Dominika Włodarczyk czwartą zawodniczką tegorocznego Tour de France Femmes! Choć opadł już kurz po rywalizacji pań to nadal niełatwo oddać słowami jak wielki sukces odniosła 24-latka z Okalewa. W zrozumieniu jak ciężka to była droga pomóc mogą wpisy kolarki UAE Team ADQ z jej mediów społecznościowych – postanowiłem zatem zrobić przegląd tego co pisała Dominika Włodarczyk na przestrzeni całej rywalizacji.
Katarzyna Niewiadoma obecna po raz 4. z rzędu na podium klasyfikacji generalnej Tour de France Femmes nie zdziwiła zapewne nikogo – w końcu najbardziej utytułowana z polskich kolarek przez lata przyzwyczaiła nas do tego, że należy do ścisłej światowej czołówki. W tym roku okazało się jednak, że 30-latka nie była polskim rodzynkiem w walce o końcowe zestawienie, albowiem pozycję za nią, na 4. miejscu całe zmagania zakończyła Dominika Włodarczyk. Ci, którzy od lat śledzą rozwój wychowanki MLKS Wieluń bez wątpienia wiedzą jak wielki drzemie w niej potencjał, ale jednocześnie wciąż była to gigantyczna niespodzianka.
Osoby, które obserwują Dominikę Włodarczyk w mediach społecznościowych doskonale wiedzą jaka była droga 24-latki do tego sukcesu. Kolarka UAE Team ADQ jest bowiem znana z tego, że często i bardzo obszernie opowiada o swoich wzlotach i upadkach, chwilach chwały oraz tych bardziej przyziemnych sprawach. Podczas Tour de France Femmes każdy kolejny post Dominiki Włodarczyk setki, a z czasem nawet tysiące reakcji i nie ma co się temu dziwić – 24-latka świetnie opisywała swoje odczucia. Wpisy te reklamowali na antenie Eurosportu Anna Plichta i Adam Probosz, odsyłaliśmy do nich także i my jako redakcja Naszosie.pl, niemniej domyślam się, że wciąż nie wszyscy mieli okazję je przeczytać. Z tej okazji postanowiłem 10 kolejnych facebookowych postów Dominiki Włodarczyk zebrać w jednym miejscu – a dokładniej powybierać z nich najciekawsze moim zdaniem fragmenty, by oddać jak 24-latka dochodziła do swojego wielkiego sukcesu.
Kierunek –> Le Tour de France Femmes
. Dla tej Dominiki, która nigdy do końca w siebie nie wierzyła. Ogarnęłaś to typiaro, możesz być z siebie dumna!
9 etapów czy raczej jak zaczęłam nazywać w głowie te dni '9 szans’. Robota zrobiona, trzymam kciuki, żebym nie zdążyła znienawidzić kolarstwa przez ten czas. I zależy to niestety głównie od moich rywalek, na co nie mam zbytnio wpływu, NAH! Na co mam? I miałam? Na swoje przygotowanie fizyczne i mentalne. I myślę, że lekcje są odrobione, książki równo poukładane, czarne długopisy na egzamin kupione, czekają zapakowane w piórniku. Będzie cool!
— pisała wówczas pełna optymizmu Dominika Włodarczyk.
O tym, że te szanse będą wiedzieliśmy już nieco wcześniej – 24-latka deklarowała bowiem, że dostanie okazje do walki na własne konto już po Mistrzostwach Polski, podczas których zajęła 2. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego. Myślę jednak, że zarówno sama zawodniczka UAE Team ADQ, jak i wszyscy kibice, spodziewali się, że kryje się za tym walka na pojedynczych etapach, a czas pokazał, że na tym się nie skończyło.
Tour de Pain #1 – zapinamy pasy i nie zostawiamy złudzeń
• W języku angielskim słowo „pain” oznacza ból – może to być zarówno ból fizyczny, jak i cierpienie psychiczne.
