fot. Team Visma | Lease a Bike

Tej zimy zaszły spore zmiany w środowisku Team Visma | Lease a Bike. Z jednej strony ekipę opuścił m.in. Cian Uijtdebroeks, z drugiej niespodziewanie karierę zakończył Simon Yates. Czy to oznacza, że nowe zadania otrzymają inni kolarze? O tym, a także innych tematach związanych z funkcjonowaniem holenderskiego zespołu, porozmawiał dziennikarz WielerFlits z Seppem Kussem.

Tuż przed startem Tour of Oman, pierwszego tegorocznego wyścigu Seppa Kussa, Amerykanin udzielił dość obszernego wywiadu dla holenderskiego portalu WielerFlits. Nie była to rozmowa wyłącznie o 31-latku, a skupiająca się przede wszystkim na sytuacji w Team Visma | Lease a Bike. Na pierwszy ogień poszło bowiem pytanie o to jak na zespół wpłynie nagłe odejście Simona Yatesa.

Wewnętrznie wiele będzie musiało się zmienić pod względem planowania i kalendarza. Były pewne wyścigi, w których miał liderować i tam będziemy musieli wprowadzić zmiany. Z jednej strony czeka nas zmiana kalendarzy niektórych kolarzy, z drugiej zaś także i modyfikacja pewnych strategii. Nie mówię tu o sobie, a o całym zespole. Osobiście niewiele się dla mnie zmieni bez Simona. Niełatwo jest bowiem zastąpić kogoś takiego jak Simon w ostatniej chwili. Simon był świetnym zawodnikiem, ale nie mamy innego wyjścia, jak tylko iść dalej i robić swoje. W końcu nikt z nas nie stanie się nagle innym zawodnikiem

— odpowiedział Sepp Kuss.

Team Visma | Lease a Bike wydaje się być w pewnym kryzysie – z pewnością holenderski zespół nie jest już tak mocny, jak to miało miejsce w ostatnich latach. Zwycięstwo w rankingu UCI w 2022 roku i 2. lokata w latach 2023-25 z pewnością odzwierciedlały ówczesny poziom tej ekipy, która teraz może mieć problem z utrzymaniem takiej pozycji w światowej stawce.

Nasi rywale rosną w siłę. Nie da się zaprzeczyć, że już nie tylko UAE Team Emirates – XRG, ale także Red Bull-BORA-hansgrohe czy Lidl-Trek, mają bardzo silne zespoły i zawodników na papierze. My mamy jednak także coś, co jest naszą siłą – pewną spójność, struktury. Mamy też jednego z najsilniejszych zawodników, Jonasa. To jest najważniejsze – ten silny lider. Możemy na nim bazować, zresztą nie powinniśmy patrzeć, jak radzą sobie inni, a skupić się na sobie. Kiedy jesteś na szczycie, wiesz, że wszyscy cię obserwują i próbują cię wyprzedzić. To zupełnie normalne. To również sprzyja rozwojowi osobistemu. Kolarstwo osiągnęło wyższy poziom w ostatnich latach dzięki nowym technologiom treningowym, strategiom żywieniowym i zwiększonym budżetom. Nic więc dziwnego, że staje się coraz bardziej konkurencyjne

— kontynuował Amerykanin.

Team Visma | Lease a Bike, a przy tym także i Sepp Kuss, padają obecnie nieco ofiarami własnego sukcesu – gdy osiągnęło się tak wiele, to poprzeczka wisi wręcz za wysoko i coraz trudniej do niej doskakiwać. 31-latek był przecież w 2023 roku częścią zwycięskiej ekipy w każdym z 3 wielkich tourów, a w tym ostatnim, Vuelta a España, sięgnął po osobiste zwycięstwo.

Prawie niemożliwe jest osiągnięcie lepszych wyników, ale akceptujemy to. Nie trzeba wyznaczać sobie celu, by wygrać absolutnie wszystko. Często skupiamy się na tym, jak się spisujemy i jak jeździmy. Myślę, że to często zapada w pamięć bardziej niż liczba zwycięstw. Jeśli skupisz się na tym, jak coś robisz i wygrasz dzięki pracy zespołowej, to zostaje z tobą na dłużej i prowadzi do wspaniałych momentów. Tak było z tamtą Vueltą. To był niespodziewany sukces, który zapamiętam na zawsze. Wszystko, co wydarzyło się później, przerosło moje oczekiwania. Biorąc pod uwagę, jakim jestem kolarzem, to był sukces wręcz nieproporcjonalny do moich innych osiągnięć. Cały czas miałem duże ambicje, ale to zupełnie inna sprawa, gdy tak wiele się od ciebie oczekuje. To była dla mnie spora zmiana. Nagle pojawia się presja i stres. Wciąż jednak mam swoje zadania – w tym roku mam pojechać Giro i Tour jako pomocnik Jonasa. Z kolei jeśli jest jeden wyścig, którego nie chciałbym przegapić, to jest to Vuelta. Zobaczymy, jak potoczy się sezon, ale szczególnie nie mogę się doczekać Giro. Jechałem tam tylko 2 razy. To świetna zabawa, robić coś nowego i innego. To motywuje mnie do jazdy w nieco innym programie. Potem zobaczymy, jak potoczy się reszta sezonu

— zakończył Sepp Kuss.

