fot. Soudal Quick-Step Pro Cycling Team

Powoli wyłania nam się hierarchia pomiędzy najlepszymi sprinterami obecnymi na starcie 109. edycji Giro d’Italia. Po raz drugi z etapowego triumfu cieszyć mógł się Paul Magnier, który tym razem dość nieznacznie pokonał Jonathana Milana i Dylana Groenewegena. Francuz nie krył swojego zadowolenia, jego rywale zaś musieli przełknąć gorycz porażki.

Na zakończenie bułgarskiego Grande Partenza 109. edycji Giro d’Italia na kolarzy czekał etap z metą w Sofii. Ten, zgodnie z przewidywaniami, zakończył się finiszem z dużego peletonu, który wygrał jadący w cyklamenowej koszulce, w właściwie w całym stroju tego koloru Paul Magnier (Soudal Quick-Step). 22-letni Francuz ma tym samym po trzech dniach rywalizacji już 2 zwycięstwa etapowe w swoim dorobku i może z wielką radością spoglądać w stronę włoskiej części pierwszego z tegorocznych wielkich tourów.

Marzyłem o tym i moim celem było ponowne sięgniecie po zwycięstwo na etapie. Zespół wykonał dziś świetną robotę, kontrolowaliśmy odjazd i na ostatnich kilometrach zajęliśmy dobrą pozycję w peletonie. Potem został finisz. W pierwszej chwili nie byłem pewien, czy wygrałem. Na szczęście po chwili przyszła informacja, że to ja byłem górą. Jestem teraz taki szczęśliwy.  Tym samym udowodniłem, że mogę rywalizować z najlepszymi sprinterami na świecie. Staram się teraz cieszyć tą chwilą. Nie chcę jeszcze myśleć o kolejnych szansach. Po pierwsze, lecimy do Włoch i póki co będziemy cieszyć się tym drugim zwycięstwem. Jak już będziemy na miejscu, to znów weźmiemy się za analizy i dalszą pracę nad kolejnymi wygranymi

— opowiadał na gorąco Paul Magnier.

Po 4. miejscu na 1. etapie, tym razem Jonathan Milan (Lidl-Trek) zajął 2. pozycję. Włoch, któremu podczas premierowego odcinka nieco zabrakło pomocy, przez co ten został przymknięty, tym razem nie mógł narzekać na pracę wykonaną przez swoich kolegów. Mimo to ponownie górą był jego rywal, który zaczyna budować całkiem pokaźną przewagę w klasyfikacji punktowej.

Poprawiliśmy się nieco w porównaniu z 1. dniem – dziś wykonaliśmy dobrą pracę zespołową. Zrobiliśmy to, co zaplanowaliśmy, a jedynie ja ruszyłem może trochę za wcześnie, bo myślałem, że zakręt jest bliżej mety i że moi rywale nie będą mnie już w stanie dogonić. Prawdopodobnie trochę poniosło mnie przez to ogromne pragnienie zwycięstwa, które we mnie siedzi. Szkoda, było blisko, ale na pewno nie zniechęcę się dotychczasowymi wynikami. Chcę się odbić, wygrywać i dobrze się bawić. Najważniejsze, że czuję się coraz lepiej z dnia na dzień

— mówił Jonathan Milan cytowany przez TuttoBiciWeb.

Bardzo wymowny był za to wywiad z Dylanem Groenewegenem, który podczas rozmowy przed telewizyjną kamerą słyszał w tle, jak Paul Magnier i jego koledzy z Soudal Quick-Step celebrują zwycięstwo. 32-letni Holender, który podczas 1. etapu był mocno poturbowany w kraksie na finiszu, tym razem otarł się o wygraną zajmując 3. miejsce. To jednak nie zaspokoiło jego ambicji.

Od razu wiedziałem, że nie wygrałem. Dla telewidzów zapewne nie było to aż tak oczywiste, wiem, że czekano na fotofinisz. Eh. Byłem szybki, ale ruszyłem za późno. Żałuję też wyniku, bo zespół wykonał dziś świetną robotę. To, co nieco zawiodło podczas 1. etapu, teraz zostało poprawione. To ja popełniłem błąd. Powinienem był po prostu ruszyć nieco wcześniej wcześniej. Głupi błąd. Czy patrzę na ten wynik inaczej zważywszy na to, że jeszcze 2 dni temu byłem poważnie poturbowany? Nie, nie jestem zadowolony. Przyjechaliśmy po zwycięstwo. Oczywiście, że się rozbiłem i czuję tego skutki, ale to się zdarza w wyścigu. Słyszycie to? [Holender nawiązał tu do celebracji Magniera i kolegów – przyp. red.] Tego właśnie życzę mojej drużynie. To możliwe, ale następnym razem. Dzisiaj, było blisko, co na pewno daje nadzieję

— komentował swój wynik Dylan Groenewegen.

Na kolejną okazję do walki sprinterzy najprawdopodobniej poczekają aż do czwartku. Jutro podczas Giro d’Italia mamy bowiem dzień przerwy, wtorkowy etap zawiera za półmetkiem wspinaczkę na Cozzo Tunno (14,4 km; 5,9%), w środę zaś peleton wjedzie na niemal 1500 metrów nad poziom morza. Najszybsi w stawce wypatrują zatem Neapolu, gdzie też nie będzie zupełnie prosto – w finale znalazło się bowiem miejsce dla brukowanego podjazdu o długości 400 metrów i średnim nachyleniu 4,8%.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułTro-Bro Léon 2026: Filippo Fiorelli z życiowym sukcesem
Następny artykułMedia: Iván Romeo zostanie w Movistar Team do 2030 roku
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze