Billy Ceusters / A.S.O.

W ciągu kilku dni, które na papierze miały być spokojne, otrzymaliśmy jeden z najszybciej pokonanych etapów w historii Tour de France, a z “wielkiej czwórki” została już tylko trójka. Co więc przyniosą Pireneje, klasyczna sceneria batalii o klasyfikację generalną imprezy? Pierwszej odpowiedzi dostarczy dzisiejszy finisz na Pla d’Adet, jednym z najbardziej polskich miejsc na mapie Wielkiej Pętli.

Wszyscy pamiętają to jedno mrugnięcie sprzed dziesięciu lat. W świadomości międzynarodowych kibiców, to ono wyniosło Rafała Majkę to rangi postaci, a nie tylko jednego z wielu świetnych górali.

Pierwszy akt górskiego bloku w Pirenejach należy do krótkich i treściwych, ponieważ na dystansie zaledwie 151,9 kilometra uczestnicy wyścigu pokonają 4043 metry przewyższenia, w tym dwie premie hors-categorie. Ponieważ peleton wyruszy z Pau, którego piękna panorama tego pasma oznacza, że nie leży u samych jego stóp, otwierające sobotni odcinek 70 kilometrów pozbawione jest większych atrakcji. Wyjątkiem jest Lourdes, gdzie tradycyjnie nabyć można fluorescencyjną bozinkę i wybłagać jakiś cud – pewnie nie etapowe zwycięstwo, ale zmieszczenie się w limicie czasu powinno przejść.

Moment, w którym charakter dzisiejszej rywalizacji się zmieni, wyznacza lotny finisz w Esquieze-Sere (70,2 km), gdzie po minięciu szeregu zlanych ze sobą miejscowości uczestnicy Wielkiej Pętli rozpoczną wspinaczkę na Tourmalet (19,0 km, śr. 7,4%). Jeden z najbardziej ikonicznych podjazdów Tour de France i miejsce, w którym po raz pierwszy (w tym wyścigu) złamana została bariera 2000 metrów nad poziom morza, w tę sobotę zdobywane będzie od zachodniej strony (Luz-Saint-Sauveur). Można argumentować, że to łatwiejszy wariant, w dodatku zupełnie nie po pirenejsku regularny, jednak posiada on przytłaczającą wręcz przestrzeń i ciszę, której czasami brak po drugiej stronie przełęczy. Warto też szukać pierwszych polskich akcentów w miejscowości Bareges. W aspekcie sportowym, zdecydowanie najtrudniejsze są finałowe 3 kilometry wspinaczki.

W kanapce z dwóch wzniesień HC znalazł się Hourquette d’Ancizan (8,2 km, śr. 5,1%), co jest ciekawym wyborem w kontekście przebiegającej równolegle trasy przez Col d’Aspin. Bardziej kameralny wariant w liczbach wypada blado, ale głównie za sprawą znajdującego się tuż za półmetkiem zjazdu i wypłaszczenia, a boczny charakter prowadzącej tamtędy drogi dołoży dodatkowych wyzwań do stale zmieniającego się nachylenia.

Finał sobotniego odcinka to stacja narciarska Saint-Lary-Soulan i Pla d’Adet (10,6 km, śr. 7,9%), gdzie Tour de France powraca po dziesięcioletniej przerwie. Pierwsze 3 kilometry wspinaczki są tak trudne, że selekcja właściwie przeprowadza się sama, a sprawę dodatkowo komplikuje ekslozycja wzniesienia, na którym wyjątkowo trudno jest osłonić się przed słońcem. Dziś większość uczestników wyścigu ucieszy wieść o umiarkowanych temperaturze i zachmurzeniu. Po 7 kilometrach robi się zupełnie płasko i widać już zabudowania stacji narciarskiej, których styl ponownie wraca do łask, ale na ostatnim odcinku gradient ponownie wzrasta powyżej 7%. Łagodniej robi się na finałowych kilkuset metrach.

Oto, co na temat 14. etapu 111. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 14, 13 lipca: Pau > Pla d’Adet / Saint-Lary-Soulan (151,9 km | 4043 m)

Na trzeci weekend Wielkiej Pętli przypada blok górskich etapów w Pirenejach, który otworzy treściwy odcinek z Col du Tourmalet (19,0 km, śr. 7,4%), Hourquette d’Ancizan (8,2 km, śr. 5,1%) i Pla d’Adet (10,6 km, śr. 7,9%) w rolach głównych. Tego ostatniego polskim kibicom przypominać nie trzeba, jednak warto podkreślić, że to jeden z podjazdów którym liczby nie czynią należnej sprawiedliwości, To paskudna bestia, szczególnie w upalne dni – pirenejski odpowiednik Joux Plane.

Pogoda

Temperatura powietrza do 22 stopni w najcieplejszym momencie dnia (na wysokości Saint-Lary-Soulan), na szczycie Tourmalet do 13 stopni. Brak prognozowanych opadów deszczu, wiatr słaby, o zmiennym kierunku.

Faworyci

To wystarczająco trudny etap, by za jego pomocą doprowadzić do przetasowań w klasyfikacji generalnej 111. edycji Tour de France. Kontekst, jaki tworzą aktualny układ sił i perspektywa jeszcze trudniejszego odcinka przypadającego na niedzielę, może jednak sugerować, że rywalizacja ta zostanie zepchnięta na drugi plan.

Jednocześnie powodzenie ucieczki dnia będzie silnie uzależnione od woli drużyn dominujących w peletonie, ponieważ pierwsza połowa sobotniego etapu zupełnie nie sprzyja oderwaniu się właściwej grupy zawodników – czyli takiej z mocnymi góralami. Konieczne będzie wsparcie ze strony bardziej wszechstronnych kolarzy, a wówczas mówimy już o licznym odjeździe.

Rytm ucieczkom stara się nadawać ekipa EF Education-EasyPost, dlatego również w sobotę możemy spodziewać się dużej aktywności ze strony jej zawodników. W kontekście walki o etapowe zwycięstwo, pierwszym i drugim wyborem powinni być odpowiednio Richard Carapaz i Ben Healy, wspierani przez Stefana Bisseggera, Alberto Bettiola i Rui Costę. Dotąd świetną robotę wykonywał też Neilson Powless, ale Amerykanin może być chory.

Z bardzo udanego dla Francuzów Touru szybko powinna coś uszczknąć Groupama-FDJ, która pomimo atrakcyjnego składu i bardzo aktywnej jazdy na wielu etapach, na razie ustępuje pod względem wymiernych sukcesów Arkei-B&B Hotels i TotalEnergies. W Pirenejach o poprawę tej sytuacji walczyć powinni David Gaudu i Lenny Martinez, choć nie wykluczam dobrego występu preferującego nieco mniejsze górki, ale lepiej dysponowanego Romaine Gregoire’e.

Do roboty powinni się też zabrać kolarze Bahrain-Victorious, bo obrona 12. miejsca w generalce Santiago Buitrago nie może być jedynym celem drużyny World Touru na taki wyścig. Na ich nieszczęście wcześnie wypadł z rywalizacji Pello Bilbao, a zazwyczaj łatający dziury w scenariuszu Matej Mohorič wydaje się zupełnie bez formy, dlatego większą odpowiedzialność powinni wziąć na siebie Wout Poels i Jack Haig.

Po tym, jak z “wielkiej czwórki” zrobiła się trójka, wolną rękę najprawdopodobniej dostanie Jai Hindley (Red Bull-BORA-hansgrohe), a finałowy podjazd doskonale wpisuje się w preferencje Australijczyka. Nowy sponsor na pewno oczekuje ekspozycji wykraczającej poza rozdartą koszulkę i spodenki.

Spośród wielu zawodników potencjalnie chętnych do wzięcia udziału w sobotniej ucieczce, walczyć o zwycięstwo na Pla d’Adet powinni być w stanie Simon Yates (Jayco AlUla), Romain Bardet, Oscar Onley (dsm-firmenich PostNL), Oier Lazkano (Movistar), Louis Meintjes (Intermarche-Wanty), Cristian Rodriguez (Arkea-B&B Hotels), Chris Harper (Jayco AlUla) czy Tom Pidcock (INEOS Grenadiers). Na papierze pasują również Giulio Ciccone (Lidl-Trek) i Derek Gee (Israel-Premier Tech), ale ze względu na zajmowane przez nich pozycje w klasyfikacji generalnej, ze zgodą na ich odjazd może być problem.

Do pojedynku pomiędzy Jonasem Vingegaardem (Visma | Lease a Bike) a Tadejem Pogačarem (UAE Team Emirates) na pewno dojdzie, niezależnie od tego, na którym planie się on rozegra. Drużyna z Emiratów sugeruje bardziej pasywną jazdą, ale deklaracji żadnej ze stron na tym etapie nie warto wierzyć. Ekipa Visma LAB na pewno będzie chciała sprawdzić, czy wydarzenia z ostatniej środy były pierwszą oznaką zmiany w układzie sił, a w przeszłości próbowali oni atakować Słoweńca na Tourmalet (wtedy bez powodzenia), ale w tej edycji Tour de France mają przeciwko sobie znacznie mocniejszy kolektyw.

