym sezonie – dotychczasowi rekordziści tymczasem w jednym roku potrafili wygrywać „jedynie” 3 z 5 monumentów, a są nimi Eddy Merckx (1969, 1971, 1972 oraz 1975) i właśnie Tadej Pogačar, który takiej sztuki dokonał przed rokiem wygrywając kolejno Ronde van Vlaanderen, Liège–Bastogne–Liège i Il Lombardię. Kto sięgnie po zwycięstwo w 123. edycji? Holender, Słoweniec, a może jednak ktoś trzeci? Odpowiedź na to pytanie poznamy około godziny 17:00.
Czy przed ekrany telewizorów przyciągną nas tylko największe gwiazdy? Myślę, że nie tylko – do śledzenia Paryż-Roubaix zachęca nas, kibiców, przecież to, że jako ludzkość chyba po prostu kochamy brutalność. Nie wiem bowiem jak inaczej nazwać to, że mimo ewolucji kolarstwa, walki o bezpieczeństwo sportowców, uciekania od nierównych asfaltów i masy innych zabiegów czynionych zarówno przez UCI, inne organizacje, jak i same zespoły, jednocześnie z takim zamiłowaniem siadamy przed ekranami bądź udajemy się na pobocze trasy, która została wyciosana w niemałej części przeszło stulecie temu, pełnej niebezpiecznych kamieni ułożonych tak, że nieraz w szparach między nimi bezproblemowo mieści się cienka opona roweru szosowego. Wierzymy śledząc zmagania herosów kolarstwa, że naszych ulubieńców ominą kraksy i defekty, choć z tyłu głowy wiemy, że to jeden z tych wyścigów, po których pytanie brzmi „jak wielu”, a nie czy komuś stała się krzywda.
Kończąc ten przydługi wstęp życzę wszystkim – tak jako ogółowi, jak i każdemu z osobna, żeby jutrzejsze widowisko spełniło Wasze oczekiwania. Chłońcie każdy kilometr tej wyjątkowej trasy, wyścigu, który stanowi idealne przejście między flamandzką zimą i początkiem wiosny, a tryptykiem ardeńskim i okresem, w którym coraz bardziej będziemy spoglądali w stronę wielkich tourów. Taki wyścig jak Paryż-Roubaix jest w końcu tylko raz w roku.
Historia
1896 rok, stolica Francji. Zapewne nikt ze zgromadzonych na starcie 1. edycji Paryż-Roubaix nie był świadomy, że właśnie zaczyna się pisać wielka historia. 280 kilometrów później pochodzący z Niemiec Josef Fischer z wielką przewagą sięgnie po triumf, który przeszło stulecie później wciąż będzie wspominany przez ludzi z całego świata. 31-letni wówczas kolarz miał w swoim dorobku także triumfy w Wiedeń-Berlin, Mediolan-Monachium czy Bordeaux-Paryż, ale to ten jeden właśnie stworzył jego legendę.
Przez kolejne dekady swoje wielkie chwile miało wielu kolarzy. Jeszcze przed I Wojną Światową, która na trasie odcisnęła wielkie piętno i stworzyła jego przydomek „Piekło Północy”, po 3 wygrane z rzędu sięgnął Octave Lapize. Wyczyn ten w historii powtórzyli już tylko Francesco Moser (1978-80) i Mathieu van der Poel (2023-25), acz ani Francuz, ani Włoch, ani obecny i w tym roku na starcie Holender nie mają najwięcej triumfów spośród wszystkich zawodników – po 4 takowe przy swoim nazwisku zapisali wspominani już Roger De Vlaeminck i Tom Boonen. Przełajowy mistrz świata staje zatem przed szansą na przejście do historii i wyrównanie rekordu, choć bez wątpienia nie będzie o to łatwo.
Na napisanie swojej historii w Paryż-Roubaix wciąż czeka Polska. Owszem, co roku słyszymy piękną historię Jeana Stablińskiego, ale jeśli chodzi o kolarzy występujących z biało-czerwoną flagą przy nazwisku to najwyżej na 14. miejscu metę przecinali w historii Joachim Halupczok (1990) i Zbigniew Spruch (1999). Ten drugi był także dwukrotnie piętnasty, a trzecim najlepszym rezultatem jest 18. lokata Kamila Małeckiego sprzed 2 lat. Zdecydowanie czekamy na jakiś wiekopomny wynik, a w tym roku powalczy o niego czwórka śmiałków znad Wisły.
Trasa 123. edycji Paryż-Roubaix
Trasa Paryż-Roubaix co roku przechodzi lekkie zmiany związane z pracami konserwacyjnymi na sektorach brukowanych, ale te zwykle nie są dotyczą kluczowych fragmentów trasy i tak samo będzie i tym razem – różnice znajdziemy bowiem przede wszystkim w układzie i wyborze początkowych odcinków. Dystans tegorocznego wyścigu wyniesie finalnie 258,3 kilometra, a zawodnicy chwile po 11:00 wyruszą z podparyskiego Compiègne do Roubaix, gdzie metę zlokalizowano na prawdopodobnie najbardziej znanym kolarskim welodromie na świecie. Pierwsza trudność w postaci sektora bruku czeka na zawodników po 96 kilometrach jazdy, a następnie do pokonania będzie aż 30 takich odcinków, których sumaryczna długość wynosi 54800 metrów. 17 ostatnich sektorów można będzie zobaczyć także podczas rozgrywanego tuż po rywalizacji mężczyzn wyścigu kobiet.

Ciężko wybrać jeden kluczowy punkt tej trasy, ale w skali trudności, którą przygotowali organizatorzy, na pięć gwiazdek zasłużyły trzy potencjalnie najcięższe fragmenty trasy. Mowa o Trouee d’Arenberg, czyli po polsku Lasku Arenberg, do którego wjazd po raz drugi z rzędu poprzedzony zostanie przejazdem równoległą uliczką, a zatem czterema 90-stopniowymi zakrętami pokonywanymi niedługo przed początkiem tego sektora. Można być pewnym, że podczas transmisji w każdym języku świata padnie legendarny zwrot, że w tym miejscu jeszcze nie można wygrać wyścigu, ale z pewnością da się go tu przegrać.
Następnie spośród pięciogwiazdkowych sektorów na kolarzy czeka Mons-en-Pevele, który pokonywany 48,6 kilometra od linii mety. Na „koniec” zaś mamy Carrefour de l’Arbre – ten odcinek o długości 2100 metrów od welodromu w Roubaix dzieli zaledwie 17 kilometrów i trzy łatwiejsze sektory bruku, co sprawia, że to właśnie tu często miały miejsce ostateczne rozstrzygnięcia między faworytami. Poniżej znajdą Państwo pełną listę odcinków brukowanych wraz z ich ulokowaniem, długością oraz trudnością określoną przez organizatorów w 5-gwiazdowej skali.


Pogoda
Choć w sobotę, zgodnie z prognozami, na praktycznie całej długości trasy spadł deszcz, to ten finalnie był nieco mniejszy niż się spodziewano, a zatem jest spora szansa, że do momentu pojawienia się kolarzy na sektorach bruków, te zdążą całkowicie wyschnąć. Opady najprawdopodobniej sprawiły jednak to, iż jutro na trasie nie powinny się unosić tumany kurzu, które można kojarzyć z co bardziej słonecznych edycji – ta tegoroczna będzie raczej stała pod znakiem kolarzy jadących przez pierwsze kilometry w kurtkach, albowiem temperatura na starcie ma wynosić zaledwie 6 stopni Celsjusza i urosnąć w ciągu dnia do maksymalnie 13 stopni Celsjusza. Szanse na deszcz, nawet przelotny, nie są wielkie, zaś wiatr ma osiągać około 10-15 km/h i być skierowany przez większość dnia w plecy kolarzy. Istnieje zatem spora szansa, że będziemy świadkami rekordowo szybkiego przejazdu.
Faworyci
Do obrony tytułu, a zarazem do ataku na historyczny rekord przystąpi Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech). 31-letni Holender całkowicie zdominował 3 ostatnie edycje Paryż-Roubaix, podczas każdej z nich docierając na metę samotnie, z solidną zaliczką nad kolejnymi zawodnikami. Aż 2-krotnie tym drugim za plecami przełajowego mistrza świata był Jasper Philipsen, który bez wątpienia jest kimś więcej niż pomocnikiem czy drugą opcją w Alpecin-Premier Tech – jeden z najlepszych sprinterów na świecie jest bowiem bardzo cenną kartą w talii belgijskiego zespołu, a jego obecność na trasie niejako zmusza rywali do tego, by nie czekać do ostatniej chwili. Nikt bowiem nie będzie chciał wjechać na welodrom w Roubaix obok 28-letniego Belga – choć wydaje się, że przy obecnym układzie sił scenariusz z walką o triumf z co najmniej kilkuosobowej grupy nie jest najbardziej prawdopodobny, to jednak warto mieć go z tyłu głowy. W składzie Alpecin-Premier Tech znalazł się także ten, który w oczach wielu może być następcą Mathieu van der Poela, czyli Tibor Del Grosso, a także świetni pomocnicy – 2. w tym wyścigu przed ośmioma laty Silvan Dillier, a także Jonas Rickaert, Florian Sénéchal (6. w 2019 roku) i Edward Planckaert.
Tym drugim, którego nazwisko najczęściej pada w kontekście walki o zwycięstwo w 123. edycji Paryż-Roubaix, jest oczywiście Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG). Słoweniec ostatni raz jakiekolwiek oficjalnej rywalizacji nie wygrał 21 września 2025 roku – kiedy to zajął 4. miejsce w jeździe indywidualnej na czas podczas Mistrzostw Świata w Kigali. Od tamtej pory 7 kolejnych wyścigów kończyło się wygraną 27-latka, w tym na liście tej znajdziemy tegoroczne Strade Bianche, Mediolan-San Remo i Ronde van Vlaanderen. Tadej Pogačar jest obecnie prawdopodobnie najlepszą wersją siebie w historii, potrafi generować ogromną moc przez długi czas, a jedyną przeszkodą w drodze do zwycięstwa w Piekle Północy wydaje się być to, że jest to wyścig pozbawiony podjazdów – zwyczajnie na trasie może zabraknąć miejsca, gdzie Słoweniec będzie w stanie zerwać z koła najmocniejszych rywali z Mathieu van der Poelem na czele. Z drugiej jednak strony w poprzednich tegorocznych wyścigach było widać, że mistrz świata jest obecnie faktycznie najmocniejszy, zatem kto wie – może i tu znajdzie on sposób, by w odpowiednim momencie rozpocząć swoją solową szarżę. Tadej Pogačar nie będzie bowiem chciał czekać na finisz, a przynajmniej nie powinien tego robić mając świadomość, że większość jego głównych konkurentów dysponuje większą szybkością na finiszu. Jeśli zaś chodzi o pomocników, to u boku Słoweńca w barwach UAE Team Emirates – XRG wystąpią także Florian Vermeersch (2. w 2021 roku), Nils Politt (2. w 2019 roku i 4. w 2024 roku), Mikkel Bjerg, Juan Sebastián Molano, António Morgado i Rui Oliveira.
Statystycznie patrząc na wyścig wydaje się, że ponownie bój o najniższy stopień podium stoczą Mads Pedersen (Lidl-Trek) i Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike). Ten pierwszy był 3. w Paryż-Roubaix w dwóch ostatnich edycjach, co pokazuje jego ogromną solidność, a jednocześnie pomimo 30 lat na karku Duńczyk cały czas czeka na swój pierwszy w karierze triumf w monumencie. Drugi z wymienionych w pomnikach kolarstwa ma jeszcze ciekawszą serię, tj. w ostatnich 8 tego typu wyścigach Wout van Aert każdorazowo był 3. bądź 4. – ani razu wyżej, ani razu niżej. 31-letni Belg może się co prawda pochwalić wygranym monumentem, aczkolwiek od Mediolan-San Remo z 2020 roku minęło już sporo czasu, a najważniejsze klasyki zostały od tamtej pory mocno zdominowane przez opisaną na początku dwójkę zawodników.
Świeższa noga może być czymś, co będzie wyróżniało z kolei Filippo Gannę (INEOS Grenadiers). Włoch jako praktycznie jedyny spośród głównych faworytów Paryż-Roubaix, świadomie zrezygnował ze startu w Ronde van Vlaanderen, by całkowicie skupić się na przygotowaniach do Piekła Północy. Dla 29-latka ostatnim wyścigiem było zatem bardzo efektownie wygrane przez niego Dwars door Vlaanderen, a później ten spokojnie szykował się do kluczowego wyścigu tej wiosny. Co prawda Filippo Ganna najwyżej w Paryż-Roubaix był 6. w 2023 roku, ale można wierzyć, że w tym roku rezultat ten zostanie poprawiony. Na ile sił starczy Włochowi? Są tacy, którzy wierzą, że nawet na zwycięstwo, choć osobiście byłbym odrobinę sceptyczny wobec tak śmiałych przewidywań.
