Tradycyjnie ostatni etap Tour de France skończy się na Polach Elizejskich w Paryżu, ale w tym roku dojazd do samego Paryża będzie wyglądał zupełnie inaczej. Organizator wyścigu, ASO, ogłosił, że finałowy odcinek poprowadzi przez brukowane wzgórze Montmartre, które kolarze pokonają aż trzy razy. Dla wielu to ciekawa zmiana, Wout van Aert natomiast nie jest jej zwolennikiem.
O ogłoszeniu trasy całego, ostatniego etapu tegorocznej edycji Tour de France informowaliśmy tutaj. Tak w skrócie, podjazd na Butte Montmartre liczy 1,1 km i ma średnie nachylenie 5,9%. Po trzecim, ostatnim wjeździe do mety pozostanie zaledwie sześć kilometrów. Choć trasa teoretycznie sprzyja specjalistom od klasyków, van Aert dostrzega poważne zagrożenia.
Nie jestem fanem tego pomysłu. To będzie niebezpieczny etap. Sama trasa mi odpowiada, zwłaszcza że ostatni podjazd znajduje się tylko sześć kilometrów przed metą. To stwarza okazję dla kolarzy o mojej charakterystyce
– powiedział kolarz Team Visma | Lease a Bike w rozmowie z belgijską Sporzą.
Belg nie kryje jednak zaniepokojenia organizacyjną stroną przedsięwzięcia.
Problem w tym, że podczas Igrzysk Olimpijskich wjeżdżaliśmy tam w grupie 50 zawodników. Tym razem cały peleton Touru, w tym zawodnicy walczący o klasyfikację generalną, będzie próbował się zmieścić na wąskich uliczkach prowadzących do podjazdu. Spodziewam się chaosu. Jeśli naprawdę pojadą tą samą drogą, to będzie ogromny błąd. To niepotrzebne ryzyko
– dodaje Wout van Aert.
Van Aert rozumie, dlaczego organizatorzy chcieli wykorzystać widowiskowy charakter Montmartre, ale jego zdaniem decyzja została podjęta z pominięciem kwestii bezpieczeństwa.
Domyślam się, że pomyśleli: to wygląda efektownie, warto to wykorzystać. Ale w ostatnich latach bezpieczeństwo w peletonie stało się kluczowym tematem i tym razem zostało zignorowane
– przyznaje na koniec Wout van Aert.
Wcześniej krytyczne głosy w tej sprawie wyrazili również Remco Evenepoel i Jonas Vingegaard. Z kolei zespół Alpecin-Deceuninck, w którym jeżdżą m.in. Mathieu van der Poel i Jasper Philipsen, uznał dodanie brukowanego podjazdu za ciekawe urozmaicenie i element zwiększający wartość sportową etapu.





![Vuelta a España 2026: Pogačar przeprasza Van Aerta, Brennan z nadzieją na więcej [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/08/Tadej-Pogacar-Vuelta-a-Espana-2026-218x150.jpg)




Bezpieczeństwo sportowców nie jest już w ogóle brane pod uwagę przez organizatorów różnych imprez czy wyścigów. Dawniej tworzyło się je dla sportowców, dzisiaj tworzy się je, by ludzie mogli sobie pooglądać „show”. Sportowcy przestali być sportowcami, których się podziwia, a stali się małpami w cyrku, które mają zabawiać ludzi. Ludzie wymagają, żeby kolarze jeździli w wyścigach, które w ogóle nie odpowiadają ich charakterystyce, żeby atakowali bez sensu w każdym wyścigu i na każdym etapie na 100km przed jego końcem, bo to ich bawi. I najlepiej niech wjedzie na metę na jednym kole i nagra przy tym tiktoka czy instastory. Jeżeli ktoś tak nie robi, to jest nudny, boi się, nie ma jaj i należy go hejtować za sam fakt jego istnienia. A jeżeli ktoś się na wyścigu rozbije, połamie, straci cały sezon? No trudno. Przynajmniej było show, a ludzie znowu będą mogli sobie pohejtować tych, których nie lubią za to, że nie chcą jeździć połamani i bez formy.
Dzisiaj ludzie nie mają żadnego szacunku dla sportowców. Wszędzie dominują komentarze o tym, że ktoś ma kogoś zniszczyć, ma obrzydzić mu sport, że pokonani mają płakać, czuć się jak amatorzy, upokorzeni, chcieć kończyć kariery. Jeżeli ktoś wspomina o kwestiach bezpieczeństwa to jest miękkim płaczkiem bez jaj i należy hejtować jego i całą jego rodzinę – żony zwyzywać od głupich i grubych, dzieci od brzydkich.
I dla takich ludzi właśnie dzisiaj tworzy się sport. Po danym wyścigu i tak będą go hejtować, nawet gdy wygra ich ulubieniec. Bo odjechał tylko na minutę, a nie na trzy, więc jest słaby. Po etapie z Montmartre też wymyślą jakiś powód, żeby być niezadowolonym. Zawsze tak niestety jest…