6. etap Giro d’Italia przeszedł do historii tego wyścigu jako jeden z najbardziej obfitujących w kraksy. Choć od jego przeprowadzenia minęły już niemal 3 tygodnie to nie wszyscy poszkodowani wówczas zdołali rozpocząć rekonwalescencję. Do tej wciąż daleko ma Juri Hollmann, który niedawno przeszedł drugą operację.
15 maja odbył się deszczowy, 6. etap Giro d’Italia z metą w Neapolu. Na trasie byliśmy świadkami wielu kraks, które wyeliminowały z rywalizacji m.in. Jaia Hindleya (Red Bull – BORA – hansgrohe). Wśród poszkodowanych był też Juri Hollmann – 25-letni kolarz Alpecin-Deceuninck, który w następstwie wypadku doznał złożonego złamania ręki, które wymagało operacji. Jak się jednak okazało na tym lista zabiegów Niemca się nie skończyła, a ten przeszło 2 tygodnie po kraksie ponownie trafił na stół operacyjny – tym razem z powodu urazu miednicy, który również wymagał operacji.
Jego stan jest ściśle monitorowany i pozostanie w szpitalu przez kilka następnych dni, aż do momentu, gdy wyzdrowieje na tyle, by móc wrócić do domu. Jego rodzina jest z nim w Belgii
— napisano w komunikacie medialnym ekipy Alpecin-Deceuninck.
25-letni Juri Hollmann tym samym długo odpocznie od kolarstwa, a póki co nie ma nawet pewności czy uda mu się wrócić jeszcze do ścigania w sezonie 2025. Niemiecki kolarz nie ma póki co kontraktu na kolejny rok, ale nim będzie mógł sobie zaprzątać tym głowę musi najpierw przejść rehabilitację i proces powrotu do treningów.
Dziękuję za słowa wsparcia – przeczytałem je wszystkie, ale nie jestem jeszcze w stanie odpowiedzieć każdemu osobiście, biorąc pod uwagę moją sytuację. Z pewnością zrobię to później. Chciałbym również wyrazić szczere podziękowania mojej rodzinie i zespołowi za całe wsparcie w ciągu ostatnich dni i tygodni
— napisał w mediach społecznościowych Juri Hollmann.









