W historii polskiego kolarstwa nietrudno wskazać kolarzy, którzy na szosie wygrali więcej niż Czesław Lang. Jednak to właśnie on jest człowiekiem, który wywarł na nie największy wpływ. Głównie za sprawą Tour de Pologne, które od lat należy do 12 najważniejszych wyścigów tygodniowych na świecie. W trzeciej części wywiadu z nim porozmawialiśmy o ostatniej edycji największego polskiego wyścigu. Srebrny medalista z Moskwy powiedział nam m.in. jak…
- … poważnie swój występ w Polsce potraktował Jonas Vingegaard
- … pobyt w Polsce ocenił kilka lat temu Mark Cavendish
- … jakie stawia sobie cele przy organizacji Tour de Pologne Women
Rozmawialiśmy już trochę o przeszłości, to teraz pogadajmy o teraźniejszości. Jak pan ocenia tegoroczny wyścig.
Uważam, że to był sukces – nie tylko dlatego, że jestem jego organizatorem. Wystarczy spojrzeć na listę zwycięzców. Każdy dostał swoją szansę. I sprinterzy, i górale, i czasowcy… Poza tym, obsada była kapitalna – chyba najlepsza od lat. Ten Vingegaard mógłby się przecież wybrać do siebie, do Danii [w tym samym terminie odbywało się Tour of Denmark – przyp.red.] , a postanowił przyjechać właśnie do nas. Pewnie zadecydowała o tym trudność wyścigu. Orlinek, górska czasówka, Duszniki, do tego Bukowina – było gdzie się ścigać.
A ten występ Vingegaarda był dla wielu zdecydowanie najważniejszym elementem wyścigu.
No tak, przyjechał do Polski wielki kolarz i widać było, że mu zależało na dobrym wyniku. Próbował wygrać etap – nie udało się, choć był bliziutko kilka razy. Nie miał może takiej formy, jak na Tour de France, ale i tak był przygotowany rewelacyjnie. I jechał tak, jak powinien kolarz, który chce wygrać klasyfikację generalną. Wie, że nie może stracić, musi przyjeżdżać do mety blisko czołówki, a czasówkę pojechać na maksa.
On do tego startu podszedł naprawdę poważnie. Jeszcze zanim przyjechał, to oni do mnie dzwonili, żeby zapytać się na przykład, jaki rower wziąć na tę jazdę indywidualną na czas w Karpaczu – naprawdę widać było, że zależy mu na tym, żeby przyjechać tu i wygrać. Chyba traktował to jak taki… no, może nie rewanż za Tour de France, bo Pogačar tu nie przyjechał, ale jako możliwość podbudowania morale.
A zmienił się jako człowiek w porównaniu do swojego występu z 2019 roku, gdy w Polsce sięgnął po swoje pierwsze zwycięstwo w karierze?
Jak oglądałem ten serial na Netflixie, to wydawało mi się osobiście, że… mógłbym go nie polubić, tym bardziej biorąc pod uwagę to, jak pokazywano jego jazdę. Widzieliśmy, że ciągle tylko siedział Pogačarowi na kole i nie dawał zmian. Ale jak tu przyjechał, to okazało się, że to wspaniały człowiek. Bardzo otwarty. Chętny do zdjęć, do autografów, do wszystkiego. Chłopak z klasą i fantastycznym charakterem.
Na jego przyjazd miał pan jakiś wpływ?
Nie, dowiedziałem się o nim z mediów.
A zdarzyło się panu zapłacić jakiemuś zawodnikowi tylko za to, żeby przyjechał na wyścig?
To się zdarzało na początku, jak zaczynaliśmy. Choćby Maurizio Fondriest, były mistrz świata przyjechał tu także dzięki takiej finansowej zachęcie. To był mój kolega, ale po prostu wypadało mu zapłacić coś za to, że wystartował i dołożył od siebie cegiełkę do zbudowania renomy wyścigu. Teraz się to już nie zdarza, choć oczywiście należy pamiętać, że my jako organizatorzy i tak opłacamy pobyt tych wszystkich ekip.
I nie jest tak, że jako organizator może pan pieniędzmi przekonać np. UAE Team do tego, żeby wystawiło np. Tadeja Pogačara, a nie Domena Novaka, prawda?
Nie wiem, w ogóle nie chciałbym tak robić. Jeśli Pogačar ma inne plany, a drużyna go zmusi, to on przyjedzie nieprzekonany, bez motywacji… a nie tak jak Vingegaard, Mohorič czy Majka, którzy są tutaj, żeby walczyć, a potem rzeczywiście walczą.