Gdybym z kolei miał wskazać najrówniejszy zespół na starcie, to nie byłby to żaden z dotychczas wymienionych, a Red Bull – BORA – hansgrohe. Dowód? W składzie niemieckiej ekipy znaleźli się kolejno Gianni Vermeersch (6. w 2024, 11. w 2023), Jordi Meeus (8. w 2024, 14. w 2022), Laurence Pithie (7. w 2024), Tim van Dijke (8. w 2024, ale relegowany na 16. miejsce) czy Mick van Dijke (18. w 2024). Drużyna ta nie ma zatem jednego, wyraźnego lidera, o którym można by powiedzieć, że stać go na walkę o zwycięstwo, a jednocześnie ma w swojej talii tyle kart, że bez wątpienia powinna próbować nimi grać od samego startu. Historia Paryż-Roubaix pokazała, że znalezienie się w odpowiedniej ucieczce potrafi być kluczem do wielkich rzeczy, w tym nawet zwycięstwa via pamiętna edycja z 2016 roku, kiedy po triumf sięgnął obecny w odjeździe dnia Mathew Hayman, zatem trzeba będzie obserwować ruchy zawodników Red Bull – BORA – hansgrohe. Jeśli ci będą po prostu jechali taktyką, by jak najdłużej trzymać się wysoko i się nie wychylać, to będę bardzo rozczarowany.
W ścisłej czołówce spodziewam się także, że pojawić powinni się Jasper Stuyven (Soudal Quick-Step) i Christophe Laporte (Team Visma | Lease a Bike). Ten pierwszy będzie walczył o honor swojej ekipy, która przecież historyczne jest tą najbardziej utytułowaną w historii Paryż-Roubaix, drugi zaś może być drugim nożem swojej formacji w razie niedyspozycji Wouta van Aerta. Obu panów łączy za to bardzo dobra forma na przestrzeni całej kampanii północnych klasyków – nieczęsto zdarzało się, by ci kończyli wyścigi poza czołową „10”. Czy potwierdzenie tej dyspozycji zobaczymy podczas walki na brukach Piekła Północy? Myślę, że tak.
Jeśli chodzi o resztę listy startowej, to spodziewam się, że znajdziemy na niej zawodników, których realnym szczytem możliwości jest zakręcenie się gdzieś w drugiej połowie najlepszej „10”. O taką powalczyć powinni m.in. Matej Mohorič i Alec Segaert (Bahrain-Victorious), Jonas Abrahamsen i Søren Wærenskjold (Uno-X Mobility), Mike Teunissen (XDS Astana Team), Daan Hoole (Decathlon CMA CGM Team), Marco Haller (Tudor Pro Cycling Team), Biniam Girmay (NSN Cycling Team), Madis Mihkels (EF Education – EasyPost), Jonas Rutsch (Lotto Intermarché) czy Fred Wright (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team).
Polacy
W wyścigu mężczyzn zobaczymy czwórkę biało-czerwonych – do rywalizacji przystąpią Filip Maciejuk (Movistar Team), Kamil Małecki (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) oraz Stanisław Aniołkowski (Cofidis). W zmaganiach pań zaś zobaczymy dwie Polki – na starcie zameldują się Karolina Kumięga (St Michel – Preference Home – Auber93) i Wiktoria Pikulik (Human Powered Health).
Transmisja
123. edycja Paryż-Roubaix zostanie pokazana w całości na antenie Eurosportu 1 z komentarzem duetu Tomasz Jaroński i Dariusz Baranowski. Transmisja rozpocznie się na ponad pół godziny przed startem, już o 10:30, zaś jej finał zaplanowany jest na 17:00. Wówczas rozpocznie się przekaz z wyścigu pań, który ma planowo potrwać do 18:45, a który poprowadzą dla polskich widzów Sebastian Szczęsny i Anna Lafourte.
