fot. Szymon Gruchalski/Tour de Pologne

Po wycofaniu się Szymona Sajnoka, klasyfikacja najaktywniejszych bardzo się ścieśniła. Jednak dzisiejszy etap znów znacząco zmienił sytuację i sprawił, że jej zdecydowanym faworytem został Norbert Banaszek.

Dla Banaszka tegoroczne Tour de Pologne jest wyjątkowym wyścigiem – to właśnie tutaj odebrał swoją koszulkę mistrza Polski, na którą zapracował wygrywając dwa miesiące temu wyścig ze startu wspólnego w Płocku. Nie minęło jednak dużo czasu, a kolarz jeżdżący na co dzień dla Mazowsze Serce Polski, znów musiał pożegnać się z biało-czerwonym trykotem.

– Nie no, tu też jest flaga tak że jestem bardzo zadowolony – odparł wskazując na polskie barwy zdobiące jego niebieską koszulkę, gdy nieco żartując zapytaliśmy się go, czy nie żal jest mu się żegnać z świeżo otrzymanym strojem. Chwilę później, po kolejnym otrzymanym pytaniu, zaczął opowiadać o bardzo udanym ze swojej perspektywy etapie.

– Było bardzo szybko i bardzo ciepło. Było nas tylko trzech. Ja miałem jeden cel – zgarnąć dwie premie. Wywiązałem się z tego w stu procentach, dlatego jestem z siebie bardzo zadowolony. 

– mówił kolarz, który chwilę po zrealizowaniu tego celu opuścił Xabiera Mikela Azparrena i Johana Jacobsa, którzy w dwójkę kontynuowali nierówną walkę z peletonem.

– Jeżeli na 15-20 kilometrów przed metą masz 40 sekund przewagi, a z tyłu są rozpędzone pociągi sprinterskie, szanse są bardzo małe. Gdybyśmy mieli na tym dystansie 2-3 minuty przewagi, to na pewno jechałbym tyle ile sił w nogach.

– przekonywał.

Tak czy inaczej, niezależnie od tego, że wrócił do peletonu jako pierwszy kolarz z międzynarodowej ucieczki, to właśnie on może być po niej najbardziej zadowolony. Dzięki zwycięstwom na premiach w Jaworznie i Mysłowicach otrzymał sześć punktów. To bardzo dużo, bo na wcześniejszych kilku etapach udało mu się ich zgromadzić zaledwie pięć.

Stało się tak mimo faktu, że o niebieską koszulkę walczył od początku wyścigu. Już na pierwszym etapie oderwał się od pozostałych razem z Szymonem Sajnokiem, jednak kolarz Q36.5 okazał się od niego lepszy na obu finiszach i w efekcie Banaszek dołożył do swojego dorobku “zaledwie” cztery punkty. Trzy dni później znów niewiele brakowało do tego, by 27-latek dostał okazję do rewanżu. Niestety niedługo po tym, jak wraz z Kacprem Gierykiem dojechali do uciekających od dłuższego czasu Sajnoka i Michała Paluty dwaj konkurenci nie byli w stanie nawiązać właściwie żadnej współpracy

– Ciężko jest się dogadać, gdy z kimś o coś walczysz. Ja znam się z Szymonem bardzo długo. Nie chciałem za darmo oddać mu tych dwóch premii i taki był mój cel. Przeskoczyłem do niego i Michała Paluty razem z Kacprem Gierykiem. Szymon nie chciał z nami współpracować, więc wróciliśmy się do peletonu [a Kacper Gieryk rozpoczął samotny odjazd  – przyp. red.].

– mówił Banaszek, którego to niepowodzenie nie zraziło.

Na ostatniej lotnej premii zafiniszował z peletonu i zyskał cenny punkt, który pozwolił mu się nieco zbliżyć do Sajnoka. Teraz, już pod nieobecność kartuzianina, który niestety musiał wycofać się z wyścigu przed piątym etapem, stał się wiceliderem klasyfikacji najaktywniejszych i tracił tylko jeden punkt do Kacpra Gieryka. Po dzisiejszym etapie ma już nad nim 5 punktów przewagi, co oznacza, że teraz to on jest zdecydowanym kandydatem do tego, by wywieźć koszulkę z Krakowa. Może sobie pozwolić na to, by jutro na etapie do Bukowinie Tatrzańskiej nieco oszczędzać nogi.

– Nie będę zabierał się w odjazd – wiem, że takie plany mają Marcin Budziński i michał Paluta. Ja będę spokojnie zmierzał w kierunku mety. Mam nadzieję, że zmieszczę się w limicie – taki będzie mój cel. Dopiero w niedzielę będę jechał czujnie, chętnie zabierając się w odjazdy.

– mówił dziennikarzom kolarz, dla którego w tej sytuacji najważniejszymi momentami końcówki wyścigu staną się premie lotne w Myślenicach i Czernichowie. Jeśli je wygra, będzie mógł być spokojny o to, że na mecie przy Stadionie Cracovii to on założy koszulkę dla zwycięzcy klasyfikacji najaktywniejszych. A później znów będzie mógł się cieszyć swoją biało-czerwoną koszulką.

Poprzedni artykułStanisław Aniołkowski w kolejnym sprinterskim pojedynku na Tour de Pologne
Następny artykułRichard Plugge i David Lappartient kłócą się publicznie o używanie radia
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze