4. etap Paryż-Nicea 2026 upłynął pod znakiem chaosu, kraks oraz kiepskiej pogody. W tych trudnych warunkach najlepiej poradził sobie Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike), który dzięki zwycięstwu etapowemu objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
Dla Duńczyka trwający wyścig Paryż-Nicea jest pierwszym startem w obecnym sezonie. Na zwycięstwo czekał od zakończenia Vuelta a España, kiedy to triumfował w klasyfikacji generalnej. 29-latek bez ogródek stwierdził, że etap był istnym szaleństwem.
Spodziewaliśmy się szalonego dnia, ale nie aż tak szalonego. Mieliśmy plan, chcieliśmy zaatakować na przedostatnim podjeździe, ale od samego początku to był wyścig na całego. Nie było nawet czasu, żeby zdjąć spodnie, dlatego wjechałem na metę w długich nogawkach. Wiał mocny wiatr od samego startu. Niektórzy kolarze zostali w tyle. Później wielu zmarzło. Ja nie zmarzłem, bo miałem na sobie dużo ubrań. Być może dlatego nie mogłem ich wszystkich zdjąć. W tym całym zamieszaniu dużą rolę odegrał też deszcz.
W dalszej części wywiadu udzielonego po wygranym etapie, Jonas Vingegaard nie krył zadowolenia z takiego obrotu sprawy, wspominając trudny, ubiegłoroczny wyścig, z którego musiał wycofać się jako lider imprezy.
W zeszłym roku musiałem zrezygnować z wyścigu. Rozbiłem się z koszulką lidera na ramionach. Powrót i wygranie etapu – moje pierwsze indywidualne zwycięstwo w Paryż-Nicea – i rozpoczęcie sezonu w ten sposób to coś fantastycznego
— zakończył dwukrotny triumfator Tour de France.