• W języku francuskim słowo „pain” (czytane: pɛ̃) oznacza chleb – produkt spożywczy pieczony z mąki i wody.I myślę, że właśnie tak te moje dni tutaj będą wyglądać. Będzie dużo bólu i dużo chleba (bo po jakimś czasie człowiek nie może już patrzeć na makaron).
1. etap. Nerwowy, chaotyczny, szybki, z – myślę, że mogę spokojnie zaryzykować – tysiącami ludzi przy trasie. Ma ten wyścig coś specjalnego i magicznego w sobie, to z pewnością. Człowiek czuje, że jest częścią czegoś dużego, czegoś ważnego. Dużo emocji przed, w trakcie, po etapie. Nogi były dobre, głowa była na swoim miejscu, Visma miała swój plan na rozstrzygnięcie tego wyścigu i moc na jego realizację. Przez to, żadna akcja (którymi byłam potencjalnie zainteresowana) nie mogła się zawiązać na dłużej niż 3km. Muszę popracować nad większą uważnością myśli poza etapem, bo aktualnie czuje się delikatnie przytłoczona psychicznie. To definitywnie nie będą łatwe dni, ale jak to mi ktoś mądry przed wyjazdem powiedział – byłoby zbyt nudno, jakby było łatwo
— pisała po 1. etapie Dominika Włodarczyk, która była wówczas bardzo widoczna za sprawą niejednego ataku.
Tour de Pain #2 – coraz bardziej dochodzę do wniosku, że bardziej pasowałoby mocniejsza, 'wojenna’ nazwa
Wszystkie podtytuły pochodzą w tym tekście bezpośrednio z wpisów Dominiki Włodarczyk, która nieraz bardzo bezpośrednio opisywała to, co czuła. Ciężko się jednak temu dziwić – emocji bez wątpienia podczas Tour de France Femmes nie brakowało, a i wolnego czasu na tworzenie takich treści nigdy nie było za wiele, więc można się tylko domyślać, że nieraz do sieci trafiały po prostu pierwsze, bardzo naturalne i w żaden sposób nie filtrowane przemyślenia.
Pierwsze 25min etapu było dzikie. Chyba nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego na rowerze. Czołówka wyścigu nie zwolniła ani na moment walcząc o ucieczke dnia, a prawie wszystkie faworytki klasyfikacji generalnej były raczej z tyłu, co jeszcze bardziej utrudniało przeżycie w peletonie. One chciały się przedostać do przodu, ale tempo było zbyt wysokie, przez co do środkowej części peletonu (tak 30-40pozycja) chciało się zmieścić około 100 zawodniczek. Not possible, not nice. Jeszcze przed startem transmisji się wywróciłam. Nie miałam jak uciec, gdzie uciec, nie miałam jak zahamować. Samego upadku też nie pamietam. Jeśli wierzyć wahoo, to zatrzymałam się przy 45 km/h. Nie było to miękkie lądowanie, ale cale szczęście, nie mam praktycznie żadnych ran otwartych. Ogromne szczęście w tym nieszczęściu. Jedynym problemem było (lub nadal jest) to, że uderzyłam o asfalt dosyć mocno głową. Na samym początku tego nie poczułam, bo w głowie miałam tylko jedną myśl – że musze wstać i walczyć o etap. Wracając do peletonu, a potem kontynuując jazdę nie czułam się dobrze. Moje uczucia były bardzo dalekie od takich. I tutaj pojawia się OGROMNY plus dnia wczorajszego – miałam pełną zgodę i usprawiedliwienie na wywieszenie białej flagi. Mogłam powiedzieć dziewczynom, że ja dzisiaj odpuszczam, że wszystko mnie boli, a głowa nie czuje się nawet 'okej’, że dalsza jazda mija się z celem, nie jest całkowicie bezpieczna. Mogłam, ale tego nie zrobiłam. I to jest moje największe zwycięstwo dnia wczorajszego. Jak wjechałyśmy na rundy, to nagle się ocknęłam. Zaczęłam jeść (wcześniej miałam wrażenie, że mam nudności i przełknięcie czegokolwiek przychodziło mi z trudem), potem zaczęłam też widzieć trochę lepiej. Zarejestrowałam ogrom, OGROM kibiców, dziką wrzawę i niesamowitą oprawę. Byłam też w peletonie tam gdzie chciałam, tam gdzie miałam być. Pojechałam solidny wyścig i skończyłam tuż za top10, bo 11.
