fot. Lidl-Trek

Za nami pierwszy „tydzień”, jak zwykło się mawiać na okres do pierwszego dnia przerwy nie związanego z międzynarodowym transferem, trwającej właśnie 108. edycji Giro d’Italia. Choć rozegrane zostało 9 etapów to te nie odpowiedziały na prawie żadne przedwyścigowe pytanie, a wręcz urodziły kilka nowych. Oto skrót najważniejszych wydarzeń z 1. tygodnia.

Wielkie toury zwyczajowo dzieli się na trzy tygodnie, a zatem za nami pierwszy z nich – choć ten trwał o połowę dłużej niż pozostałe, albowiem składało się na niego aż 9 etapów. Podczas tych działo się sporo, o czym za moment zostanie dokładniej napisane, a słowem wstępu pozwolę sobie tylko wymienić liderów poszczególnych klasyfikacji podczas pierwszego dnia przerwy:

  • klasyfikacja generalna: Isaac del Toro (UAE Team Emirates – XRG)
  • kl. punktowa: Mads Pedersen (Lidl-Trek)
  • kl. górska: Lorenzo Fortunato (XDS Astana Team)
  • kl. młodzieżowa: Isaac del Toro (UAE Team Emirates – XRG)
  • kl. drużynowa: UAE Team Emirates – XRG
  • Red Bull: Manuele Tarozzi (VF Group – Bardiani CSF – Faizanè)
  • kl. lotnych premii: Alessandro Tonelli (Team Polti VisitMalta)
  • Fuga: Alessandro Tonelli (Team Polti VisitMalta)

Co zatem warto zapamiętać z 1. tygodnia zmagań? Podzieliłem to na 6, a licząc z drobną predykcją na 2. część rywalizacji 7 części. Miłej lektury!

Potężny Duńczyk

Choć nie było to wielką niespodzianką to jednak trzeba od tego zacząć – Mads Pedersen aka Potężny Duńczyk przez 5 dni całkowicie zdominował 183 pozostałych uczestników 108. Giro d’Italia. Kolarz Lidl-Trek najpierw przetrwał trudy etapu do Tirany, gdzie na finiszu ograł m.in. Wouta van Aerta (Team Visma | Lease a Bike), następnie pojechał jedną z lepszych czasówek w swojej karierze, po której tracił tylko sekundę do lidera klasyfikacji generalnej, którą odrobił jeszcze na terytorium Albanii wygrywając także 3. etap, choć ten zawierał m.in. podjazd pod Qafa e Llogarasë (10,5 km; 7,5%). Jakby tego było mało Duńczyk okazał się być też najlepszy 5. dnia rywalizacji, a i przez kolejne dni nie jechał anonimowo czy to uciekając po punkty na lotnej premii na 8. etapie, czy też niesamowicie wspierając Giulio Ciccone w walce o etapowy triumf. Mads Pedersen jest niewątpliwie największym bohaterem 1. tygodnia Giro d’Italia, a patrząc na to jaką sobie wypracował przez ten okres przewagę w klasyfikacji generalnej można podejrzewać, że Duńczyka zobaczymy na koniec wyścigu na podium w Rzymie.

Fartowne bezpieczeństwo

Tym co mocno rzuca się w oczy po 1. tygodniu Giro d’Italia jest fakt, że naprawdę niewielu kolarzy wycofało się dotychczas z rywalizacji. Można by wręcz wysnuć tezę, że wyścig jest nad wyraz bezpieczny, choć akurat to chyba jednak bardziej zasługa szczęścia i dość dużego spokoju panującego w peletonie aniżeli idealnego przygotowania trasy przez organizatorów. Z jednej strony ciężko ich winić za każdą kraksę czy np. wybiegających na trasę protestujących przeciwko udziałowi w wyścigu zespołu Israel-Premier Tech, z drugiej jednak m.in. obrazki z przewężeniami na rundach podczas 4. etapu potrafiły mrozić krew w żyłach.

Jeśli chodzi o tych, których już nie ma w wyścigu to po poważnych upadkach pożegnali się z nim m.in. Mikel Landa (Soudal Quick-Step), Jai Hindley (Red Bull – BORA – hansgrohe), Jan Hirt (Israel-Premier Tech) czy Geoffrey Bouchard (Decathlon AG2R La Mondiale Team).

Pasywni liderzy

Organizatorzy 108. Giro d’Italia przygotowali w 1. tygodniu kilka ciekawych etapów, ale te niespecjalnie przekonały do walki faworytów całego wyścigu. O ile 1. dnia nie sposób było atakować z peletonu, w którym niesamowicie wszystko kontrolowali kolarze Lidl-Trek, o tyle już podjazdy z 3. odcinka zostały przejechane zaskakująco spokojnie, wręcz zachowawczo. Nie inaczej było na 5. etapie do Matery czy 8. do Castelraimondo. Najwięksi wyścigu ruszyli tak właściwie tylko dwukrotnie – na ostatnich kilometrach 7. etapu z metą w Tagliacozzo (11,9 km; 5,6%) oraz na białych drogach 9. odcinka, gdzie jednak można było odnieść wrażenie, że walkę bardziej wymusiły kraksy i defekty aniżeli plan taktyczny którejkolwiek z ekip.

Efekt jest taki, że 108. Giro d’Italia jest cały czas bardzo otwarte – między 2. w klasyfikacji generalnej Juanem Ayuso (UAE Team Emiates – XRG) a 20. Derekiem Gee (Israel-Premier Tech) są obecnie zaledwie 2 minuty i 46 sekund.

Sukcesy pełne łez szczęścia

Choć może to zabrzmieć brzydko to jednak istnieją zawodnicy, dla których wygrana nawet w takim wyścigu jak Giro d’Italia jest po prostu kolejnym dniem w pracy – wiadomo, że przynosi sporo szczęścia, ale to da się opisać słowami i porównać do innego wydarzenia z życia. Są jednak też tacy kolarze, dla których wygrany etap wielkiego touru to spełnienie życiowych marzeń i coś, o czym nawet nie śnili i tacy też mieli swoje momenty podczas 1. tygodnia 108. Giro d’Italia. Jako pierwszy po swoim sukcesie zaniemówił Joshua Tarling – najmłodszy zwycięzca czasówki podczas włoskiej trzytygodniówki w jej historii. 3 dni później jeszcze bardziej pozytywnie zaskoczony był Casper van Uden, który nie tylko odniósł życiowy sukces, ale i tchnął nadzieję na utrzymanie się w World Tourze dla Team Picnic PostNL. Wreszcie mnóstwo łez szczęścia przyniósł 8. etap, gdzie po raz pierwszy w tegorocznej edycji do mety przed faworytami dotarła ucieczka, z której po solowej szarży wygrał Luke Plapp – dotychczas poza mistrzostwami krajowymi niezwykle nieskuteczny kolarz, który doczekał się swojej życiowej chwili. W sobotę płakał zresztą nie tylko Australijczyk, ale i 3. na mecie Diego Ulissi, który w wieku 35 lat po raz pierwszy w karierze założył różową koszulkę. Dla takich obrazków pełnych autentycznych emocji ogląda się sport.