A jeśli taka wielka gwiazda przyjedzie tutaj tylko po to, żeby wystartować, to ci zepsuje wyścig. Wy, dziennikarze będziecie mówić: “Przyjechał Pogačar, musi wygrać”. A my, Polacy, mamy w sobie jeszcze coś takiego, że jak on nie wygra, to pojawi się dużo takich głosów: “No, nie wygrał, bo lekceważy Polskę! Gdyby to była Francja, to by wygrał!”. Dziennikarze będą za to mówić, że przygotowuje się do mistrzostw świata i w zasadzie przyjechał do Polski tylko potrenować. I jak dasz temu sportowcowi taką gotową odpowiedź, to oczywiście, że powie ci: “No tak, przyjechałem tu potrenować”.
I pana, jako organizatora boli to, że tak się mówi?
No boli, bo ujmuje randze wyścigu. Myślę, że my jako Polacy często myślimy, że nie umiemy zrobić rzeczy tak dobrze, jak na zachodzie. A ja bym chciał, żebyśmy byli dumni z tego, co mamy. A mamy naprawdę świetny wyścig, który odkrywa gwiazdy – Vingegaarda, Hindleya, Contadora… tych kolarzy jest naprawdę dużo.
Czasy się zmieniają. Drużyny dzisiaj mają po 30 kolarzy – nie wszyscy pojadą na Tour de France, a każdy chce mieć kontrakt na przyszły sezon. Nie przyjeżdżają tutaj po to, by pooglądać Polskę. Oni chcą zrobić wynik! Choć oczywiście wyścig jest też szansą na to, żeby pokazać nasz kraj, który zresztą kolarzom bardzo się podoba. Stąd poziom zawsze jest topowy.
Wyścig jest też pretekstem do pokazania naszej historii. Gdy robiłem wywiad z Bauke Mollemą, to jak tylko zapytałem o wyścig, to wspominał o minucie ciszy pod obozem w Auschwitz. Choć od jego startu minęła dekada, on wciąż to pamiętał.
Tak, a rok czy dwa lata temu podjechał do mnie na rowerze do samochodu Cavendish i mówi mi – Cesare, jak szkoda, że ja tak późno dowiedziałem się, że tu jest tak pięknie. Jestem zachwycony – piękny wyścig, wspaniali ludzie! – Ja jestem z tego dumny, bo właśnie dla ludzi to robię. Wyścig jest trochę takim naszym świętem narodowym, w czasie którego trzy miliony wychodzą na ulice, żeby podziwiać kolarzy!
Wracając, do wyścigu, wspominał pan o trudności trasy. Ona rzeczywiście była wymagająca, zwłaszcza ta czasówka – ale nie tylko. Mieliśmy trzy etapy z metami na podjazdach i każdy z nich kończył się finiszem z grupy. Nie był pan trochę zawiedziony?
To pokazuje wyrównany poziom. Nie wszystko da się zaplanować – możemy sobie wymyślać nie wiadomo jakie trasy, ale na koniec wszystko zależy od zawodników. Kiedyś sobie usiadłem przed telewizorem, włączyłem Tour de France. Nastawiłem się na prawdziwe tappone – kilka gór po 2100, 2300 metrów n.p.m. Biorę coś dobrego do jedzenia, do picia, myślę sobie: “To będzie prawdziwa uczta!”. Ale oni przejeżdżają jedną górę – nic się nie dzieje. Druga góra – to samo. Przyszła trzecia – nic się nie zmienia! No i tak się skończyło. Większych różnic nie było, choć przecież trasa na to pozwalała. Tak to właśnie jest i tego nie zmienimy. Jak kolarzom bardzo zależy, żeby się ścigać, to można nawet etap puścić z góry, a oni i tak będą walczyć i może nawet zrobią jakieś różnice! A czasem jest na odwrót. Trasa zapowiada się ciekawie, a wyścig jest nudny.
Poza tym, mocną stroną naszego wyścigu jest to, że jest bardzo otwarty i pełen niespodzianek. Vingegaard może przyjechać na czele Visma | Lease a Bike, ale kto wie, co by się stało, gdyby nie upadek Keldermana na czasówce – może to Holender by wygrał? Tak samo Thibau Nys – gdyby on przyjechał na Tour de France, to by pewnie był niewidoczny – musiałby pracować na kolegów z drużyny. A tu jest wyścig otwarty i dlatego zawodnicy chętnie tutaj przyjeżdżają. Widzą tu szansę na to, żeby się pokazać. Ten Nys – wielu w ogóle nie wiedziało, że jest taki chłopak!
