fot. Tirreno-Adriatico

Przed nami 61. edycja Tirreno-Adriatico. Włoska impreza, znana pod przydomkiem „Wyścig Dwóch Mórz„, ponownie przyciągnęła na start całą plejadę gwiazd światowego peletonu, co zwiastuje naprawdę ciekawe ściganie. Jednocześnie organizatorzy przygotowali dość specyficzną trasę, która pozbawiona jest choćby jednego długiego podjazdu na ostatnich kilometrach. Kto w takim terenie zapewni sobie zwycięstwo?

Spośród wszystkich wyścigów wieloetapowych będących częścią UCI World Touru, Tirreno-Adriatico jest jedną z młodszych imprez – jej początek miał miejsce dopiero w 1966 roku, ale ta szybko wypracowała sobie pozycję zmagań, które są jednymi z najważniejszych spośród tych rozgrywanych późną zimą. Wystarczy napisać, że jedynie 4 spośród 15 etapówek najwyższej rangi są młodsze, a jednak dziś Tirreno-Adriatico wyprzedziło swoją renomą starsze imprezy pokroju Tour de Romandie, Tour de Suisse, Tour de Pologne, a zdaniem niektórych także Itzulia Basque Country czy nawet Volta a Catalunya. Włoskie zmagania, choć rozgrywane równolegle do Paryż-Nicea, rokrocznie przyciągają na start największe gwiazdy światowego peletonu, a triumf w tym wyścigu jest czymś bardzo prestiżowym, o czym świadczy zresztą lista zwycięzców.

Już w pierwszych latach istnienia tego wyścigu aż 6 wygranych z rzędu zanotował Roger De Vlaeminck (1972-77), który w ten sposób objął bardzo pewne prowadzenie w klasyfikacji wszech czasów. Wystarczy bowiem napisać, że nikomu innemu nie udało się triumfować w tej imprezie chociażby 3-krotnie – po 2 zwycięstwa mają w swoim dorobku za to takie gwiazdy jak Francesco Moser, Giuseppe Saronni, Tony Rominger, Rolf Sørensen, Nairo Quintana, Vincenzo Nibali, Tadej Pogačar oraz Primož Roglič. Ten ostatni zamelduje się w tym roku na starcie Tirreno-Adriatico, zatem przed kolarzem Red Bull – BORA – hansgrohe szansa na wysforowanie się na samodzielne 2. miejsce w tym zestawieniu.

Jeśli chodzi o wygrane etapowe, to i tu pewnym liderem jest Roger De Vlaeminck, który podczas włoskiego wyścigu triumfował aż 15-krotnie. 10 odcinków ma w swoim dorobku Óscar Freire, po 8 razy zaś ręce w geście zwycięstwa unosić mogli Giuseppe Saronni, Moreno Argentin i Alessandro Petacchi. Spośród aktywnych kolarzy najwięcej wygranych etapowych, konkretnie po 4, mają Primož Roglič, Jonathan Milan i Filippo Ganna – całą trójkę zobaczymy w tym roku na starcie i prawdopodobnie niejeden z nich powiększy swój dorobek, być może nawet o więcej niż jedną wygraną.

Jeśli chodzi o polską historię, to ta jest w tym wyścigu naprawdę bogata. W 2018 roku po zwycięstwo w klasyfikacji generalnej sięgnął bowiem Michał Kwiatkowski. Na podium z kolei meldowali się także Zenon Jaskuła (2. w 1990 roku) oraz Rafał Majka (3. w 2020 roku), zaś w czołowej „10” Polaka mogliśmy oglądać aż 8-krotnie – 3-krotnie czynił to wspomniany Michał Kwiatkowski, zaś po razie dołożyli jeszcze Zbigniew Spruch (5. w 1998 roku), Czesław Lang (4. w 1983 roku) i Przemysław Niemiec (9. w 2013 roku). Jeśli zaś chodzi o wygrane etapowe, to dwie zanotował Lech Piasecki, jedną zaś w swoim dorobku ma Czesław Lang – każdy z tych sukcesów miał miejsce podczas samotnej walki z czasem w latach 80′ XX wieku.

Trasa 61. Tirreno-Adriatico

1. etap (9.03, poniedziałek): Lido di Camaiore – Lido di Camaiore (11,5 km; ITT)

Już po raz 5. z rzędu wyścig Tirreno-Adriatico zainauguruje jazda indywidualna na czas w Lido di Camaiore. Jej trasa jest na tyle prosta, że można by ją przejechać z zamkniętymi oczami – po starcie na kolarzy czeka bowiem długa prosta, agrafka i powrót wzdłuż wybrzeża. Taki układ sprawia, że jest to niezwykle szybki odcinek, a ogromną rolę odgrywa nie tylko generowana moc, ale i aerodynamika.

2. etap (10.03, wtorek): Camaiore – San Gimignano (206 km)

We wtorek czeka nas dość spokojny etap, który przez ponad 100 kilometrów prowadzony będzie po zupełnie płaskich drogach. Może to jednak uśpić czujność kolarzy, na których czeka bardzo zdradliwa końcówka – finisz w San Gimignano to bowiem 1200 metrów o średnim nachyleniu 7,1%, które poprzedzi mocno pofałdowany, długi na 5,3 kilometra odcinek szutru. W finale bez wątpienia będzie się działo!

3. etap (11.03, środa): Cortona – Magliano de’ Marsi (221 km)

Kolejnego dnia organizatorzy przygotowali etap transferowy – jakże nieciekawie zapowiadające się 221 kilometrów dedykowane sprinterom. Jak dobrze, że to nie wielki tour, a transmisja nie będzie obejmowała pełnego dystansu, albowiem obejrzenie tego byłoby wyzwaniem wyłącznie dla najwytrwalszych fanów kolarstwa. Końcówkę warto będzie jednak obejrzeć, bo stawka sprinterów na starcie tegorocznego Tirreno-Adriatico jest naprawdę solidna.

4. etap (12.03, czwartek): Tagliacozzo – Martinsicuro (213 km)

Kolejny etap przywołuje ponownie odwołanie się do wielkich tourów – można bowiem odnieść wrażenie, że organizatorzy zapomnieli, że ich wyścig trwa tydzień, nie zaś trzy takowe. Czwartkowy odcinek to ponownie ponad 200 kilometrów, które wyglądają jak marzenie dla uciekinierów. Czy jednak podczas tak krótkiej imprezy można odpuścić odjazd? To wydaje się być wątpliwe, zatem prawdopodobnie czeka nas śledzenie tego, którzy szybcy kolarze przetrwają kolejno Ovindoli (11,9 km; 4,9%), Valico delle Capannelle (12.9 km; 4.5%), Castellalto (7,6 km; 4,5%) i wreszcie Tortoreto (1,5 km; 8,4%), by zafiniszować na ulicach Martinsicuro.

5. etap (13.03, piątek): Marotta-Mondolfo – Mombaroccio (184 km)

Zważywszy na brak jednego konkretnego, królewskiego etapu, walka o klasyfikację generalną powinna być w tym roku bardzo ciekawa, a kolejną jej areną może być piątkowy odcinek. Pokonywany 3-krotnie podjazd do Santuario Beato Sante (4,2 km; 6,2%) nie jest specjalnie ciężką wspinaczką, ale gdy faworyci muszą szukać zysków nad rywalami, to i takie hopki potrafią tworzyć prawdziwe widowisko.

6. etap (14.03, sobota): San Severino Marche – Camerino (188 km)

Organizatorzy bez wątpienia upodobali sobie 3-krotne pokonywanie podjazdów w drugiej części etapów, bowiem tyle samo razy na kolarzy czeka także Camerino (3 km; 8,8%). To bez wątpienia dużo cięższa wspinaczka, a zatem to na niej rozegra się kluczowa walka o triumf w całym wyścigu. Jakby tego było mało, kolarze wcześniej nieco zmęczą nogi przejeżdżając przez Sassotetto (13,1 km; 7,3%) – na tym etapie sezonu nawet taki podjazd może być dla kogoś pewną przeszkodą.

7. etap (15.03, niedziela): Civitanova Marche – San Benedetto del Tronto (142 km)

Na zakończenie 61. edycji Tirreno-Adriatico skierujemy się do San Benedetto del Tronto, gdzie planowo zobaczymy pojedynek sprinterów. Co prawda w historii zdarzało się już, że tych ubiegali uciekinierzy, ale patrząc na tegoroczną stawkę można się spodziewać, że jednak odjazd będzie pod kontrolą grup tych kolarzy, którzy chcieliby wygrać na zakończenie Wyścigu Dwóch Mórz.

Pogoda

Dziś na starcie mamy pełne słońce i zaledwie 13 stopni Celsjusza, ale w miarę rozgrywania wyścigu temperatura powinna nieznacznie wzrastać o osiągnąć mniej więcej 17 stopni Celsjusza w jego finale. Nie oznacza to jednak, że odczuwalnie będzie przyjemniej – bliżej weekendu mogą się bowiem pojawić przelotne deszcze. Spokojnie ma być jedynie w temacie wiatrów, albowiem te na całym dystansie wyścigu mają pozostać praktycznie niezauważalne.

Faworyci klasyfikacji generalnej

Choć zeszłoroczny triumfator, czyli Juan Ayuso, ani nie pojawił się na starcie, ani też nie reprezentuje już UAE Team Emirates – XRG, to jednak bliskowschodnia formacja staje przed sporą szansą na obronę tytułu. W jej szeregach zobaczymy bowiem w tym roku Isaaca del Toro, który wydaje się być głównym faworytem do sięgnięcia po zwycięstwo przy takiej trasie. Meksykanin powinien być w dobrej pozycji wyjściowej już po czasówce, następnie jest jednym z tych zawodników, którzy świetnie radzą sobie na szutrach, a i krótkie włoskie podjazdy są czymś, co 22-latek wprost uwielbia. Jedynym co w kontekście występu Meksykanina mnie ciekawi jest fakt, czy cały zespół będzie w 100% mu podporządkowany – UAE Team Emirates – XRG wysyła bowiem do boju m.in. Jana Christena, który jest jednym z najbardziej nieprzewidywalnych kolarzy w zawodowym peletonie.

Podczas tegorocznego UAE Tour najbliżej pokonania Meksykanina był Antonio Tiberi (Bahrain – Victorious). Włoch staje przed kolejną szansą na podjęcie walki z młodszym rywalem, tym razem jednak uczyni to na własnej ziemi. 24-latek dodatkowo może liczyć na bardzo mocne wsparcie, bowiem u jego boku pojawią się m.in. Santiago Buitrago i Pello Bilbao – widać, że druga z ekip z Bliskiego Wschodu bardzo poważnie potraktowała 61. edycję Tirreno-Adriatico i chce sięgnąć po końcowy triumf.

Kilka opcji na rozegranie tego wyścigu ma także Red Bull – BORA – hansgrohe – w przypadku tej ekipy obawiam się jednak, że każdy z jej potencjalnych liderów będzie musiał odrabiać straty już po inauguracyjnej jeździe indywidualnej na czas. Po tej w najlepszej pozycji powinien być otwierający sezon Primož Roglič, którego forma pozostaje przez to pewną niewiadomą. W tym roku nie ścigał się jeszcze również Jai Hindley, za to z dobrej strony pokazywał się rywalizujący przed własną publicznością Giulio Pellizzari. Na kogo postawią w niemieckim zespole? Myślę, że mimo pewnych deklaracji dyrektorów sportowych, przekonamy się dopiero w trakcie rywalizacji.

A może wyścig nie będzie na tyle selektywny, by górale odsiali kolarzy nie kojarzonych z walką na podjazdach? Przed rokiem 2. miejsce w klasyfikacji generalnej zajął Filippo Ganna (INEOS Grenadiers), który bez wątpienia jest w stanie założyć koszulkę lidera po 1. etapie i później Włoch może próbować jej bronić. Moim zdaniem Camerino (3 km; 8,8%) będzie dla niego nieco za trudne, ale kto wie jak ułoży się wyścig. Jeśli bowiem górale nie zrobią wielkiej selekcji, to do głosu dojść powinni także zawsze groźni Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech) i Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike) – myślę, że wszyscy się zgodzą, że powtórka edycji z 2021 roku byłaby czymś naprawdę przyjemnym do oglądania.

