Cóż to był za wyścig! Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike) okazał się najlepszy na trasie tegorocznego Paryż-Roubaix. Po drodze byliśmy jednak świadkami licznych zdarzeń, najczęściej bardzo pechowych. Dotknęły one wszystkich głównych faworytów, choć najwięcej czasu stracił na tym 4. na mecie Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech). Co do powiedzenia mieli na mecie Belg, Holender oraz drugi na kresce Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG)? Sprawdźmy!
Wout van Aert to kolarz, któremu wiele osób kibicuje z jednego prostego względu – belgijski zawodnik bardzo często w kolarskim życiu miał pecha i wiele razy musiał odkładać marzenia na kolejny rok. Tym razem prawie wszystko poszło po jego myśli, choć po drodze również napotkał na pewne przeszkody. Ostatecznie okazał się jednak najlepszy na welodromie w Roubaix, z czego był niezwykle zadowolony. Dla Van Aerta ten wyścig jest czymś szczególnym, o czym Belg opowiedział na mecie. Zwycięstwo zadedykował swojemu zmarłemu koledze. Informuje nas o tym WielerFlits.
Za pierwszym razem, gdy tu jechałem, straciłem mojego kolegę z zespołu, Michaela Goolaertsa [Goolaerts zmarł w 2018 roku, na trasie Paryż-Roubaix doszło u niego do zatrzymania akcji serca, Van Aert i Goolaerts reprezentowali wtedy barwy Vérandas Willems-Crelan – przyp. red.]. Od tamtej pory moim celem było tutaj wygrać i wskazać palcem na niebo. To dla mnie wszystko. To zwycięstwo jest dla Michaela, a zwłaszcza dla jego rodziny i sztabu, dla wszystkich moich kolegów z poprzedniego zespołu. To był bardzo trudny wyścig. Miałem tu tyle pecha i nawet dzisiaj szczęście nie zawsze było po mojej stronie. Wreszcie otrzymałem nagrodę. Nie ma nic lepszego, niż wjechać na metę z mistrzem świata. Naprawdę mi to utrudnił, ale trzymałem się swojego planu. Tyle razy przejechałem ten sprint w wyobraźni. Najtrudniejsze było dla mnie dotarcie na welodrom. Pogačar często przyspieszał i byłem na granicy wytrzymałości. To moje dzieło życia. Bliscy mi ludzie wiedzą, jak musiałem się pozbierać. Czasami przestawałem wierzyć, ale zawsze się podnosiłem
– mówi Wout van Aert.
Jak to wyglądało z perspektywy Tadeja Pogačara? Słoweniec był bardzo bliski wymarzonego zwycięstwa i sięgnięcia po swój trzeci monument w sezonie 2026, ale ostatecznie musiał uznać wyższość Van Aerta. Pogačar dawał z siebie wszystko, często przyspieszał i szukał swojej szansy, a po drodze również musiał się mierzyć z mechanicznymi problemami. Skończyło się drugim miejscem. Kolarz UAE Team Emirates-XRG podszedł do tego bardzo profesjonalnie, o czym donosi WielerFlits.
To prawda, że dziś nie miałem szczęścia, ale myślę, że wszyscy mieli sporo pecha – z tymi przebitymi oponami. Trzy razy miałem przebitą oponę i trzy razy musiałem zmieniać rower. Nie było to idealne, ale miałem mocną drużynę, która pomogła mi wrócić do czołówki. Byłem tym jednak trochę zmęczony. Kiedy jechałem z Woutem, nie miałem już świeżości w nogach, by zdołać go zerwać na bruku. Wkrótce zrozumiałem, że to niemożliwa misja. Na koniec dałem z siebie wszystko, ale to on wygrał. Trudno go prześcignąć. Kiedy zaatakował [wcześniej, w decydującej akcji, gdy ta dwójka zgubiła swoich rywali – przyp. red.], to pomyślałem, że uda mi się go powstrzymać. Potem jeździł bardzo mądrze. Pracę podzieliliśmy całkiem dobrze […] Wciąż liczyłem na sprint, ale gdy go zacząłem, nogi miałem jak spaghetti. W tej chwili wydaje mi się, że wygrana tutaj jest najtrudniejsza. Przed San Remo mówiłem o San Remo, ale teraz, gdy po raz drugi jestem drugi… To dopiero mój drugi raz tutaj, więc musimy dać temu czas
– powiedział Słoweniec.