Nie przesadzałbym – wygrywał już w tym sezonie etapy na wyścigach World Touru.
No tak, ale nie było tak, że przyjeżdża Nys i wszyscy mówią: “on zdominuje ten wyścig”. A on wygrał wszystkie najtrudniejsze etapy tego wyścigu poza czasówką. Fajne jest to, że ten wyścig ma wśród kolarzy taką opinię, że warto tu przyjechać. Także dlatego, że jest bezpiecznie, wbrew różnym opiniom.
Mam czasami wrażenie, że ludzie nam trochę zazdroszczą tego, że mamy World Tour. To duża rzecz – worldtourowej etapówki nie mają np. ani Niemcy, ani Brytyjczycy. I może dlatego tak często kręcą nosem na zabezpieczenie czy drogi, a pewnie chętnie ponarzekaliby na hotele, tylko że tu nie mają żadnych argumentów. Chcieliby zająć nasze miejsce.
Co do hoteli, muszę się zgodzić. Gdy rozmawiałem z ludźmi, którzy byli na Tour de France, to rzeczywiście przyznawali, że na Tour de Pologne jest pod tym względem lepiej. Sam też nie narzekałem tutaj na warunki.
Jak jedziesz w Tour de France, to śpisz w Campanile, w byle jakim hotelu, bez klimatyzacji… Wiem, że wciąż pokutuje u nas przekonanie, że jeśli coś jest z zachodu, to na pewno jest lepsze, ale my, Polacy nie mamy się czego wstydzić. To, że tutaj przyjechali tacy kolarze, nie jest przypadkiem.
Ja pod koniec każdego roku dostaję od UCI ocenę w skali od 1-100 i zazwyczaj otrzymuję w niej 97, a niekiedy 98 czy 99 punktów. Za zabezpieczenie, pracę marshalli, układ trasy, hotele – naprawdę wszystko. W tym roku wciąż jeszcze na nią czekamy, ale jestem optymistą. Jeśli coś jest nie tak, zazwyczaj dowiadujemy się o tym jeszcze w trakcie wyścigu – w tym roku nie było żadnych uwag.
Czyli w tym raporcie dostaje się też np. informacje na temat tego, co należałoby poprawić?
W raporcie nie dostaję żadnych, ale rozmawiamy z osobami, które są na wyścigu, a i sami zauważamy nieraz jakieś rzeczy. Na przykład stan dróg jest często taki, że chciałoby się go znacznie poprawić. Ale nie wszystko da się zrobić tak od razu. Polska i tak się pod tym względem zdecydowanie poprawiła. W ubiegłym roku była w jednej miejscowości taka droga, przez którą peleton nie mógł przejechać, choć chcieliśmy tamtędy poprowadzić trasę, a teraz dostał tam położony nowy asfalt i tamtędy pojechaliśmy.
Jako organizator wyścigu po prostu to widzę i nawet sam o to walczę. Sam rozmawiam z samorządami i gminami, żeby poprawić tę czy tamtą drogę, bo wiem, że nie wszędzie są idealne. Ale na pewno nie jest fatalnie. Nie odstajemy bardzo od innych wyścigów – teraz, w Hiszpanii [rozmawialiśmy w trakcie Vuelta a Espana – przyp. red] też da się zauważyć, że kolarze jadą takimi wąskimi, nieraz mocno podziurawionymi drogami..
Wcześniej opowiadał pan o początkach LangTeamu, który składał się wtedy z dwóch osób i sekretarki. Dziś was zespół jest już zdecydowanie większy. Ma pana kto zastąpić na czele tego wielkiego przedsięwzięcia, gdy zdecyduje się pan odejść?
Myślę, że moja córka, Agata, która niedawno urodziła dziecko (i bardzo się cieszę, bo długo czekaliśmy na wnuczkę). Naprawdę w nią wierzę. Wiem, że Agata będzie potrafiła zarządzać wyścigiem. Tak, jak mówiłem – to nie jest proste, ale myślę, że ona jest osobą, która umie dobrać sobie zespół odpowiednich ludzi, potrafiących sobie poradzić z najtrudniejszymi wyzwaniami.
Na pewno będzie jej trudniej, niż panu, ponieważ bycie byłym kolarzem otwiera wiele drzwi, prawda?
To też, ale myślę, że najważniejsze jest to, żeby być wiarygodnym. Jak wiesz o czym mówisz, to łatwiej jest ci przekonać drugiego człowieka do swojego planu. Jakbym przyszedł do pana i zaczął nagle opowiadać o inwestycjach bankowych, o giełdach… pomyślałby pan sobie pewnie: “Co on mi opowiada”. To, że jestem byłym kolarzem nic by nie pomogło.