Zakładając jednak, że nie będzie aż tak łatwo, w czołówce klasyfikacji generalnej prędzej zobaczymy takich kolarzy jak Matteo Jorgenson (Team Visma | Lease a Bike), Richard Carapaz bądź Ben Healy (EF Education – EasyPost), Giulio Ciccone (Lidl-Trek), Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), Lennert Van Eetvelt (Lotto Intermarché), Michael Storer (Tudor Pro Cycling Team), Thymen Arensman (INEOS Grenadiers), Ilan Van Wilder (Soudal Quick-Step) czy Clément Champoussin (XDS Astana Team).

Sprinterzy

Nie bez powodu przy opisywaniu etapów podkreślałem, że warto będzie oglądać końcówki płaskich odcinków. Jeśli chodzi bowiem o sprinterów obecnych na starcie 61. edycji Tirreno-Adriatico, to mamy tu do czynienia z naprawdę genialną listą startową. Głównym faworytem będzie ścigający się przed własną publicznością, niezwykle skuteczny i wspierany przez bardzo mocny pociąg sprinterski Jonathan Milan (Lidl-Trek), ale przed Włochem trudne zadanie. Wśród kolarzy, których trzeba będzie pokonać w końcówkach, znajdziemy bowiem tak mocnych rywali jak Jasper Philipsen (Alpecin-Premier Tech), Paul Magnier (Soudal Quick-Step), Tobias Lund Andresen (Decathlon CMA CGM Team) czy Arnaud De Lie (Lotto Intermarché), a zatem zawodników, którzy na starcie meldują się wyłącznie po to, by wygrywać.

Jakby tego było mało, stawka sprinterów jest niezwykle długa, a to oznacza, że w końcówce bardzo wielu kolarzy będzie chciało zająć dobrą pozycję, co może powodować nerwowość, kraksy i potencjalne niespodzianki. Nie bez szans na bardzo dobry wynik są bowiem także tacy zawodnicy jak Sam Welsford (INEOS Grenadiers), Corbin Strong (NSN Cycling Team), Danny van Poppel (Red Bull – BORA – hansgrohe), Pavel Bittner (Team Picnic PostNL), Madis Mihkels (EF Education – EasyPost), Enrico Zanoncello (Bardiani CSF 7 Saber), Giovanni Lonardi (Team Polti VisitMalta), Fernando Gaviria (Caja Rural – Seguros RGA), Nicolò Parisini (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team) czy Robin Froidevaux (Tudor Pro Cycling Team).

Polacy

Na starcie 61. edycji Tirreno-Adriatico nie zobaczymy żadnego biało-czerwonego.

Transmisja

Wyścig będzie transmitowany na antenie Eurosportu oraz za pośrednictwem platform streamingowych HBO Max / Player. Ramówka prezentuje się następująco:

  • 1. etap (9.03, poniedziałek): 13:05-15:45 (Eurosport 2) oraz 13:05-16:05 (online)
  • 2. etap (10.03, wtorek): 13:05-15:45 (Eurosport 2) oraz 13:05-16:05 (online)
  • 3. etap (11.03, środa): 13:05-15:45 (Eurosport 2) oraz 13:05-16:05 (online)
  • 4. etap (12.03, czwartek): 13:05-15:45 (Eurosport 2) oraz 13:05-16:05 (online)
  • 5. etap (13.03, piątek): 13:05-15:45 (Eurosport 2) oraz 13:05-16:05 (online)
  • 6. etap (14.03, sobota): 15:15-16:00 (Eurosport 2) oraz 13:05-16:05 (online)
  • 7. etap (15.03, niedziela): 13:20-15:45 (Eurosport 2) oraz 13:05-16:05 (online)
Lista startowa 61. edycji Tirreno-Adriatico

Dane dostarcza FirstCycling.com

Poprzedni artykułTirreno-Adriatico 2026: Kolejność startu do jazdy indywidualnej na czas
Następny artykułMedia: Egan Bernal kontuzjowany. Przerwa od ścigania nie będzie jednak długa
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Top3 jeśli chodzi o trofea w kolarstwie, obok kostki brukowej i trofeum za giro, ale i w całym sporcie mało jest równie epickich trofeum.