Broniący tytułu Duńczyk twierdzi, że dziś znajdzie się w lepiej odpowiadającym mu terenie, ale ten etap to jeszcze ziemia niczyja, gdzieś pomiędzy preferowanym przez niego wielogodzinnym wysiłkiem w wysokich górach, a krótszymi i bardziej stromymi końcówkami, na których zazwyczaj błyszczy Pogačar. Może więc dojść zarówno do pasywnego obserwowania siebie nawzajem, jak i otwartego pojedynku na noże, którego rezultat trudno jest z góry przewidzieć.


Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułTour de France 2024: Klasyfikacja generalna przed etapami w Pirenejach
Następny artykułTour de France 2024: Maxim Van Gils nie zgadza się z wysoką karą za spowodowanie kraksy
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
13 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcin
Marcin

Bardzo nierzetelny materiał. 3 poważne błędy.

Jakub Jarosz
Editor
Jakub Jarosz
Reply to  Marcin

Ma Pan świadomość, że pisząc taki komentarz nie wnosi Pan zupełnie nic? Jest krytyka, ale bez wskazania tych „poważnych błędów” ani nie można zweryfikować czy faktycznie one są w tekście, ani ewentualnie ich poprawić.

Grzesiek
Grzesiek

Pidcock’a mozna już wykreślić z listy.

Marcin
Marcin

1. Barierę 2000 m n.p.m. już złamano – Col du Galibier.
2. Wariant zachodni od Luz Saint Sauveur jest ikoniczny i znacznie trudniejszy od Sainte Marie dr Campan, które to osobiście podjeżdżałem, ale o ich trudności nie decyduje moje odczucie, a twarde parametry dostępne na wielu stronach internetowych.
3. Pla d’Adet było na trasie w 2018 roku jako część finałowego podjazdu, wygranego wtedy chyba prze Quintanę.
Pozdrawiam.

Michał
Michał

Bardzo fajnie napisany artykuł, lekkie pióro w cenie 😉

Marcin
Marcin

Odpisałem na Pana zarzuty. Wskazałem 3 błędy. Dlaczego nie opublikujecie mojego wpisu.
Pozdrawiam

Jakub Jarosz
Editor
Jakub Jarosz
Reply to  Marcin

Pana komentarz jest opublikowany – Pan wybaczy, że nie odświeżam co minutę strony by sprawdzić czy nie pojawiło się coś nowego, ale Naszosie.pl nie jest moją podstawową pracą i mam też inne zajęcia w życiu.

Marcin
Marcin

Mnie na etapie tym wyszło max 3600 metrów przewyższenia. Czy organizatorzy podający te wartości liczą że odcinek długości 1 km z 5 podjazdami o 1 metr w pionie i tyleż zjazdami o 1 metr w pionie, ma 5 metrów przewyższenia? Na tych etapach nie ma odcinków góra-dół dlatego większość alpejskich i pirenejskich deniwelacji należy przyjąć z przymróżeniem oka.

Marcin
Marcin

Panie Januszu. Nie mam Panu co wybaczać :-). Rozumiem wyjaśnienie i przepraszam, że pomyślałem, że mój wysiłek poszedł na marne i nie zostanie opublikowany. Pozdrawiam.

Jack
Jack

2000m już złamano w tym roku na Galibier, ale jak mniemam intencją autorki było wspomnieć fakt, że Tourmalet to miejsce gdzie wiele lat temu, pierwszy raz w historii TdF ta bariera została pokonana.
Wspomniany przez Ciebie etap wygrany przez Nairo, kończył się na Col du Portet, te dwa podjazdy częściowo się pokrywają ale w środkowej części jest rozwidlenie, więc nie można powiedzieć że jeden jest częścią drugiego.

Marcin
Marcin

Jack, dziękuję za wyjaśnienie w kwestii „2000”, przyznam, że 2 razy czytałem tekst i tego nie wyłapałem. Prawdą jest że pierwszy raz barierę 2000 metrów pokonano w TdF w Pirenejach i na Tourmalet. Kiedyś był o tym świetny artykuł, jak wspólnik dyrektora wyścigu w śniegu po kolana po rekonesansie przełęczy poszedł wysłać telegram, że Tourmalet jak najbardziej powinno znaleźć się na trasie Wielkiej Pętli. Pozdrawiam

Marcin
Marcin

A tymczasem na etapie jadą godzinę, średnia 50,3 km/h i w tym czasie 454 metrów przewyższenia. Za Armstronga tego nie było.

Grzesiek
Grzesiek

Covid 🙂 szaleje w peletonie.
Thomas chory, w Quick Stepie też chorzy.
Wyścig wygra ten który nie zachoruje.

Na Eurosport UK Vaughters chwali Kwiato, że były mistrz świata, kawał kolarza i w zeszłym roku wygrał na Colombiere.
Dlaczego miałby nie wygrać dziś.

Widzieliście plotki o Remco?
Mógł podpisać kontrakt z Red Bull Bora Hansgrohe.