Ale gdy opowiadam o tym, co przeżyłem przez ponad 20 lat, staję się wiarygodny. Teraz jest już łatwiej, bo Tour de Pologne ma swoją markę, ale na początku było trudno. Żeby przekonać sponsorów do współpracy, ta wiarygodność, którą zdobyłem jeżdżąc na rowerze była bardzo przydatna. Potrzebowałeś jej, bo sprzedawałeś tylko wizję: “Będziemy tu, będziemy tam” – mówiłeś, a druga strona musiała ci zaufać. Dziś jesteśmy w World Tourze, mamy telewizję, mamy wartości. Oprócz wyścigu dla elity, organizujemy też Tour de Pologne Amatorów i Tour de Pologne Junior…
…I Tour de Pologne Women. Jaki jest plan na ten wyścig? World Tour?
Tak, to jest nasz cel. Oczywiście zaczynamy od najniższego szczebla i teraz trzeba piąć się w górę. W zasadzie to w World Tourze moglibyśmy być już od dawna, bo gdy w 2016 organizowaliśmy Tour de Pologne Women, to w kobiecym kalendarzu nie było nawet Tour de France. Teraz kolarstwo kobiet się zmieniło, ale nasz cel jest jasny – w jak najkrótszym czasie dołączyć do tej najwyższej dywizji.
A co się stało, że blisko dekadę temu nie udało się wam przejść tej ścieżki?
Nie było zainteresowania mediów. A bez nich jest bardzo trudno. Jak masz telewizję, to od razu pojawia się kapitalna karta przetargowa. Możesz zaoferować sponsorowi, że dostanie
koszulkę, którą zobaczy i o której będzie można usłyszeć na antenie, a to od razu generuje spore wpływy. Niestety, bez pieniędzy nie da się zrobić wyścigu – widzisz, jak wygląda trasa wyścigu. Płotki, banery, balony – to wszystko trzeba kupić. Ktoś to musi rozstawić, napompować itd. Angażujemy masę ludzi, ale też jednocześnie czujemy, że warto. Dajemy radość. Gdy patrzymy na publiczność, widzimy mnóstwo dobrej energii. To jest niesamowicie ważne, żeby w tych niespokojnych czasach Polskę promować – pokazywać, że to jest piękny, sprawny kraj, który warto odwiedzać, a jego mieszkańcy są ludźmi o wielkich sercach.









Mdli mnie już, gdy kolejny raz słyszę lub czytam o … propagowaniu Polski. Wsród kogo mianowicie? Bo wśród Polaków to chyba nie trzeba, a wsród innych nacji to niby w jaki sposób, skoro od kilku lat Eurosport trzyma z uporem bojkot TdP. Kiedy podczas trwania TdP potrafią pokazywać powtórki z dopiero co zakończonego TdF czy tegorocznego Giro albo zaraz potem kilka razy dziennie transmisje z innych wyścigów, nawet niekoniecznie World Touru? A w tym temacie cisza medialna trwa już kilka lat i jakoś nikt nie próbuje nawet tego wyjaśnić. To co ye tak naprawde i kto o tym decyduje? Chyba nie Timmermans z Jourovą?
Jedna uwaga, już kiedyś pisałem. Tdp jest trudny, ale najtrudniejsze etapy to są średnie etpay na Tt. Po prostu takie mamy góry w Polsce. Można by zahaczyć o kilka trudniejszych pojazdów czy o stronę czeską, ale tu decyduje kasa (nie przekona mnie mówienie że jedziemy tam i tam bo coś to tylko dodatek)
A etapy tdp można porównać do klasyków. Ok na podjazdach gt też dojedzie duża grupa ale górali, a wygrane mohorica czy Nysa potwierdzają, że to są etapy jak klasyki.
Dla amatora orlinek jest trudny, ale dla zawodowców to góra jedna z wielu.
To nic złego, nie umniejsza rangi, ale po prostu troche nie przekonuje mnie to mówienie że to wielkie góry i bardzo trudna hopka 500 metrów 8% itp
Co za bzdury! Maurizio Fondriest nie startował w Tour de Pologne ‘94 w koszulce mistrza świata. Chyba, że mistrz świata nosi tęczową koszulkę 6 lat…Ale mity…
„Bojkot”? Ma Pan świadomość, że Eurosportowi po prostu nie są sprzedane prawa do transmisji?
Nie zmienia to jednak faktu, że TdP leci m.in. w L’Equipe, Sky Sport, Ziggo Sport czy FloBikes.