Elisa Longo Borghini, jedna z najbardziej doświadczonych zawodniczek w peletonie, otwarcie mówi o tym, że za rosnącym prestiżem kobiecego WorldTouru kryje się poważny problem strukturalny. W rozmowie z Cyclingnews przy okazji UAE Tour Women 2026, Włoszka kreśli obraz dyscypliny, która choć dynamicznie rośnie, traci grunt pod nogami, szczególnie na poziomie podstawowym.
Zawodniczka UAE Team ADQ zwraca uwagę przede wszystkim na kondycję mniejszych ekip, bez których zawodowy sport nie może funkcjonować.
Obawiam się, że WorldTour może kiedyś pęknąć. Z jednej strony rozwija się on błyskawicznie, ale z drugiej małe zespoły upadają, co sprawia, że młode zawodniczki tracą szansę na przetrwanie w sporcie. Zależy mi na tym, by te mniejsze ekipy nie znikały, bo to obecnie nasz największy problem. Bez zmiany pokoleniowej trudno myśleć o przyszłości, ale czas pokaże, co się wydarzy.
Longo Borghini podkreśla, że bez małych zespołów i wyścigów niższych kategorii młode talenty nie mają czasu na dojrzenie. To właśnie tam rodzą się przyszłe gwiazdy, a obecny system zbyt wcześnie wypycha je z profesjonalnego kolarstwa.
Ryzykujemy utratę talentów, bo przeskok z juniorek do elity jest ogromny. Nie każda dziewczyna jest gotowa na taki krok po dwóch latach. Niektóre potrzebują czasu na adaptację, a mały zespół z dobrym kalendarzem startowym daje im możliwość spokojnego rozwoju. Inaczej po prostu je gubimy, dokładnie tak samo, jak masowo znikać zaczynają małe ekipy.
Choć ogólny kierunek zmian w kobiecym kolarstwie jest pozytywny, Włoszka zauważa, że lokalne rynki cierpią. Zanikanie krajowych zespołów utrudnia awans młodych zawodniczek i osłabia całą piramidę rozwojową.
„Nie zrozumcie mnie źle. To świetnie, że giganci jak AG Insurance czy Fenix inwestują w kobiety. To bardzo dobry trend. Jednak spójrzmy na fakty: we Włoszech mamy obecnie tylko pięć zespołów kontynentalnych i żadnego w dwóch najwyższych dywizjach. Dziesięć lat temu w samej elicie było ich siedem. Ścieżka awansu dla młodej zawodniczki była wtedy znacznie bardziej stopniowa i dostępna.
Mimo sukcesów, takich jak zwycięstwo w Giro d’Italia, Longo Borghini wciąż walczy z „klątwą” Tour de France. Ukończenie tego wyścigu to jej główny cel na sezon 2026.
Zwycięstwo w Giro to szczyt moich osiągnięć. Wypracowaliśmy je ciężką, zespołową pracą. Tour de France to jednak inna historia, wręcz mój koszmar. W 2023 roku zatrzymała mnie infekcja, rok później kontuzja po upadku. To trochę niesprawiedliwe, bo kocham ten wyścig, ale pechowe okoliczności, na które nie miałam wpływu, dotąd wykluczały mnie z rywalizacji. Moim skromnym celem na ten rok jest po prostu dojechać do mety. Może większy odstęp między Giro a Tourem w 2026 roku pozwoli mi na lepszą regenerację i odrobinę szczęścia.
Po przejściu z Lidl-Trek do UAE Team ADQ, Longo Borghini odnalazła środowisko, które pozwala jej w pełni wykorzystać potencjał.
Znalazłam nową strefę komfortu. Rok temu wszystko było tu dla mnie nowe. Inny sposób myślenia, inne podejście. To wiązało się z pewnym stresem. Teraz czuję się tu jak w domu. To otoczenie, w którym mogę być w stu procentach sobą i jestem za to akceptowana. Po raz pierwszy w karierze jeżdżę w tak włoskim zespole. Na początku dziwnie było mi nawet mówić w ojczystym języku podczas treningów, ale to naprawdę pomaga poczuć się swobodnie.
Włoszka odniosła się też do wyścigu o mistrzostwo świata w Rwandzie, krytykując postawę liderek, ale chwaląc zwyciężczynię za wolę walki.
To był fatalny wyścig. Czołowe zawodniczki jechały tak, by rywalki przegrały, zamiast samej walczyć o wygraną. To zły obraz kobiecego kolarstwa. Biorę za to część odpowiedzialności, podobnie jak reszta faworytek. Najmocniejsza była Magdaleine Vallieres, która miała odwagę zaatakować i po to zwycięstwo sięgnąć. Chapeau bas dla niej, a dla nas wstyd. Jeśli nie ryzykujesz, nigdy nie osiągniesz sukcesu.
Plany na nadchodzący sezon są jasne: wysoka forma na Giro i przełamanie passy na Tourze, ale przede wszystkim radość z wygrywania.
Chcę być mocna na Giro i po prostu wygrywać wyścigi. Nie mam jednej konkretnej listy. Chcę wygrać wszystko, co tylko będzie w moim zasięgu. Nie jestem wybredna
– zakończyła Elisa Longo Borghini.










Nie no to trzeba mieć tupet xd może damski UAE nie dominuje jak męski, ale jak te małe zespoły mają coś zdziałać, coś wygrać, jak męskie UAE jeździ wszędzie gdzie się da i goli nawet wyścigi niższych kategorii? Dla sponsora ważne jest, aby było zdjęcie z podium. W kobiecym jest trochę inaczej, ale zasadniczo tak samo. Wierchuszki najbogatszych zespołów jeszcze z 10-15 lat temu byłoby rozdzielone na kilka rywalizujących zespołów. W Sky nie było aż takiego nagromadzenia gwiazd (kolarzy, którzy są w stanie walczyć o podium GT a za kasę są pomocnikami). Pamiętam jak koło 2010 się mówiło, jak bogata jest Astana, a teraz jakby ich porównać do obecnych zespołów… Szkoda gadać.