fot. Alpecin-Deceuninck

Holender wypowiedział się po dość zaskakującym piątym etapie Tirreno-Adriatico. Mimo porażki widzi on jednak sporo pozytywów.

Mathieu van der Poel jest zawiedziony, ale również zaskoczony samym sobą po piątym etapie wyścigu Tirreno–Adriatico. Holender był drugi na mecie w miejscowości Pergola, wygrywając sprint z dużej grupy kilka sekund za uciekinierem Frederikiem Dversnesem. 30-latek oczywiście żałuje braku sukcesu, jednak wydaje się być zadowolony z tego, co było dobrym sprawdzianem przed Mediolan–San Remo.

Oczywiście trochę szkoda, ale przede wszystkim jestem zadowolony z tego, jak pojechałem ten etap. Byłem naprawdę na granicy wytrzymałości. Nie sądziłam, że przyjadę z grupą faworytów. Zrobiłem to, a potem musiałem zaryzykować, bo na końcu nie miałem ze sobą kolegów z drużyny. W końcu wszystko się trochę uspokoiło i uciekinier wygrał. Szkoda, ale ogólnie jestem zadowolony ze swojego występu

– skomentował Mathieu van der Poel w rozmowie z Het Laatste Nieuws.

Na tydzień przed startem Mediolan-San Remo, sygnały są zatem zachęcające, biorąc pod uwagę, że pod koniec, na każdym wymagającym etapie, był zawsze wysoko w grupie faworytów.

To także była sytuacja porównywalna z Mediolan-Sanremo.Podjazd tutaj na koniec był znacznie trudniejszy niż w Poggio. Nawet gdyby do przejechania było tylko 200 kilometrów zamiast 300

– dodaje na sam koniec Holender.

Poprzedni artykułMads Pedersen: „To był idealny scenariusz”
Następny artykułIstrian Spring Tour 2025: Adrià Pericas najlepszy na królewskim etapie, Piotr Pękala szósty
Dawid Jodłowski
Pasjonat kolarstwa i wielu innych sportów takich jak koszykówka czy piłka nożna. W wolnym czasie uwielbia podróżować. Na co dzień student Uniwersytetu Jagiellońskiego.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze