Fot. Marek Bala

W czwartkowe popołudnie, podczas zorganizowanego przez Trek-Segafredo spotkania z mediami mieliśmy okazję porozmawiać z Bauke Mollemą. Holender opowiedział nam m.in o swoich celach na przyszły sezon – wśród nich są m.in  igrzyska olimpijskie w Tokio. 

Jesteśmy na Sycylii, gdzie rozpoczynacie przygotowania do nowego sezonu. Jak wyglądają pierwsze dni zgrupowania? Żałujesz, że czas odpoczynku dobiegł końca?

Przede wszystkim bardzo cieszę się, że mogę znów spotkać się z kolegami z zespołu. Jako że jest to początek naszych przygotowań do następnego sezonu, każdy jest bardzo zmotywowany, by pokazać się tu z jak najlepszej strony i później – już w trakcie sezonu – błyszczeć formą. Oczywiście równie ważne jest także testowanie przeróżnych nowych materiałów i ustawień na przyszły sezon. 

A jak oceniasz ten który już za nami? Czy był on najlepszy w twojej dotychczasowej karierze?

Wydaje mi się, że tak. W tym roku miałem kilka świetnych wyników. Przede wszystkim Il Lombardia – to było zdecydowanie największe zwycięstwo w mojej dotychczasowej karierze – stawiam je nawet wyżej od triumfu na 15. etapie Tour de France dwa lata temu i wygranej w Clasica San Sebastian z 2016 roku. “Wyścig spadających liści” to jeden z pięciu monumentów, więc zwycięstwo w nim, to naprawdę duża rzecz, dlatego jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się go wygrać. Miałem też kilka innych bardzo udanych wyścigów. Utrzymywałem równą formę praktycznie przez cały sezon. Nieźle wyglądałem na samym jego początku, potem nieźle pojechałem w Giro d’Italia, a końcówka była dla mnie jeszcze lepsza. Zresztą potwierdza to też ranking UCI – nigdy nie byłem w nim równie wysoko. Dlatego tak, to był naprawdę świetny rok.

Dobre wyniki w tym roku były o tyle cenniejsze, że po poprzednim niektórzy zaczęli wręcz wątpić, czy uda ci się wrócić do swojej najlepszej dyspozycji…

Zgadza się, to nie był dla mnie dobry czas. Miałem kraksę podczas Tour de France, a później też nie wszystko ułożyło się po mojej myśli. Dlatego bardzo się cieszę, że teraz udało mi się wrócić w naprawdę dobrym stylu. Wydaje mi się, że mój organizm jest w dużo lepszym stanie niż wtedy, ale wpływ na moje dobre wyniki mogły mieć też inne rzeczy. Na przykład to, że przed tym sezonem zmieniłem pozycję. Wymieniłem siodełko, kierownicę i teraz czuję się na swoim rowerze znacznie bardziej komfortowo. To również miało bardzo duże znaczenie.

Chyba jedynym dużym wyścigiem, w którym nie pokazałeś niczego szczególnego było Tour de France. Jakie były przyczyny tego słabszego występu?

Na Wielką Pętlę jechałem nie myśląc o klasyfikacji generalnej. Ciężko jest walczyć tam o czołowe miejsca miesiąc po przejechaniu Giro d’Italia. W pierwszych dniach wyścigu czułem się bardzo dobrze, dlatego gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl o tym, by jednak zakończyć wyścig w czołówce. Niestety ona szybko gdzieś uleciała, ponieważ później czułem się już znacznie gorzej. W ostatnim tygodniu byłem już naprawdę bardzo zmęczony. Czułem w nogach Giro i wiedziałem, że walka o zwycięstwo etapowe może okazać się niemożliwa. Wziąłem udział w kilku ucieczkach, jeden z odcinków skończyłem dosyć wysoko, ale nie czułem świeżości, więc ostatecznie nie udało mi się niczego ugrać.

W przyszłym sezonie powinno być o to zdecydowanie łatwiej, ponieważ tym razem nie pojedziesz na Giro d’Italia. Do tego kilku świetnych zawodników odpuści Tour z myślą o igrzyskach olimpijskich. Czy myślisz, że ten ostatni fakt może sprawić, że walka o czołowe lokaty będzie łatwiejsza, niż w poprzednich latach?

Wydaje mi się, że teraz jest tak wielu zawodników potrafiących walczyć o jak najwyższe miejsce w klasyfikacji generalnej, że igrzyska naprawdę nie robią dużej różnicy. Wiele ekip ma w swoich szeregach po 3-4 świetnych górali i jeśli jeden z nich nie może wziąć udziału w Tour, czy innym wielkim tourze, to na jego miejsce wchodzi kolejny. Dlatego to, że część gwiazd wybierze Giro, tak naprawdę niewiele zmienia. W końcu dzieje się tak co roku – ostatnio we Francji zabrakło Miguela Angela Lopeza, a choćby Vincenzo Nibali, czy Simon Yates byli zmęczeni po mocnym ściganiu we Włoszech i walczyli jedynie o zwycięstwa etapowe. Zresztą moim zdaniem nie mogę patrzyć tylko na swoich rywali – znacznie ważniejsze jest to, by przyjechać tam w swojej najlepszej formie. Wtedy jestem pewien, że będę zadowolony z wyniku – niezależnie od tego, z kim przyjdzie mi konkurować. 

A masz przed sobą postawione jakieś konkretne cele?

