fot. Q36.5 Pro Cycling Team

Metę 121. Paryż-Roubaix przecięło w sumie 128 zawodników. Ostatnia osiemnastka co prawda nie zobaczy lokaty przy swoim nazwisku z powodu przekroczenia limitu czasu, ale z pewnością wjazd na welodrom w Roubaix był dla nich nagrodą za wielki wysiłek. Jako ostatni uczynił to Cyrus Monk, który postanowił podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat Piekła Północy.

Organizatorzy Paryż-Roubaix mają bardzo specyficzne podejście do kwestii ukończenia swojego wyścigu. Z jednej strony w regulaminie zapisany jest bardzo restrykcyjny limit czasu wynoszący ledwie 8% rezultatu zwycięzcy, z drugiej jednak meta nie jest zamykana jeszcze przez długi czas pozwalając zawodnikom na dotarcie na welodrom i ukończenie zawodów z adnotacją „poza limitem czasu”. W przeszłości głośno było chociażby o Evaldasie Šiškevičiusie, który do Roubaix dojechał tak późno, że otwierano dla niego bramy zamkniętego już welodromu, albowiem Litwin rok później zajął miejsce w czołowej „10”.

W tym roku tym ostatnim zawodnikiem był Cyrus Monk. 27-letni Australijczyk z Q36.5 Pro Cycling Team dotarł na metę 48 minut i 18 sekund po Mathieu van der Poelu i przeszło 5 minut po jakimkolwiek innym kolarzu, ale z pewnością sam fakt ukończenia zmagań zapadnie w jego pamięci. To pierwszy monument w jego karierze, w którym udało mu się dotrzeć do końca – nowym wyzwaniem jest teraz zrobienie tego w limicie czasu.

To był piekielny dzień. Na pierwszym brukowanym odcinku dnia złapałem gumę. Wróciłem do grupy, po czym zaliczyłem dwa defekty w Lasku Arenberg. Myślę, że Paryż-Roubaix jest jak Igrzyska Śmierci. Każdy chce tylko widzieć, jak cierpimy. Każdy sektor jest jak wybuch armaty, to miejsce, w którym ktoś umiera. Dla mnie śmierć nastąpiła już na pierwszym odcinku, po którym czekało mnie jeszcze 29 piekielnych sektorów

— podsumował zmagania Cyrus Monk.

W gronie osiemnastu kolarzy, którym nie udało się zmieścić w limicie czasu znaleźli się także m.in. pracujący przez długie kilometry na czele pierwszej grupy Oscar Riesebeek (Alpecin-Deceuninck) czy poszkodowany w kraksie najmłodszy uczestnik 121. Paryż-Roubaix, ledwie 18-letni Andrew August (INEOS Grenadiers).

Poprzedni artykułTeam Visma | Lease a Bike ogłosiło jeszcze jeden uraz Wouta van Aerta
Następny artykułParyż-Roubaix 2024: Kibicka próbowała przewrócić Mathieu van der Poela [wideo]
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Tiger Bonzo
Tiger Bonzo

Po co on w ogóle jechał?

Jacek
Jacek

Brawo, Twardzielu!