— pisała Dominika Włodarczyk, która wówczas plasowała się na 25. miejscu w klasyfikacji generalnej z niemal minutową stratą do liderki.
Tour de Pain #3 – miało być pięknie, wyszło trochę gorzej
Przez pierwsze 100km trochę mi się nudziło – ale po rozmowach z dziewczynami z drużyny, które dzisiaj cierpiały bardziej niż ja i to od samego początku, okazało się, że tylko mi – z tyłu trwał maraton kraks i przetrwania. Nie kwestia 'czy’, a 'kiedy’ człowieka czeka bliskie spotkanie z asfaltem. Osobiście starałam się jeździć z przodu i trzymać siebie i Larę (naszą sprinterkę i kartę na etap 3 i 4) względnie bezpiecznie. Udawało mi się to całkiem dobrze! Niestety 3.7km do mety w peletonie, z przodu, była ogromna kraksa – leżało sporo dziewczyn, sprinterek i zawodniczek mających walczyć w klasyfikacji generalnej, a pech sprawił, że byłam razem z nimi. Całe szczęście wyhamowałam i z całego mojego umundurowania, tylko rower dotknął asfaltu. Więc jestem cała, nie licząc kolejnego uszczerbku w mojej głowie.
Ze spraw pozawyścigowych:
Elisa niestety out, reszta dziewczyn jakoś się trzyma (na Tourze jest jakiś wirus powodujący problemy gastrologiczne – czy gastryczne? to chyba nie to samo?, Marlen Reusser wycofała się właśnie z tego powodu, już na pierwszym etapie). Brodie, po swojej kraksie ledwo chodzi, ale nie ma nic złamanego, z dnia na dzień jej stan powinien się poprawiać (trzymanko kciuków). Sami widzicie, że jest dziko, dżungla i inne takie określenia. Nie do końca chodzi o jazdę na rowerze, ale o trwanie i czekanie – na poprawę, na lepsze czasy, na lepsze etapy
— relacjonowała 24-letnia Polka.
Przed peletonem, który faktycznie zaczynał się przetrzebiać na skutek panującego w nim wirusa, pozostawało jeszcze 6 dni ścigania – 4. etap dedykowany był sprinterkom, a następnie stawka miała wjeżdżać w coraz wyższe góry.
Tour de Pain #4 – MAMY PODIUM
Miałam zacząć od czegoś innego (bo ja sobie te posty pisze trochę przed, trochę po etapie, trochę w nocy jak się obudzę i nie mogę spać, cieżko to potem zebrać w jedną, spójną całość), ale Lara była 3cia na etapie! Mamy podium, mamy nagrodę za te kraksy, choroby, pech i wszystko inne! Ohhh, jak bardzo człowiek zaczyna lubić sport, kolarstwo i nawet znalazłam w sobie tą iskierkę radości z bycia w samym środku zamieszania sprinterskiego! Z angielskiego to by było – WHAT A DAY FOR UAE TEAM ADQ!
Opisując stan zdrowotny całej ekipy, można to podsumować soczystym 'dobrze to już było’ (chociaż nie pamiętam kiedy). Gaspa out – i to dla mnie kolejna bardzo duża strata, nie ma sensu tego ukrywać. Każdego dnia, na śniadaniu człowiek widzi zmęczone twarze innych. Wtedy też bardzo sobie uświadamia, jak dużo daje uśmiech innych, jak bardzo dobra energia lubi się rozprzestrzeniać i zarażać – chociaż tego ostatniego słowa lepiej nie używać na tym wyścigu. Niestety działa to też w drugą stronę. Widzę kraksy, widzę ból innych dziewczyn, widzę ich łzy i problemy, z którymi się zmagają. Każda dziewczyna tutaj pisze swoją własną historię i chociaż w mediach ciągle przewijają się informacje na temat jednych i tych samych nazwisk (nie mam oczywiście z tym problemu! Tak działa sport i życie generalnie), to nie można zapominać o zawodniczkach równie oddanych – treningom, całemu procesowi stawania się lepszą, aż wreszcie pomocy swoim liderkom
— pisała Dominika Włodarczyk, która podzieliła się także m.in. tym jak wygląda sztab UAE Team ADQ na Tour de France Femmes.
- 4 dyrektorów sportowych
- 4 masażystów
- 3 mechaników
- 1 fizjoterapeuta
- 1 fotograf
- 1 media press officer
- 1 CEO
- 1 szef kuchni
- 1 dietetyk
- 1 kierowca autobusu
- 1 doktor
Tour de Pain #5 – boleśnie długo
Tour de France Femmes przekroczyło półmetek, a Dominika Włodarczyk ponownie zameldowała się na 11. miejscu na etapie. W tamtym momencie był to naprawdę świetny wynik, a czas pokaże, że w kolejnych dniach 24-latka nie opuści już ani razu czołowej „10”. Nie ubiegając jednak faktów…
Bardzo ciężka pierwsza godzina, nie przypuszczałam, że walka o ucieczkę dnia będzie aż tak ciężka. 48km/h, non-stopa, a nie jechałyśmy w linii prostej. Dodając do tego liczne wysepki, słupki, krawężniki i OGROMNE, może powtórzę OGROMNE zmęczenie peletonu mieliśmy dzisiaj festiwal kraks (poważnych i rozległych w peletonie). Niestety – im dalej w las tym dziewczyny są bardziej dojechane – nie to żebym jakoś bardzo od nich odstawała, ale ja chociaż widzę w jakim kierunku jadę. Ciężki to był etap przede wszystkim mentalnie. Karlijn zeszła z trasy, więc zostałyśmy w 4kę. Brodie była z przodu, Lara nie czuła się najlepiej, a Maeva boi się jeździć w takim szalonym peletonie (i tutaj znowu – nie to, żebym się jakoś specjalnie jej dziwiła). Cały dzień starałam się spędzić bardziej w czubie niż poza nim, głównie ze względów bezpieczeństwa, ale będąc tam osamotnionym – utrzymanie pozycji jest praktycznie niemożliwe. Nie mogę przecież brać na siebie całego wiatru, ale nie mogę też być w pociągach innych drużyn, bo zwyczajnie mnie stamtąd wykopią – wcześniej wspominałam, że średnio co druga osoba ma problemy ze wzrokiem przez zmęczenie, ale to że mam inny kolor koszulki niż ich teamowa, to już ogarniają. Na moje nieszczęście. To bardzo dużo kosztuje mentalnie. Bycie w ciągłej gotowości na końcówkę, kontrolowanie groźnych ataków, pilnowanie pozycji. To był bardzo ciężki etap, zakończony znowu tuż za TOP10. I nie zrozumcie mnie źle, wiem, że to dobry wynik, ale wiem, że zrobiłam jeden błąd, który być może kosztował mnie właśnie bycie w drugiej, a nie pierwszej grupie. I to boli, bo nigdy nie wiadomo jak będę się czuła jutro. Wiem, że już wspominałam, ale ten wirus jelitówko-podobny dziesiątkuje peleton. Każdy może być następny, nie wiadomo w jakiej kondycji obudze się jutro. Każdy dzień to nowa szansa, nowa karta i jasne, że liczę na to, że będzie dobra, staram się myśleć pozytywnie – ale nie biorę tego jako pewnik. I tak dzisiaj, oprócz długiego, wyczerpującego etapu mamy też, niejako w gratisie (a jak za darmo, to aż żal nie brać, wiadomo) równie wymagający transfer do następnego hotelu. Czemu o tym mówię? No lepiej regenerować się na łóżku, a nie w aucie. I właśnie – ciekawostka – w aucie, a nie w autobusie. Po etapie zawsze chce być tak szybko, jak to tylko możliwe w hotelu. Z tyłu głowy ciągle jest myśl, że czeka mnie jeszcze masaż i wizyta u fizjoterapeuty (więc ok. 1.5h przywracania mojego ciała do stanu względnej normalności). Fajnie też zadzwonić do kogokolwiek, nagrać parę głosówek na rodzinnej grupie i poczuć się chociaż chwilę jak normalny człowiek – i niestety dla mnie, czas w aucie jest czasem niejako 'straconym’, bo po wstrząśnieniu mózgu z poprzedniego roku, nie mogę robić tam nic innego, niż tylko siedzieć i patrzyć się na wprost
— obszernie pisała 24-latka, która później odpowiedziała także na kilka pytań od swoich fanów. Tym, które najbardziej warto zacytować (moim zdaniem) jest bez wątpienia to:
Jak dużo wniósł czas trenowania i startowania w barwach MAT ATOM Deweloper Wrocław?
No to może najprościej jak się da – gdyby nie Paweł i Paulina, to na 100% nie opisywałabym Wam teraz tego, że jadę w Tour de France. Nie wiem czy chciałam się ścigać po juniorce, raczej nie byłam do tego przekonana – chciałam się uczyć, dobrze zdać maturę i pójść na fajne studia – takie normalne życie sobie zaplanowałam. Ci ludzie we mnie uwierzyli. Może nie jako pierwsi, ale jako jedni z nielicznych wiedzieli, że stać mnie na dużo, dużo więcej niż sama mogę sobie wymarzyć. Uwierzyli we mnie, dali mi możliwości, zaufanie i czas. Dali mi poznać siebie jako człowieka, zawodnika i pokazali jak może wyglądać świat kolarstwa. Stopniowo ich wiara udzielała się także i mi. Czy to były łatwe lata? Zdecydowanie nie. Ja nie zawsze się z nimi zgadzałam, czasami nasze zdania naprawdę się różniły. Bardzo dużo mnie nauczyli, ogromnie dużo dla mnie poświęcili. Wiem, że prawdopodobnie nigdy nie będę mogła się im odwdzięczyć. Ale oni wiedzą, jak bardzo jestem wdzięczna. Za wszystko co dla mnie zrobili – dla zawodniczki, ale przede wszystkim dla człowieka
— pisała Dominika Włodarczyk, która w barwach MAT Atom Deweloper Wrocław ścigała się w latach 2021-23.
Tour de Pain #6 – Maeva wygrała etap… A dla mnie pierwszy sprawdzian w górach zakończył się na 5tym miejscu…
„Maeva boi się jeździć w takim szalonym peletonie” – tak po 5. etapie pisała 24-latka i dowód na to znaleźliśmy już dzień później. Jej francuska koleżanka nie chciała kręcić w dużej grupie, więc zabrała się w odjazd… i wygrała, a dzień później to powtórzyła. To była niesamowita historia dla UAE Team ADQ, a patrząc na wpisy Dominiki Włodarczyk to Polka świętowała te sukcesy tak, jakby to ona sama sięgała po zwycięstwa.
Ja nie wiem co napisać (chill i tak będzie przydługawo, tak sie tylko droczę). Pierwsze góry. Nie to żebym jakoś ogromnie się tego bała, bo co ja miałam do stracenia? Dziennikarz zapytał mnie przed etapem czego oczekuję, po dobrym występie z wczoraj. Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że to dobre pytanie i sama chciałabym wiedzieć – bo nie miałam zielonego pojęcia. Zostałyśmy w 4kę, zdziesiątkowane, posiniaczone, z bulgoczącymi brzuchami. Ale ciągle – co zaskakuje nawet mnie – z dobrymi nastrojami, uśmiechami, dobrą atmosferą przed startem. Wierzące w siebie wzajemnie, chociaż nikt inny tego nie robi (oprócz naszej DS).
