Red Bull Bora-Hansgrohe ogłosiła skład na zbliżający się Tour de France. W tym roku Primož Roglič nie będzie jedynym liderem zespołu.
Słoweniec ma za sobą słodko-gorzką wiosnę, której zwieńczeniem było kompletnie nieudane Giro d’Italia, z którego musiał się wycofać na 16. etapie. Ekipa wolała dmuchać na zimne w perspektywie Tour de France i drugim liderem będzie Florian Lipowitz. Niemiec zdecydowanie dotychczasowe starty w tym roku może zaliczyć do udanych. Na podium kończył Paryż – Nicea, Itzulia Basque Country oraz co najważniejsze – Criterium du Dauphine, gdzie w pokonanym polu pozostawił Remco Evenepoela (Soudal – Quick Step). O zwycięstwa etapowe postara się Jordi Meeus. To swego rodzaju niespodzianka, bo 26-latek przed paroma dniami sam przekonywał, że Tour obejrzy z domu. Zwycięstwa w Copenhagen Sprint i na etapie Tour de Suisse przekonały kierownictwo drużyny do dania szansy Belgowi.
Skład Red Bull – BORA – hansgrohe na Tour de France 2025 przedstawia się następująco:
Primož Roglič, Florian Lipowitz, Jordi Meeus, Gianni Moscon, Laurence Pithie, Mick van Dijke, Danny van Poppel, Aleksandr Vlasov.
Zgodnie z zapowiedziami kierownictwa, celem drużyny na zbliżający się wyścig jest przede wszystkim podium klasyfikacji generalnej oraz zwycięstwa etapowe.










Atak Lipowitzem na podium? Odważna deklaracja. Stawiam na walkę o miejsca 8-15
W pierwszej chwili trochę zdziwiła mnie tak mała ilość górali, bo zdecydowanie lepiej wygląda pociąg sprinterski Jordi Meeusa, aniżeli górski pociąg Roglica i Lipowitza, którzy tak naprawdę do pomocy w wysokich góach będą mieli tylko Vlasova jako wsparcie. Z drugiej jednak strony, mocni pomocnicy na płaskie są kluczowi w pagórkowatym pierwszym tygodniu, w którym ilość nerwów będzie jak zawsze bardzo duża. Przejechanie tych 8 etapów bez strat czasowych i kraks to już będzie spora spory sukces, zwłaszcza znając skłonność Słoweńca do przewracania się. Dodatkowo pewnym jest, że to UAE i Visma będą kontrolowały etapy w górach, a zawodnicy Bory muszą po prostu trzymać się ich jak najdłużej i liczyć, że któryś z nich może być najlepszym z reszty i wskoczyć na podium. Widząc formę Remco Evenepoela na Dauphine wydaje się to zupełnie realne.
Jeżeli zaś chodzi o Meeusa, to cieszę się, że ten znalazł się w składzie na Tour, bo pokazuje w ostatnim czasie, że może liczyć się w płaskich finiszach. Przeciwko Merlierowi, Milanowi i Philipsenowi będzie na pewno dużo ciężej, ale jakbym miał postawić na to, kto ma większe szanse wygrać etap: Roglić czy Meeus, to zdecydowanie powiedziałbym, że Meeus. W sprincie zawsze się może udać, nie będąc w teorii najsilniejszym. Rok temu pokazywali to Girmay, Groenewegen, czy w końcu Cavendish. Natomiast w górach nie można tak o pokonać Pogacara. A nawet jak ten miałby gorszy dzień, to wtedy do pokonania pozostaje Vingegaard. Nie wierzę, żeby ktokolwiek inny wygrał na Tourze górski etap, nie licząc oczywiście etapów dla uciekinierów. Zabranie sprintera to dobra decyzja dla każdej drużyny, która nie jest Vismą i UAE.
Odnośnie tego, co napisał p. Andrzej – parę dni temu dyrektor sportowy Bory powiedział, że na ten moment nie są w stanie znaleźć rozwiązania na Pogacara. To by tłumaczyło taktykę szukania etapów Meeusem na sprintach, kosztem mniejszego zaciągu w górach. Roglic i Lipowitz będą musieli po prostu trzymać się kół UAE i Vismy, a później jechać swoim tempem i liczyć na słabość rywali – tylko tyle i aż tyle.