fot. Omloop Het Nieuwslbad

Po serii fantastycznych wyników w młodzieżowym peletonie Robin Orins podpisał na sezony 2025-26 kontrakt z „dorosłym” Lotto. Czas pokazał jednak, że 23-letni Belg wciąż nie zadebiutował w nowych barwach, a teraz zdecydował się on opowiedzieć o przyczynach takiego stanu rzeczy w szczerym i obszernym komunikacie opublikowanym na swoim blogu.

Kolarstwo zawodowe w ostatnich dekadach, a właściwie nawet latach przeszło sporą transformację. Ekipy sięgają po coraz młodszych zawodników, a ci coraz wcześniej zostają liderami i zaczynają walczyć w największych wyścigach świata. Do tego dochodzi też rozrost struktur największych zespołów świata, które najpierw zaczęły masowo tworzyć swoje developmenty, a z czasem wyrosła też masa nowych akademii. Z jednej strony jest to świetny sposób na profesjonalizowanie się sportu, z drugiej jednak powoduje to pewne zagrożenia – nie każdy młody człowiek jest gotowy zmierzyć się z presją z tego wynikającą, a to powoduje, że co rusz słyszymy kolejne historie o tym jak nawet najlepsi zawodnicy nie dają sobie rady.

Niespełna rok temu wielki brytyjski talent Leo Hayter przyznał, że musi zawiesić karierę z powodu depresji. Zwycięzca Giro d’Italia Next Gen czy Liège–Bastogne–Liège do lat 23 nagle przepadł i jak się okazało winne temu były problemy psychiczne. Chwilę później dwóch zawodników Soudal – Quick-Step Devo Team ogłosiło zakończenie karier, a całą sytuację tłumaczył m.in. scout tej ekipy. Teraz podobną historię napisał 23-letni Robin Orins – zawodnik mający w swoim dorobku m.in. 2 podia młodzieżowego Paryż-Roubaix, 2. miejsce w Liège–Bastogne–Liège, triumf w Omloop Het Nieuwsblad U23 czy 5. miejsce na Mistrzostwach Świata w Zurychu w jeździe indywidualnej na czas orlików.

Przez ostatnie kilka miesięcy nie byłem aktywny w mediach społecznościowych i w peletonie kolarskim. Teraz czuję się prawie gotowy, aby wrócić, ale najpierw chcę się z wami czymś podzielić. 2024 rok był dla mnie niezwykle udany pod względem moich występów. Stałem się silniejszy, wygrywałem wyścigi, rywalizowałem na najwyższym poziomie i wypracowałem sobie profesjonalny kontrakt. Kiedy wszystko idzie dobrze, wydaje się jakby nie wymagało to wysiłku — aż osiągniesz swój limit. Po Mistrzostwach Świata w Zurychu poczułem się całkowicie pusty, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Miałem dość wszystkiego – mediów, presji. Musiałem po prostu odpocząć, zejść z roweru, nie skupiać się przez jakiś czas. Potrzebowałem czasu dla siebie, ale go zabrakło. Rozpocząłem przygotowania do kolejnego sezonu, ale nie była to najlepsza decyzja. Nie mogłem trenować prawidłowo, częściowo z powodu choroby, częściowo dlatego, że nie byłem sobą. Zacząłem mieć ataki paniki. Straciłem apetyt. Przestałem wychodzić na zewnątrz. Utknąłem w błędnym kole. Święta to było piekło. Podczas gdy inni bawili się, ja płakałem, szukając siebie między atakami paniki. Zacząłem się bać. Bałem się wszystkiego, ale najbardziej bałem się siebie. Nie tylko straciłem apetyt, ale straciłem wolę życia. Życie nie miało już sensu. Czułem się bezużyteczny i miałem niepokojące myśli. Na szczęście razem z ludźmi wokół mnie udało mi się znaleźć pomoc

— obszernie opowiadał Robin Orins, który od tego sezonu jest kolarzem Lotto.

Dalej 23-letni Belg opowiedział też m.in. o trudnym dzieciństwie, ale są to już wątki mniej związane z jego kolarską karierą. Na szczęście opowieść ta ma szczęśliwe zakończenie – wydaje się, że Robin Orins ponownie odnalazł radość z życia, wrócił do treningów i kwestią czasu jest gdy utalentowanego zawodnika ponownie zobaczymy na starcie kolarskich wyścigów.

Dziwne, jak ludzie potrafią się zmieniać. W styczniu nie widziałem wyjścia. Ale oto jestem – szczęśliwie jeżdżę na rowerze i przygotowuję się na nowy krok w moim procesie do zdrowia. Ten wpis to moja odpowiedź na wiele pytań, które otrzymałem. Wiem, że wielu tego nie zrozumie – jeśli sam tego nie doświadczyłeś, nie możesz sobie wyobrazić, jak ciężko było. Ale jestem przekonany, że nie jestem jedynym z taką historią. I chcę pokazać, że zawsze są ludzie, którzy cię wesprą. Od teraz będę starał się bardziej cieszyć chwilami na rowerze i poza nim. Dziękuję wszystkim wokół mnie – szczególnie moim rodzicom, rodzinie, przyjaciołom i mojemu zespołowi – za wsparcie i czas, który mi daliście, abym odnalazł siebie na nowo. Kocham was wszystkich

— zakończył Robin Orins.

23-latek ma kontrakt w Lotto ważny do końca sezonu 2026, a zatem jeśli nie wydarzy się nic bardzo niespodziewanego to wraz z początkiem przyszłego roku stanie się jednym z około 550 zawodników ścigających się na najwyższym poziomie na świecie. Jeśli mu się to uda to z pewnością będzie to pewna inspiracja dla osób zmagających się z podobnymi problemami co on, choć warto pamiętać, że ewentualny brak powrotu do ścigania nie czyniłby Belga gorszym – ludzka psychika potrafi nam bowiem płatać figle, których zrozumienie bywa naprawdę trudne.

Poprzedni artykułCritérium du Dauphiné 2025: Remco Evenepoel przejmuje koszulkę lidera
Następny artykułCritérium du Dauphiné 2025: Jubileuszowy triumf Evenepoela, zawód Tadeja Pogačara [wypowiedzi]
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Hubert
Hubert

Facet. Przyjedź na jeden dzień do polszy. 100 km pętelki i uwierz mi, że zgubisz depresję i wszystkie ataki paniki po 3-4 godzinkach tutaj xD

Jolaos
Jolaos

Następny słaby mentalnie, kolarstwo to sport tylko dla kozaków.