fot. Soudal Quick-Step

Za nami etap jazdy indywidualnej na czas podczas tegorocznego Critérium du Dauphiné, którego triumfatorem okazał się Remco Evenepoel (Soudal Quick-Step). Mistrz świata zrealizował plan i dowiózł jubileuszowe zwycięstwo nr. 1000 w historii istnienia swojej drużyny. Zadowolony z wyników etapu jest również Jonas Vingegaard (Visma | Lease a Bike), jednak tego samego nie mógł powiedzieć Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG).

Remco Evenepoel został nowym liderem wyścigu i zrobił to w fenomenalnym stylu. Belg pokonał Jonasa Vingegaarda o 20 sekund, Pogačara zaś, wyprzedził z przewagą 44 sekund. Niemniej jednak, ten etap nie należał do najprostszych zadań – mistrz świata poczuł nutkę nostalgii w kierunku jego zeszłorocznego triumfu etapowego podczas czasówki rozgrywanej na Tour de France:

To była trudna czasówka, która bardzo przypominała mi siódmy etap zeszłorocznego Tour de France. Na samym początku było parę płaskich odcinków, tuż po tym był podjazd, jednak ten był zdecydowanie bardziej stromy i trudniejszy. Moim celem było dojechanie jak najszybciej do pierwszego punktu pomiaru czasu, a następnie mogłem odnaleźć odpowiednie tempo aż do mety. Myślę, że miałem przewagę z racji czołowego wiatru na przełęczach przed i po podjeździe. Skorzystałem z tego, żeby pogłębić swoją pozycję i moc, jaką mogłem generować. Strategia tempa była perfekcyjna

– powiedział na mecie Remco Evenepoel.

Wyniki dzisiejszego etapu mają duże znaczenie w kontekście różnic w klasyfikacji generalnej wyścigu. Aktualnie przewaga Evenepoela nad Vingegaardem i Pogačarem wynosi odpowiednio 16 i 38 sekund. Co ciekawe, Belg starał się jednak nie zaprzątać sobie głowy ewentualnymi zmianami w „generalce”, skoro weekendowe ściganie zapowiada się na decydujące w kwestii tego, kto zostanie triumfatorem tegorocznej edycji Delfinatu:

Przede wszystkim chciałem wygrać czasówkę, a dopiero potem martwić się klasyfikacją generalną. Właśnie dlatego skupiłem się na swoim tempie i planie. Patrząc na to teraz, udało się zbudować duże różnice na krótkiej czasówce. Mogę się cieszyć, że na każdym kilometrze, zdołałem pojechać szybciej od reszty o sekundę, czasem nawet dwie. Cieszę się ze zwycięstwa, a na takim poziomie to zawsze miłe

– opowiada triumfator dzisiejszego etapu.

W weekend na zawodników czekają trudne etapy w górach, które pokażą stan formy faworytów tegorocznego Tour de France. Niemniej jednak, Evenepoel podchodzi do misji utrzymania żółtej koszulki z optymizmem, a dobrym budulcem na przyszłość okazał się dzisiejszy podjazd. Oprócz tego, 25-letni Belg dobrze przepracował okres przygotowawczy, a efektem jego starań jest chociażby waga:

Górka na tej czasówce była już pierwszym wyznacznikiem – dobrze się tam czułem, co wiele mówi czego można oczekiwać w najbliższych tygodniach i miesiącach. Co do wagi, już teraz wygląda to lepiej niż w zeszłym roku, a za kulisami wykonano bardzo dużo pracy. Jutro zapowiada się na sprint, więc trzeba przejechać ten etap spokojnie, potem skupiamy się na weekendzie. Zapewne inne drużyny będą narzucać presje, ale ja też jestem pewny siebie. Postaramy się obronić żółtą koszulkę aż do niedzieli

– skwitował Evenepoel.

Co ciekawe, dzisiejszy triumf Remco Evenepoela był tysięcznym w historii istnienia drużyny Soudal Quick-Step. Belg wyszedł na scenę w specjalnej czapce przygotowanej na tę okazję, a swoje zwycięstwo zadedykował postaci mitycznej w kolarskiej historii Quick-Stepu, Patrickowi Lefevere.

 

Ze swoich poczynań tego dnia może być również zadowolony Jonas Vingegaard (Visma | Lease a Bike), który uległ jedynie zwycięzcy etapu. Niemniej jednak, Duńczyk okazał się lepszy od Tadeja Pogačara o przeszło 28 sekund, co daje mu solidną zaliczkę przed potyczką w górach:

Mówiąc szczerze, mogę być zadowolony z dzisiejszego dnia. Remco jest najlepszym czasowcem na świecie – jeśli tracę do niego 20 sekund, to jest całkiem solidny wynik. W dodatku, zyskałem nad Tadejem. Mogę być szczęśliwy. Oczywiście, zawsze lepiej jest być sekundy przed niż za, ale to raptem parę sekund za Remco. Muszę zyskać nad nim czas, ale w ostatnich latach często widzieliśmy, że to możliwe w górach. Szykują się przed nami interesujące dni

– powiedział Jonas Vingegaard.