Wiem jedynie, że chcę walczyć o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej. Natomiast o tym, które miejsce chcę zająć jeszcze nie myślałem. To zależy od tego, jaka będzie moja forma i jak będę się czuł w czerwcu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to bardzo bym chciał poprawić swój najlepszy wynik w Tour de France [6. miejsce przyp. red.]. Byłem już kilka razy w czołowej “10”, wiem z czym to się je, więc powinno pójść dobrze. Na szczęście jeśli mi się to nie uda, to nic straconego. Wielka Pętla nie jest moim jedynym celem w nadchodzącym sezonie. W tym roku byłem bardzo zadowolony ze swoich występów w wyścigach jednodniowych. Dobrze poszło mi nie tylko we wspomnianej Lombardii, ale też w Strzale Walońskiej, Clasica San Sebastian, czy Milano – Torino. Dlatego myślę, że w kolejnym sezonie jeszcze mocniej skupię się na startach w tego typu imprezach. Chciałbym wystartować we wszystkich ardeńskich klasykach, mistrzostwach świata, Europy ale także w igrzyskach olimpijskich. Każdy z tych wyścigów będzie miał w przyszłym roku bardzo trudną trasę, więc zamierzam spróbować powalczyć w nich o zwycięstwo. 

Nie boisz się, że w Tokio zabraknie ci sił? W końcu zaczynają się one ledwie sześć dni po Wielkiej Pętli.

Nie boję się zmęczenia. Gorszy będzie “jet-lag”. To jest największy problem związany z niewielką odległością czasową między Tourem, a igrzyskami. Dlatego rzeczywiście nie jest to wymarzona konfiguracja. To wielka szkoda dla kolarstwa, że między jednym a drugim wyścigiem jest ledwie sześć dni przerwy. Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem, czemu nasza konkurencja nie mogła zostać zorganizowana tydzień lub dwa tygodnie później, ale cóż… muszę się dostosować do tej sytuacji.  Większość wybierze pewnie Tour de Pologne albo inne wyścigi kończące się nieco wcześniej. Być może będzie im nieco łatwiej, ale to nie oznacza, że ja i inni kolarze, którzy wybiorą Wielką Pętlę stoimy na straconej pozycji.

Rozmawiałeś już z selekcjonerem waszej kadry? Wiesz jaka będzie twoja rola podczas wyścigu w Tokio?

Szczerze mówiąc, jeszcze nie. Na razie wiemy tylko tyle, że nasza kadra będzie miała 5 miejsc, więc wygląda na to, że pojedziemy tam w bardzo silnym składzie i na razie wszystko wskazuje na to, że się w nim znajdę. Wszystko zależy od tego w jakiej formie będę ja i reszta chłopaków z naszej kadry. Wiem że Tom Dumoulin mocno szykuje się na igrzyska, ale będzie celował raczej w jazdę indywidualną na czas. Mamy też kilku innych świetnych zawodników, ale myślę że moje ostatnie występy w klasykach pokazały, że mogę myśleć o tym, by ubiegać się o rolę lidera.

Mówisz o Tomie, do Tokio może pojechać jeszcze choćby Wout Poels, natomiast wasz szkoleniowiec nie będzie mógł skorzystać z innego bardzo mocnego zawodnika – Mathieu van der Poela. On postanowił skupić się na starcie w kolarstwie górskim. Twoim zdaniem miałby szansę poradzić sobie na dość trudnej trasie wyścigu szosowego w Tokio?

Wydaje mi się, że ta trasa może być dla niego zbyt wymagająca. Jest na niej sporo stromych podjazdów, które mogłyby go przerosnąć. Ale z nim nigdy nic nie wiadomo. To naprawdę świetny kolarz, więc może i byłby sobie w stanie poradzić. Tyle że tym razem wygrała jego pasja do kolarstwa górskiego. Chciałby tam zdobyć medal, a pogodzenie obu dyscyplin na igrzyskach jest bardzo trudne, więc uważam, że jego decyzja była bardzo rozsądna.

Dziewięć lat temu brałeś udział w Tour de Pologne. Zająłeś wtedy trzecie miejsce, które było wtedy najlepszym wynikiem w karierze. Pamiętasz jeszcze ten wyścig? I czy myślisz, że wrócisz jeszcze do Polski?

Oczywiście, wspominam ten wyścig doskonale. Odniosłem wtedy też swoje pierwsze zwycięstwo w zawodowym peletonie (na 6. etapie z metą w Bukowinie Tatrzańskiej [przyp. red.]To była świetna sprawa. Tamten etap zaczynał się w Oświęcimiu. Pamiętam że chwilę po starcie honorowym zatrzymaliśmy się pod obozem koncentracyjnym i milczeliśmy przez dłuższą chwilę. Potem ruszyliśmy i padał deszcz, a na końcu to ja okazałem się najlepszy. Kolejny odcinek wspominam nieco gorzej. Zaliczyłem upadek i co prawda zdołałem dojechać do mety, ale po wszystkim okazało się, że mam złamany obojczyk. Musiałem zrobić sobie dłuższą przerwę, wróciłem dopiero po miesiącu, na Paris-Bruxelles. Nie wiem czy kiedyś wrócę do Polski. Chciałbym, ale ten wyścig zwykle nie bardzo pasuje do moich planów startowych. Odbywa się zwykle chwilę po zakończeniu Wielkiej Pętli, a poza tym bardzo lubię startować w Clasica San Sebastian, które często pokrywa się z waszym wyścigiem. Ale kto wie, może jak kiedyś będę się mocno nastawiał na start w Vuelta a Espana, to przyjadę do was, w końcu Tour de Pologne jest świetnym przygotowaniem do tego wyścigu.

 

W Syrakuzach rozmawiał Bartek Kozyra.