Lista startowa 123. edycji Paryż-Roubaix:
Dane dostarcza FirstCycling.com
6. edycja Paryż-Roubaix kobiet
Na zawodniczki, które po raz pierwszy rywalizować będą nie w sobotę, a w niedzielę, czekać będzie 143,1 kilometra pomiędzy Denain a Roubaix. Panie do przejechania mają 20 sektorów bruku, w tym ostatnie 17 w pełni pokrywa się z wyścigiem panów. Zawodniczki będą podążały za mężczyznami, a efektem tego będzie to, że transmisja z ich wyścigu rozpocznie się po zakończeniu zmagań mężczyzn.

Jeśli chodzi o faworytki, to do obrony tytułu przystąpi Pauline Ferrand-Prévot (Team Visma | Lease a Bike), u boku której zobaczymy m.in. wracającą po niemal miesięcznej przerwie spowodowanej kwestiami osobistymi Marianne Vos. O powtórzenie sukcesu nie będzie jednak łatwo, albowiem na tron bez wątpienia powrócić będzie chciała najlepsza w 2024 roku Lotte Kopecky (Team SD Worx – Protime), którą to z kolei wspierać będzie m.in. niezwykle groźna w kontekście ewentualnego finiszu z grupy Lorena Wiebes. Trzecią z byłych triumfatorek obecnych na tegorocznym starcie będzie z kolei 37-letnia Alison Jackson (St Michel – Preference Home – Auber93) – choć Kanadyjkę ciężko traktować jako jedną z głównych faworytek, to jej niespodziewany sukces z 2023 roku bez wątpienia będzie wszystkim przypominał, że Paryż-Roubaix to jeden z najbardziej nieprzewidywalnych wyścigów na świecie, a odpuszczenie jakiejkolwiek akcji może zakończyć się dla najważniejszych kandydatek do końcowego sukcesu sporym psikusem.
Wracając jednak do tematu faworytek, to kilka w swoim szeregu ma bez wątpienia francuska ekipa FDJ United – SUEZ. Pod nieobecność Demi Vollering z wolnej ręki korzystać będą najlepsza w tegorocznym Strade Bianche Donne Elise Chabbey, niezwykle mocna przez całą wiosnę Franziska Koch oraz młodziutka Célia Gery – jeśli tylko panie się dogadają, to stać je na to, by drużynowo zdominować rywalizację. Więcej niż jedną solidną opcję ma także CANYON//SRAM zondacrypto, który może postawić na Zoe Bäckstedt bądź szybką Chiarę Consonni, a także Lidl – Trek, którego barw bronić będą m.in. Elisa Balsamo i bardzo doświadczona Lucinda Brand. Do grona faworytek zaliczyłbym także takie kolarki jak Pfeiffer Georgi (Team Picnic PostNL), Cat Ferguson (Movistar Team) czy Letizia Borghesi (AG Insurance – Soudal Team).
Lista startowa 6. edycji Paryż-Roubaix kobiet:
Dane dostarcza FirstCycling.com










Tadek zdaje się może wygrać tylko w sytuacji, gdy dopisze mu szczęście jak na Mediolan-Sanremo (wiem, że w oczach większości to on jedyny miał tam kraksę i mimo to wygrał niczym jakiś mityczny heros, ale przecież prawda jest zupełnie inna). W innym wypadku MvdP będzie raczej nie do ruszenia, nawet jeżeli nie jest w formie życia (a czy nie jest, to nie wiem – na razie przegrał z Tadkiem to, co zazwyczaj i tak przegrywał, nie licząc tego M-Sr, które gdyby nie miał kraksy mogło potoczyć się zupełnie inaczej). W każdym razie po cichu mam nadzieję, że WvA pogodzi obu dominatorów ;).
Do pro hip hop – gdyby pidcock od razu poszedł prawą stroną na San Remo też mogło być inaczej, ale to już historia
Ja liczę na arcydzieło kolarskie, na miarę 19 etapu touru Z 2011. Ale. Obstawiam inaczej niż wszyscy – ganna, van aert, Pedersen. Czemu? Bo mogę.
No i liczę na mojego ulubieńca tj mohorica.
Pisze do wszystkich, by włączyli dzisiaj Eurosport. A na razie zaraz trzeba samemu jechać na rower.
Taka ciekawostka jeszcze, na ig widziałem, że ineos włożyli na tył przerzutkę xtr Zamiast dura ace.