Entuzjaści azjatyckiego kolarstwa są bardzo dobrze zaznajomieni z Jambaljamtsem Sainbayarem z Mongolii, jednak jego obecność w jednej z czołowych grup ledwie kilkadziesiąt kilometrów przed metą olimpijskiego wyścigu mogła zaskoczyć niejednego kibica. 26-letni kolarz jest dumny ze swojej jazdy i liczy, że jego debiut na igrzyskach olimpijskich będzie impulsem do rozwoju kolarstwa w jego ojczyźnie.
− Nie mamy często czasu, by zapoznać się ze wszystkimi podczas wyścigu, ale dobrze było zobaczyć nowe twarze chociażby podczas rekonesansu − mówił na konferencji prasowej Christophe Laporte, brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Paryżu. Poza mistrzostwami świata, to jedyny wyścig, w którym kolarze największych drużyn mogą spotkać się z zawodnikami ścigającymi się w małych, azjatyckich czy afrykańskich zespołach.
To, jaką wagę ma zaprezentowanie się z dobrej strony w tego rodzaju wyścigu, pokazała chociażby walka o zabranie się w ucieczkę reprezentantów Rwandy, Ugandy, Maroka, Mauritiusu oraz Tajlandii. W nieco innej sytuacji był Jambaljamts Sainbayar, który − choć pochodzi z zupełnie „niekolarskiej” Mongolii − jest zawodnikiem dobrze znanej ekipy Burgos-BH, a na swoim koncie ma wiele sukcesów w wyścigach pierwszej i drugiej kategorii.
Sama obecność Sainbayara na starcie nie była żadnym zaskoczeniem − jest jednym z najlepszych azjatyckich zawodników. Niektórych mogło jednak zdziwić, że to właśnie on rozpoczął serię przyspieszeń na paryskich przedmieściach, około 60 kilometrów przed metą. Dzięki aktywnej jeździe, znalazł się w grupie pościgowej z takimi zawodnikami, jak Michael Woods, Nils Politt, Stefan Küng czy… późniejszy srebrny medalista Valentin Madouas.
Doświadczeni worldtourowi kolarze byli silniejsi od Jambaljamtsa Sainbayara, lecz i tak pozostawił on po sobie dobre wrażenie. Do mety dotarł na 57. miejscu.
− Wyścig rozpoczął się dla mnie dobrze, ale ogólnie było bardzo trudno. Gdy przy wjeździe na okrążenia byłem w dobrej grupie, ale niestety odpadłem. Cieszę się, że mogę ukończyć pierwszy olimpijski wyścig w życiu. To była dla mnie dobra szansa, by reprezentować swój kraj. Jestem bardzo szczęśliwy — to nie najlepszy wynik, ale i tak czuję radość
− opisywał w rozmowie z Naszosie.pl, w myśl idei barona Pierre’a de Coubertina.
− Wiedziałem, że jeśli nie zaatakuję przed brukiem, to ciężko będzie mi pojechać za pozostałymi chłopakami. Dałem z siebie wszystko i jechałem w trzeciej grupie
− dodał kolarz z Mongolii, mający na swoim koncie 6 zawodowych zwycięstw.
W przeszłości Jambaljamts Sainbayar startował już w mistrzostwach świata, ale w igrzyskach olimpijskich zadebiutował dopiero w Paryżu. Teraz ma nadzieję, że jego debiut będzie oknem na świat dla mongolskiego kolarstwa.
− Igrzyska olimpijskie znaczą dla mnie bardzo dużo. W ubiegłym roku sporo poświęciłem, by wywalczyć miejsce na igrzyska. Ukończenie tego wyścigu jest dla mnie wyróżnieniem i początkiem rozwoju kolarstwa w naszym kraju
− powiedział.
Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk









Może zaproponować mu polskie obywatelstwo???