Maeva ciągle pytała jak może mi pomóc, czego potrzebuję. Czy czuje się okej, czy mam wszystko. Została trochę na pierwszym długim, technicznym zjeździe i krzyknęłam jej w radiu, że spokojnie zdąży wrócić do pierwszej grupy i wtedy może zaatakować. Że da radę i ma uwierzyć w siebie (matka sukcesu, wiadomo, 50% udziałów dla mnie). Zaatakowała i dojechała. I wreszcie ja. Byłam z najlepszymi zawodniczkami na świecie, z przodu. Pod górę, z góry, podczas ataków. I dalej nie czuje, że tam należę, to akurat się nie zmieniło. Ale wiem, że mogę z nimi walczyć. I to akurat dosyć znacząca zmiana. TOP5 NA ETAPIE TDF!? Wystartowałyśmy w 4ry, w TOP5 mamy dwie zawodniczki. Musze zapamiętać tę chwilę. Na długo, długo, długo
— pisała Dominika Włodarczyk.
Tour de Pain #7 – to 1 sierpnia czy 1 kwietnia?
Po wczoraj, nastawienie w drużynie, jak możecie się domyślać – było całkiem w porządku. Na parkingu ekip, przy autobusie mieliśmy nawet flagę oznaczającą wczorajszego zwycięzcę. Dla Francuzów to naprawdę coś niesamowitego. Wydaje mi się, że bardzo długo czekali na sukcesy swoich rodaków w męskiej Wielkiej Pętli, nie mieli ich za dużo (chyba, że o czymś zapomniałam, a serio mogłam, bo z moim aktualnym stanem zmęczenia to przypominam Jasia Fasolę, który wkładał zapałki w oczy, żeby powieki mu się nie zamykały), więc można powiedzieć, że Maeva spadła im z nieba. Ogrom ludzi czekał na nią przed busem, na prezentacji też oczywiście była niekwestionowaną gwiazdą – i totalnie nie miałam zielonego pojęcia o czym komentator z nią rozmawiał, ale usłyszałam tylko 'double victorie?’. I w sumie tylko się uśmiechnęłam do Lary… bo oni nie wiedzieli, że my naprawdę wierzyłyśmy w to, że to może być dzień dla ucieczki. Stan zmęczenia peletonu? 11/10. Kto ma kontrolować ucieczkę? Jaka drużyna ma na tyle 'świeży’ skład? Jaka drużyna będzie chciała poświęcić GC na rzecz etapu? Jeśli dzisiaj nie jest dzień dla ucieczki, to kiedy będzie? Faworyci będą się oszczędzać przed jutrem? Okej, jak to już ogarnęłyśmy, to zaczęłyśmy myśleć nad tym kogo do tej ucieczki wysłać i jak to zrobić. Brodie? Stan dojechania zbyt duży + potrzebujemy jej na jutro. Lara? Bardziej potrzebowałam jej ja, w pierwszej części wyścigu, tej płaskiej. Pozycjonowanie, bidony; nie mogłam, nie chciałam być sama. No więc, drogą eliminacji – Maeva. Wiecie, pół żartem, pół serio – przez to że ona się boi jeździć w peletonie, to naprawdę oszczędziła sporo sił przez pierwsze parę dni. Miała dużą stratę w generalce. Nie jest zagrożeniem dla teamów z GC. Każdy będzie chciał ją mieć w ucieczce, bo każdy myśli, że jest zajechana po wczoraj. Tylko to też rodzi inne problemy – jak ona może być w tej ucieczce, skoro boi się jeździć w czubie peletonu? Przecież nikt jej nie przetransportuje na sam początek, po tym jak decydujący atak już pojedzie. Ale przecież nikt też nie zabroni jej czekać z przodu na ten atak, prawda?
Już tłumaczę. Maeva, oprócz zwycięstwa etapowego, została też wybrana najbardziej waleczną zawodniczką etapu numer 6. Dzięki temu, na starcie honorowym stała w pierwszej linii. To był jeden z krótszych neutralnych, koło 3km. Została tam, a po starcie ostrym po prostu zaatakowała i czekała jakieś 15″ przed peletonem, aż ktoś inny do niej dojedzie. To było szalone, to nie miało prawa się udać.Ja miałam sprawdzić siebie i swoje nogi w grupie faworytów z GC. My nie jedziemy na generalkę, to się raczej nie zmieniło, ale kiedy będę się mogła dowiedzieć jak daleko mogę dojechać i na co mnie stać jak nie teraz? Co my mamy w ogóle do stracenia? Lara i Brodie nawigowały mnie w peletonie i w sumie to pierwsza część minęła mi całkiem szybko. Góry na końcu musiałam już pokonywać sama, ale całe szczęście całkiem dobrze idzie mi pozycjonowanie w tym zajechanym życiem peletonie, więc szło mi całkiem dobrze. Zostałam za grupą faworytek, jakieś 2.5km do szczytu, ale tylko dlatego, że wiedziałam, że nie mogę wyjść bardzo mocno poza swój limit. Nie mogłam, bo musiałam się jakoś pod tą górę wtoczyć do końca. Na moje szczęście z tyłu za mną, zostały też Cedrine (EF) i Kim – liderka (AG). To one mnie dociągnęły do pierwszej grupy na zjeździe, a potem, nie chciałam po prostu przegrać sprintu (kolejny raz…), więc zafiniszowałam z tej grupki jako pierwsza i zanotowałam kolejne TOP5 do kolekcji. Może powtórzę. Wystartowałyśmy w 4, dwie zawodniczki nas są w TOP5. Na mecie nie dowierzałam, teraz leżę w łóżku i dalej nie mogę w to uwierzyć
— pisała Dominika Włodarczyk.
„Ja miałam sprawdzić siebie i swoje nogi w grupie faworytów z GC. My nie jedziemy na generalkę, to się raczej nie zmieniło” – ależ te słowa ciekawie się zestarzeją.
Tour de Pain #8 – dalej wolę Karpacz
Col du la Madeleine to cierpienie. Jadąc tam myślałam o wszystkich. Byłam też tak skupiona na pracy, na swoim wysiłku, że ciężko mi było jakkolwiek przetworzyć co się dzieje. Jechałam swój wyścig, nie interesowało mnie kto strzelił, kto zaatakował, widziałam koło przed sobą i średniej nawierzchni asfalt. Po pierwszym ataku, jechałam na kole Demi i Cedrine, potem po kolei doganiałyśmy nasze stacje przekaźnikowe i każda z nich dawała nam ogromnie dużo. Dojechałyśmy do Kasi i Pauliny, z ostatnich 3km mało co pamiętam.
Bardzo cierpiałam, niesamowicie. Bolało mnie wszystko, od brzucha, po głowę. Nie podobało mi się, chciałam dojechać na szczyt i skończyć tą męczarnię. I skończyłam 7. i na etapie, i w GC
— relacjonowała 24-latka z UAE Team ADQ.
Dominika Włodarczyk po królewskim etapie po raz pierwszy znalazła się w czołowej „10” klasyfikacji generalnej. Już to było fantastycznym rezultatem, ale wciąż do końca pozostawał jeszcze jeden, znając rozstrzygnięcia trzeba przyznać, że naprawdę piękny dzień.
Tour de Pain #9 – po etap, bo w końcu taki był plan od samego początku, tak?
Nie mogłam spać w nocy, ze zmęczenia, z emocji, z tego wszystkiego co sie wokół mnie działo. Fajnie byłoby mieć czas na przeżycie tego, przyswojenie i zaakceptowanie. Rano, nastawienie zaskoczyło nawet mnie, bo paradoksalnie – czułam się lepiej niż dzień wcześniej. Ostatni etap, ostatnia szansa, jak już tak wymieniamy takie rzeczy, to jeden z moich OSTATNICH, nielicznych bastionów padł – ciało Brodie odmówiło posłuszeństwa i ona kolejna padła ofiarą tego przebrzydłego wirusa. Serio, mógłby już skończyć, to się robi nudne i przewidywalne. + serio, tak na pożegnanie?
Nasz plan na etap też był całkiem prosty – przyjechałyśmy na Tour z chęcią 'łowienia’ zwycięstw etapowych i nasza taktyka się nie zmieniła. Ostatni etap = ostatnia szansa na bycie numerem jeden. Spośród tylu różnych interesów. ktoś musiał się przecież zainteresować i zaopiekować wygraną. Na dodatek, moja dyrektorka sportowa zaczęła zadawać niewygodne pytania – 7. miejsce w GC czy zwycięstwo na jednym z etapów?
No właśnie, taki mały potworek we mnie, naprawdę wierzył w to, że mam nogi na zrobienie czegoś fajnego. Nie zrozumcie mnie źle, byłam dumna ze swoich występów do tej pory, ale brakowało mi tej wisienki na torcie. Podzieliłam sobie ten dzień na fragmenty, chciałam je odhaczać jeden po drugim, bo chociaż wiedziałam jakie są interesy poszczególnych drużyn, to nie miałam zielonego pojęcia w jaki sposób mogą chcieć osiągnąć zamierzone cele.Ostatnie 20km jechałam już bardziej głową, bo nogi miałam całkowicie puste. Mimo to, dalej zastanawiałam się jak wygrać ten wyścig, nie wiem z jakiej racji zaszła u mnie tak ogromna zmiana, ale naprawdę miałam dużą nadzieję na to, że coś się odmieni, że wytrzymam ataki na ostatniej hopce (których byłam praktycznie pewna), a potem skutecznie zafiniszuje. No cóż, marzenia czasami się spełniają, czasami nie, w tym wypadku ta druga opcja była grana i do mety dojechałam sama, za jadącą w pojedynkę Pauline i goniącą ją trójką – Kasią, Demi, Niamh. Na mecie (bardzo, bardzo, bardzo) miłe zaskoczenie – 4. miejsce w generalce. Ale jeszcze lepszy był fakt, że skończyłam Tour i dałam z siebie wszystko, na każdym etapie. Czy gdybym miała większą stratę w GC na wcześniejszych etapach, to szansa na zwycięstwo etapowe byłaby większa? Może tak, może nie, raczej się tego nigdy nie dowiem. Cieszę się z tego co mam i z tego, jak przeżyłam ten ostatni tydzień. I nawet nie wiecie jak bardzo cieszę się z tego, że on już się skończył (a nie najpierw wykończył mnie). Chapeau bas Kasia, mała ja dalej nie dowierza, że mogła jechać z Tobą taki wyścig. To była przyjemność obserwować Cię przez te wszystkie etapy, widzieć Twoje zachowanie w peletonie i czerpać z tego wiedzę (mam nadzieję) na przyszłość!
— zakończyła Dominika Włodarczyk.
Przypomnę, to tylko wybrane fragmenty dużo obszerniejszych wpisów Dominiki Włodarczyk, które opisywały jej codzienne troski, cierpienia i radości podczas tegorocznego Tour de France Femmes. Tour de France Femmes, która 24-latka kończy na 4. miejscu w klasyfikacji generalnej. Ten rezultat to coś naprawdę niesamowitego.










Komentatorzy Eurosportu powinni to czytać podczas każdej relacji z kolejnego etapu.
Kawał redaktorskiej roboty