Wielkim „przegranym” dzisiejszego dnia zdecydowanie jest Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG). Główny faworyt tegorocznego Critérium du Dauphiné poniósł straty do swoich największych rywali, więc w weekend czeka go trudniejsze zadanie niż zakładał. Co ciekawe, Słoweniec wpierw szybko opuścił strefę przeznaczoną dla mediów, a komentarz co do dzisiejszego etapu przekazał za pośrednictwem swojej drużyny:

Nie pojechałem perfekcyjnej czasówki. Być może przeszacowałem swoje tempo, ponieważ pojechałem pierwszą część trasy zbyt zachowawczo i chyba powinienem był tam mocniej dokręcić. Ale to w porządku – po to tu jesteśmy, żeby szykować się na Tour i rozwijać formę. Wciąż przed nami trzy ważne etapy i patrzę na nie z optymizmem. Drużyna dobrze pracuje, a z rywalami jacy tu są to najlepsze miejsce, aby się sprawdzić

– przekazał Tadej Pogačar.

Lider UAE Team Emirates-XRG zaciekawił media również czymś innym, albowiem tuż po zakończeniu etapu zdawało się jakby… sprawdzał rower Jonasa Vingegaarda. Trudno powiedzieć, co oznaczało to zachowanie, jednak być może sprowadzało się to jedynie do porównania swojego sprzętu z tym, co wystawili jego główni rywale.

 

Poprzedni artykułKolejny duży talent przerwał karierę z powodów psychologicznych
Następny artykułGrand Prix Doliny Baryczy między Miliczem a Żmigrodem
Stanisław Beciński
Pasjonat wszystkiego co amerykańskie, włącznie z kolarstwem. Wielki kibic Alberto Contadora, choć marzeń by powtórzyć sukcesy idola nie udało się zrealizować. Prywatnie student politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.
guest
10 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Cinek
Cinek

Już mówiłem Pogacar jest skończony. Pęknie aż miło w tym roku.

Burbaxi
Burbaxi

Może nie skończony , ale z tym chudym Duńczykiem raczej przegra.

Morisson
Morisson

Sam jesteś skończony pajacu

Remek
Remek

Nie ogarniam tych znawców kolarstwa z tymi komentarzami poniżej 😀 gość który jednak dużo więcej wygrywa ma przegrać z tym co jest od niego gorszy w ostatecznym rozrachunku. Szkoda was komentować nawet.

Michal
Michal

Wkradł się Wam błąd w tłumaczeniu. Remco powiedział w wywiadzie: „… I think the advantage I had was that there was a lot of headwind in the valleys before and after the climb so I used that to really take the benefit of my position and of the power that I can do, and then in the climb I just went as fast as possible.”

Nie miał więc wiatru w plecy. Przewagą był wiatr czołowy co sprzyja zawodnikom z bardziej aerodynamiczną pozycją.

Pozdrawiam serdecznie 🙂

Alek
Alek

To jak już pry literówkach jesteśmy to po nr kropka się wkradła 🙂

Mario
Mario

Przestałem czytać komentarze na Fejsie, potem usunąłem konto bo tego co się tam dzieje zdrowy na umyśle człowiek nie jest w stanie zrozumieć. Przestaję też czytać komentarze tutaj bo fejsowy skończony debilizm sięga i tutaj.

Jak można zamiast cieszyć się z ery gdzie mamy dwóch świetnych kolarzy to gardzić jednym albo drugim. Zamiast obserwować ich walkę (z resztą w wzajemnym szacunku, którym sami się darzą) to pluć i obrażać ich albo siebie na wzajem. Patologia rodem z piłki nożnej. Intelektualna dziura w dupie, które powinna zadbać o swoje zdrowie psychiczne bo takie zaburzenia to efekt własnych kompleksów.

Michal
Michal

Zapowiada się świetny Tour! Więcej miłości do kolarstwa mniej hejtowania <3 Szanse wygrać ma każdy z nich i to jest najpiękniejsze.

Stach
Stach

Pogacar oglądał rower kolarza Vismy ale Jorgensena . Vingegard jechał na rowerze czarnym bez firmowego malowania . . Na rowerze oglądanym przez Pogacara Vingegard musiałby jechać chyba pod ramą. A swoją drogą zachowanie Pogacara dośc dziwne .