Wydaje się, że największym pechowcem podczas niedzielnego wyścigu był jednak Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech), który mimo sporych strat dzielnie walczył o dogonienie czołówki [w bardzo ważnym momencie dwa razy musiał zmieniać rower – przyp. red.]. Ta misja nie zakończyła się powodzeniem, ale Holender uplasował się na wysokiej 4. pozycji. Mathieu opowiedział o wszystkim w rozmowie z Eurosportem.
Miałem dwie przebite opony. Miałem ponad dwie minuty straty. Wtedy wiesz, że wyścig się skończył. Jak to się stało, że złapałem gumę? Tak jak zdarza się to innym ludziom, którzy łapią gumę na brukowanym odcinku. Nie planowałem przejąć roweru Jaspera [Jaspera Philipsena – przyp. red.], ale myślę, że źle się z tym czuł i dał mi swój rower. Chciałem wyjechać nim z lasu, ale było to niemożliwe. Potem znowu wziąłem swój rower, bo Tibor dał mi koło [Tibor Del Grosso – przyp. red.], ale znowu złapałem gumę i wiedziałem, że to koniec. Szczerze mówiąc, nie bardzo wierzyłem już, że wygram. Zmarnowałem tyle sił, aby wrócić do grupy. To niewiarygodne, że wciąż mogłem walczyć o miejsce na podium
– opowiadał Mathieu van der Poel.










Tadek bredzi, fani już zdecydowali, że wcale się „dobrze” nie podzielili pracą.
Paryż-Roubaix jest jak 24h Le Mans, częściej to wyścig wybiera sobie zwycięzcę, a ten wyjątkowo sprawiedliwie przyznawał zawodnikom odrobiny szczęścia i pecha. Van Aert najbardziej zapracował na zwycięstwo i najbardziej na to zasłużył przez ostatnie lata. Pogačar ma jeszcze czas na wygraną, więc wyścig nie chciał się go szybko pozbywać i postanowił nie dać mu wygrać motywując do kolejnych startów. Stuyven tyle razy był blisko podium, że wyścig w końcu ciężką pracę mu wynagrodził..
Wiedzialem,ze amstrong 2 nie wygra.
Oglądałem wyścig bogaczaar jechał cały czas pierwszy przez 40 km ten frajer Wcale mu nie dawał zmian i kiwał głową że nie ma siły raptem wróciły musimy przy samym finiszu draństwo po prostu pogaczar przegrał bo nie było terenu górzystego gdy będą wzniesienia zostawi ich wszystkich daleko w tyle
Grzegorz, jeżeli naprawdę oglądałeś wyścig, to znaczy, że zwyczajnie kłamiesz. Nawet Tadek temu przeczy (+ to co wszyscy widzieliśmy w TV) a fanboje dalej swoje…
Ale czekałem już wczoraj (można sprawdzić) na komentarz fanboja w stylu „zapraszamy na [przysłowiowy] TdF i tam Tadek wszystkich rozwali” no i doczekałem się ;).
Ludzie leczą kompleksy, bo jakiś magik „przegrał” wyścig. Drugie miejsce to wielkie osiągnięcie na Paris-Roubaix, gratulację dla Wouta za wygraną. Wout jechał typową taktyczną jazdę Vismy, zmian dawał „wystarczająco”, jak sam Tadej powiedział. Można się czepiać, ale nie przesadzajmy… Już po ostatnim trudnym bruku było wiadomo jak się skończy.