Czy można wygrać wyścig i nie być zadowolonym ze swojej dyspozycji? Wygląda na to, że tak, albowiem Isaac del Toro po triumfie w Grand Prix Cycliste de Montréal dość sceptycznie wypowiadał się na temat swojej własnej formy. Nie można jednak wykluczyć, że była to tylko zasłona dymna ze strony Meksykanina przed zbliżającym się światowym czempionatem.
15. edycja Grand Prix Cycliste de Montréal była szczególną w historii tego wyścigu – tym razem zmagania toczyły się bowiem nie tylko o triumf na poziomie UCI World Tour, ale i psychologiczną przewagę przed Mistrzostwami Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026, podczas których kolarze będą rywalizowali na bardzo zbliżonej trasie do tej, jaką oglądaliśmy podczas kanadyjskiej jednodniówki. Gwiazdy światowego peletonu zameldowały się zatem bardzo licznie na starcie, a w ich pojedynku górą był Isaac del Toro. Kolarz UAE Team Emirates-XRG zamiast jednak prężyć po zwycięstwie muskuły przed konkurentami, wyszedł do dziennikarzy i powiedział, że nie jest zadowolony ze swojej obecnej dyspozycji. To wprawiło wiele zgromadzonych na konferencji osób w konsternację, choć jak się dłużej wczytać w słowa Meksykanina, to te mogą mieć sporo sensu.
Już w piątek podczas Grand Prix Quebecu było widać, że nie jestem w optymalnej dyspozycji. W niedzielę też nie czułem się najlepiej. Szczerze mówiąc, czegoś mi brakowało. Po prostu pojechaliśmy tu dobrze jako drużyna. Staraliśmy się rozpocząć finał z kilkoma zawodnikami w czołówce i wszyscy w naszym zespole byli bardzo silni. Brandon McNulty pojechał z Quinnem Simmonsem, a ja starałem się podążać za nimi za kolejnymi akcjami. Ostatecznie to właśnie zagrało. Zespół dał mi tą możliwość walki o zwycięstwo. Jestem bardzo szczęśliwy, że mam ich wokół siebie. Bardzo mnie wspierają. To zwycięstwo jest ich zasługą
— mówił Isaac del Toro po zwycięstwie w Grand Prix Cycliste de Montréal.
Czy taka wypowiedź może być zasłoną dymną przed Mistrzostwami Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026? Teoretycznie tak można by ją traktować, ale wówczas kolejne słowa Meksykanina nie miałyby sensu. Ten bowiem, choć obecnie podważa swoją formę, wciąż wierzy, że ta może jeszcze ulec poprawie i liczy, że będzie w stanie walczyć o najwyższe cele za 2 tygodnie.
Wiele może się zmienić w ciągu dwóch tygodni. Możesz zachorować albo nagle poczuć się nie najlepiej. Ostatecznie jesteśmy tylko ludźmi. Nie każdy dzień może być wspaniały. Zawsze staram się dawać z siebie wszystko, ale czasem bywa ciężko. Tak było tutaj, ale w zespole przypomniano mi, bym całą moją niepewność schował do kieszeni i po prostu jechał. Nie wiem dokładnie, co się wtedy stało. Czasami po prostu wyłączam się na chwilę i staram się zrobić to, co uważam za najmądrzejsze. Z roku na rok zauważam, że moje ciało lepiej radzi sobie z presją. To sprawia, że nawet jeśli osobiście nie mam do dyspozycji jednej z najsilniejszych reprezentacji, mogę być konkurencyjny i sam kreować sytuacje. Przede wszystkim liczę na dobre nogi i dobrą atmosferę. Jeśli uda mi się znaleźć w dobrej pozycji, spróbuję zostawić swój ślad na trasie. Nie powiem jednak, że jestem faworytem. Teraz wygrałem, ale Mistrzostwa Świata to zupełnie inne ściganie. Zobaczymy co będzie za 2 tygodnie
— tłumaczył dziennikarzom Isaac del Toro.
Nim jednak kolarz UAE Team Emirates-XRG powalczy o złoty medal w wyścigu ze startu wspólnego (27.09), czeka go jeszcze przetarcie podczas jazdy indywidualnej na czas (20.09), w której również będzie należał do grona kandydatów do wysokich pozycji – rok temu w tej specjalności Isaac del Toro zajął 5. miejsce w Kigali. 22-latek ominie za to drużynową sztafetę, choć tym razem Meksyk wystawi w niej swoją reprezentację.