fot. Giro d’Italia/LaPresse
Kłopot urodzaju

Przed startem 108. edycji Giro d’Italia wydawało się, że jedynym poważnym liderem UAE Team Emirates – XRG powinien być Juan Ayuso. Owszem, ekipa drugim takowym nazywała jeszcze Adama Yatesa, ale Brytyjczyk w tym sezonie nie błyszczał i wydawało się, że cała uwaga bliskowschodniej formacji skupi się na dużo młodszym Hiszpanie. Co tymczasem się stało? 1. tydzień UAE Team Emirates – XRG kończy z koszulką lidera w ekipie, ale tą dzierży nie Juan Ayuso, nie Adam Yates, a Isaac del Toro. Wielki Meksykański talent dotychczas świetnie się prezentował, a jego niedzielna szarża dała mu prowadzenie w wyścigu z przeszło minutową przewagą nad drugim kolarzem. Jest nim zresztą wspominany Juan Ayuso (+1:13), a w czołowej „10” plasują się także 8. Bradon McNulty (+1:59) i 9. Adam Yates (+2:01). Jak włodarze bliskowschodniej formacji rozegrają kolejne tygodnie? Będą szachowali rywali wykorzystując swoją liczną obecność w czołówce klasyfikacji generalnej, czy też jednak postawią w pewnym momencie na jedną kartę? Wyczekiwanie na odpowiedzi na te pytania tylko podnosi poziom emocji podczas 108. Giro d’Italia.

Wout van Aert – człowiek zagadka

Przed startem 108. Giro d’Italia jedną z większych zagadek było to w jakiej formie będzie Wout van Aert. Belg z Team Visma | Lease a Bike po Amstel Gold Race chorował i mówił, że jego dyspozycja jest daleka od ideału, a jednak już 1. dnia zdołał przetrwać trudności etapu i zafiniszować po 2. miejsce pokazując, że wciąż ma w sobie coś z dawnej szybkości. To rozgrzało nadzieje fanów Belga przed czasówką, a ta… była dla 30-latka, łagodnie mówiąc, nieudana. Podobny zawód kibice Wouta van Aerta mogli przeżywać także na etapie do Wlory czy Matery, gdzie ten dość szybko odpadał od peletonu. Wydawało się, że na kolarza Team Visma | Lease a Bike nie ma co już spoglądać, a ten wówczas znalazł się we właściwym miejscu o właściwym czasie zabierając się na białych drogach Toskanii w kluczowy odjazd z grupy faworytów, by po zaciętej walce na ulicach Sieny sięgnął po 50. zawodowe zwycięstwo będące jednocześnie dopełnieniem wielkotourowej trylogii. Takich zwrotów akcji w występie Belga nie wymyśliłby chyba nikt, a ten przed kolejnymi etapami jest dla mnie wielką zagadką – czy 30-latka stać na kolejne sukcesy, czy też znowu będziemy oglądali jak ten odpada bez walki?

fot. Giro d’Italia
Co przed nami?

9 dni ścigania za nami, ale pora na kolejne. 2. tydzień otworzy druga i zarazem ostatnia w tegorocznym Giro d’Italia jazda indywidualna na czas o długości 28,6 kilometra, która bez wątpienia przyniesie pewne różnice między faworytami klasyfikacji generalnej. Dalej w kolarskim menu znajdziemy etapy dla uciekinierów i sprinterów, a na piątek przygotowano etap zagadkę – w 90% płaski, a jednocześnie zawierający kilka stromych ścianek, w tym finał w Vicenzy (800 m; 7,6%). Podobną charakterystykę będzie miał także sobotni etap, acz ten zakończy się płaskim finiszem, zaś w niedzielę na zawodników czekają 2 dłuższe podjazdy, ale oba sporo oddalone od mety. Czy faworyci spróbują gdzieś powalczyć między sobą? Mówi się, że wyścig tworzy nie trasa, a kolarze, więc po tym co widzieliśmy w pierwszym tygodniu nie mam wielkich oczekiwań, ale jednocześnie gdzieś z tyłu głowy kiełkuje nadzieja, że zawsze można się pozytywnie zaskoczyć.


Wszystko o 108. Giro d’Italia:
Poprzedni artykułEnric Mas odnawia kontrakt z Movistar Team
Następny artykułGiro d’Italia 2025: Kolejność startu do jazdy indywidualnej na czas
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
benek
benek

hasztag potężny duńczyk ostatnio gorący w kraju 😉