Felicity Wilson-Haffenden (Australia/Lidl-Trek) to wybitna specjalistka od jazdy indywidualnej na czas, a swoje umiejętności potwierdziła w Montrealu, zdobywając dla swojego kraju złoty medal w rywalizacji orliczek. Australijka opowiedziała na mecie o swoim marzeniu oraz planach na przyszłość.
Nie da się ukryć, że na trasie jazdy indywidualnej na czas Felicity Wilson-Haffenden była jedną z głównych faworytek do złotego medalu. Reprezentantka Australii poradziła sobie z presją i jeszcze raz potwierdziła swoje niesamowite umiejętności w tej specjalności.
Felicity przystąpiła do poniedziałkowej czasówki w bardzo dobrym humorze, ponieważ kilka dni temu zajęła wysoką 2. lokatę w próbie generalnej, a konkretniej w Chrono Féminin de Gatineau, ustępując jedynie Marlen Reusser (Szwajcaria/Movistar Team), która w Montrealu obroniła tytuł mistrzyni świata w jeździe indywidualnej na czas w rywalizacji elity. Warto jednak podkreślić, że w tym sezonie Wilson-Haffenden zanotowała więcej dobrych wyników. Mowa tutaj o 3. lokacie w generalce Baloise Ladies Tour (po drodze była 2. na czasówce oraz 4. w prologu) oraz o tytule mistrzyni Australii w jeździe indywidualnej na czas. Teraz Felicity zdobyła złoto w Montrealu, w zmaganiach orliczek. Jej plany na przyszłość są jednak jasno sprecyzowane. Australijka marzy o tytule mistrzyni świata w elicie, a donosi nam o tym WielerFlits.
Gdy dotarłam do nawrotu, poczułam wiatr wiejący w twarz i pomyślałam: ojej, przede mną jeszcze długa droga [śmiech – przyp. red.]. Wiedziałam, że na ostatnich kilometrach muszę walczyć i wykrzesać z siebie absolutnie wszystko. Te ostatnie kilkaset metrów ciągnęło się w nieskończoność. Widzisz już linię mety, ale przed tobą wciąż minuta cierpienia. Czułam, że moje nogi są całkowicie puste, ale na szczęście starczyło mi siły woli. Jestem przeszczęśliwa […] W pierwszej części wiatr sprzyjał, a w ferworze emocji łatwo jest zacząć za szybko. W drodze powrotnej naprawdę walczyłam ze sobą. Czasem próbowałam oszczędzać nogi, mając na uwadze trudną końcówkę. Jechałam na granicy możliwości, ale nigdy jej nie przekroczyłam. Zaczęłam uprawiać kolarstwo dość późno, więc to, że siedzę tu teraz z trzema tytułami mistrzyni świata na koncie, to coś o czym nigdy nawet nie śmiałam marzyć. Jestem głodna kolejnych sukcesów i z pewnością będę walczyć o następne tytuły. Mam nadzieję, że pewnego dnia zostanę mistrzynią świata w elicie
– powiedziała szczęśliwa Felicity Wilson-Haffenden.
Wspominając o trzech tytułach mistrzyni świata, Australijka mówiła tutaj o jej złotym medalu w jeździe na czas orliczek z Montrealu (2026), ale też o złotym krążku w jeździe na czas juniorek z 2023 roku oraz o złotym medalu w sztafecie mieszanej z 2025 roku.
Jeśli chodzi o tegoroczne mistrzostwa świata, Felicity Wilson-Haffenden ma się jeszcze zaprezentować zarówno w sztafecie mieszanej (22 września), jak i w wyścigu ze startu wspólnego orliczek (24 września).
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
- Zapowiedź całego czempionatu
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity kobiet
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas elity mężczyzn
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas orliczek
- Skład reprezentacji Polski
- Klasyfikacja medalowa
- Wszystkie artykuły









