fot. Giro d'Italia Giovani Under 23

Wygrana w młodzieżowym Giro d’Italia, triumf w Liège – Bastogne – Liège dla orlików, medal Mistrzostw Świata w jeździe indywidualnej na czas w tej kategorii – Leo Hayter rozwijał się na czołowego kolarza świata, ale w pewnym momencie przepadł. Teraz 23-latek opowiedział, że od 5 lat zmagał się z depresją i ta w pewnym momencie uniemożliwiła mu normalne funkcjonowanie.

Cześć wszystkim, nie było mnie przez jakiś czas, teraz czuję, że to właściwy moment, aby opowiedzieć moją historię.” – takimi słowami zaczyna się wpis na blogu Leo Haytera, w którym ten opowiada bardzo szczegółowo na temat tego co przeżywał przez ostatnie 5 lat. 23-letni kolarz INEOS Grenadiers, do którego trafił po m.in. wygranych w Giro d’Italia i Liège – Bastogne – Liège do lat 23, zdradza, że od 5 lat cierpi na depresję, która z czasem zaczęła całkowicie rozbijać jego codzienne funkcjonowanie. To właśnie przez nią Brytyjczyka zobaczyliśmy ostatni raz na szosie w maju tego roku gdy będąc cieniem dawnego siebie ukończył Tour de Hongrie.

Przez ostatnie 5 lat zmagałem się z problemami psychicznymi. Przez długi czas po prostu sobie z tym „radziłem”. Zakładałem, że jestem po prostu leniwy, brakuje mi motywacji. Ostatecznie w maju zeszłego roku stałem się najsłabszy w historii. Nie mogłem zrobić nic. Nie mogłem wyjść z mieszkania w Andorze, ledwo mogłem wstać z łóżka. Ekipa wsparcia z INEOS zabrała mnie do domu i poddała profesjonalnej diagnozie, gdzie stwierdzono u mnie depresję. Zrobiłem sobie przerwę od kolarstwa, zacząłem przyjmować leki i powiedziano mi, żebym nie spodziewał się, że będę ścigał się ponownie w tym samym roku, ale dość szybko poczułem się lepiej. Pod koniec sezonu wróciłem na Tour of Guanxi, wszystko wydawało się być na dobrej drodze. Byłem w najlepszym miejscu pod względem psychicznym i fizycznym, w jakim byłem od bardzo dawna. Miałem dobry okres przed sezonem, ale jak tylko wróciłem do treningów, te same negatywne myśli powróciły

— zaczyna swoją opowieść Leo Hayter.

Rzeczone Gree-Tour of Guangxi Brytyjczyk ukończył na 15. miejscu w klasyfikacji generalnej, choć wydawać by się mogło, że powrót po wielomiesięcznej przerwie do worldtourowego ścigania będzie bardzo trudny. Leo Hayter kolejny raz udowodnił jednak swój wielki talent, którego teraz znów nie będziemy mogli oglądać na szosach. 23-latek wprost przyznaje, że nie wie kiedy wróci, ale w obecnej formie jego pobyt w INEOS Grenadiers i czekanie na lepsze dni nie ma sensu.

Przed grudniowym obozem treningowym drużyny wpadłem w panikę, ledwo mogłem wstać z łóżka. Wstydziłem się, że nie będę na obozie na poziomie, na jakim chciałem być. Tak naprawdę nie spałem przez te dni, nie trenowałem. Zamykałem się w swojej bańce, nikomu nie odpowiadałem, zostawiałem wyciszony telefon. Czułem, że zawodzę innych i że nie potrafię kontrolować nawet własnych działań. Kiedy jestem w takim stanie silnego lęku, moją metodą radzenia sobie z nim zawsze jest jedzenie. Oczywiście, jako profesjonalnemu sportowcowi to szkodzi, ale dla mnie jest to niekontrolowalne. Obżeram się wszystkim, co jest pod ręką, a potem dość często mnie to wykańcza psychicznie. Czuję się winny, że się objadam, głodzę się aż znów będę całkowicie pusty i w efekcie zjadam mnóstwo jedzenia. Oczywiście, prowadzi to do przybierania na wadze, podczas gdy mój cel jest odwrotny, powodując jeszcze większy wewnętrzy niepokój, a w efekcie wpadam w błędne koło

— rozwijał Leo Hayter, po czym pisał m.in. o tegorocznym Tour de Hongrie.

Przed tegorocznym Tour de Hongrie osiągnąłem punkt krytyczny. Przez całą podróż na wyścig miałem napady lękowe. Nie mogłem się na niczym skupić. Na lotnisku powiedziano mi, że nie muszę ścigać się, ale byłem zdeterminowany. Przybrałem pokerową twarz, pojechałem był dobrze. Po powrocie byłem jednak wyczerpany. Wiedziałem, że nie mogę kontynuować w takiej formie, ale wiedziałem też, że jeśli zatrzymam się to moja kariera będzie zagrożona. Spędzałem dni, tygodnie całkowicie zablokowany. Ostatecznie jestem teraz w podobnej sytuacji, jak kilka miesięcy temu. Teraz mało prawdopodobne jest, że będę ścigał się ponownie w tym roku. Nadal mam czas i mógłbym to zrobić, ale patrząc wstecz, powrót w zeszłym roku również nie był dobrym wyborem. Zawsze myślałem, że bycie sprawniejszym i szczuplejszym czyni mnie szczęśliwszym, ale to tylko maskuje prawdziwy problem. Moje negatywne myśli wracają, bycie sprawniejszym jest jak nakładanie plastra na ranę, która wymaga szwów. W tej chwili moja przyszłość w kolarstwie jest niepewna. Nierealne jest kontynuowanie kariery zawodowego kolarza, więc nie będę jeździł dla INEOS w przyszłym roku. Jednocześnie nie ma niczego, co sprawiałoby mi większą przyjemność niż kolarstwo. To dla mnie jak uzależnienie. Boli mnie, że nie mogę go uprawiać w tej chwili. Mam wszystko, czego kiedykolwiek chciałem, ale nadal nie jestem szczęśliwy. Cokolwiek się stanie, moja kariera kolarska się nie skończyła. Po prostu się zatrzymała. Wrócę – jestem to winien sobie i wszystkim, którzy tak ciężko pracowali dla mnie przez ostatnie 10 lat, aby doprowadzić mnie do tego miejsca, w którym jestem

— opowiadał i deklarował Leo Hayter.

We wpisie na blogu 23-letniego Brytyjczyka znajdziemy też informacje o tym jak źle czuł się pisząc te słowa, jaki wpływ miało na niego otworzenie się ze swoimi problemami i wiele więcej. Kibicom kolarstwa pozostaje mieć nadzieję, że dziś Leo Hayter jest otoczony odpowiednimi ludźmi i dzięki nim kiedyś ponownie zacznie spełniać swoje marzenia. Póki co przed nim najważniejszy pojedynek w życiu – ten, w którym rywalem jest depresja.

Poprzedni artykułTour de Pologne 2024: Relacja na żywo z 6. etapu
Następny artykułVuelta a España 2024: Trzech kolarzy przed szansą na wygranie etapu każdego wielkiego touru
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Hubert
Hubert

…zapraszam do trenowania w polsce… buahaahahahaha….

Art
Art

Hubert, totalnie głupi komentarz 🙁