Praca podczas Giro d’Italia i Tour de France, marzenie, by nie ominąć Vuelta a España… Mówi się, że nic nie zdarza się 2 razy, ale z pewnością brzmi to jednak jak pewne marzenie, by ponownie zrobić to samo co 3 lata temu. Team Visma | Lease a Bike z Jonasem Vingegaardem na czele z pewnością weźmie udział w Giro d’Italia wyłącznie z zamiarem zakończenia tej imprezy zwycięstwem, w Tour de France trzeba będzie znaleźć sposób na Tadeja Pogačara. Ostatnimi laty się to nie udawało, z drugiej jednak strony to właśnie Duńczyk jest ostatnim, który potrafił pokonać Słoweńca w wielkim tourze. Kto wie, może w 2026 roku znowu się to uda?

Poprzedni artykułFlorian Vermeersch: „Jeśli gdzieś mogę rzucić wyzwanie Tadejowi, to właśnie na Paryż-Roubaix”
Następny artykułBpost partnerem akademii Remco Evenepoela
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Out
Out

Wiem, że to nie na temat, ale wczoraj gruchnęło pewne głośne info od Vismy. I teraz, pragnę rozjaśnić co nieco w tej sprawie. Staram się czytać większość wywiadów z obcojęzycznych stron, stąd informacje, którymi teraz się dzielę.

Van Baarle, Valter, Uijtdebroeks. Co łączy tych trzech zawodników? Otóż, nie tylko to, że skrytykowali metody treningowe drużyny.
Wszyscy byli trenowani przez Tima Heemskerka, który wczoraj odszedł z drużyny, bo się wypalił.

Valter „popsuł się” jakoś w połowie 2024 roku. Od obiecującego wspinacza, który zajmował 5 miejsce w generalce UAE Tour, który fajnie radził sobie w trudnych klasykach i był świetnym pomocnikiem dla Jonasa, stał się nagle… częścią pociągu sprinterskiego Kooija. Wysyłano go na wyścigi, które w ogóle mu nie odpowiadały. Jakby w ogóle nie mieli na niego pomysłu.

Van Baarle przypominał dawnego siebie dopiero podczas ostatniej Vuelty. Ale tutaj mocno przeszkodziły kraksy.

Uijtdebroeks też miał pecha z kontuzjami. Cofnął się jakby w rozwoju i w ogóle nie zrobił postępów w jeździe na czas, co miało być głównym zadaniem Vismy.

Benoot. Też odszedł. Też trenowany przez niego. W zeszłorocznym Tourze… on nie zrobił zupełnie nic. On po prostu był.

Jorgenson. Wahał się, czy przedłużyć kontrakt. Tak, też trenowany przez niego.

Yates. Początkowo trenowany przez niego, ale nie dogadywali się, więc jeszcze przed Giro zmieniono mu trenera.

A Jonas… Jonas w zeszłym roku nie był sobą. Dopiero na Bola del Mundo pokazał to, co dawniej robił z łatwością – odjechał wszystkim jak chciał i człowiek nie zastanawiał się, czy go złapią. Nawet na tym wygranym etapie do Valdezcaray nie wyglądało to pewnie.
Niezrozumiała słabość w Algarve i Paryżu Nicei (a więc przed tą kraksą, która skończyła się wstrząsem mózgu). Zupełnie jakby przygotowania były zawalone. A wiemy, że były – zamiast obozu wysokościowego połowa składu Vismy miała zimą rodzinne wczasy na Majorce. Jonas, Van Aert, Benoot, Valter, Uijtdebroeks, Kelderman, Jorgenson… Taki trening już nie wystarcza.
No i Vingegaard jest chory średnio 7 razy w roku, co też nie jest normalne. Ale do tego prowadzi zarzynanie się na treningach, bez tego nie wygrywa się wyścigów.

Heemskerk wypalił się już w 2024 roku, kiedy zobaczył „nowego”, „ulepszonego” Kozę, i że mimo szczerych chęci, jego metody treningowe nie prowadzą już do jego pokonania. Nie miał już pomysłu, jak go pokonać. Próbował nowych rzeczy, takich jak zwiększenie eksplozywności u Jonasa… i to nie zadziałało. Bardzo chciał, i Jonas też bardzo chciał, ale nie udało im się. Jak sam Jonas stwierdził – przez swoją kraksę w Kraju Basków stracił praktycznie dwa lata, które, zamiast na rozwój, musiał poświęcić na powrót do stanu sprzed kontuzji.
Koza zmusza wszystkich swoich rywali do przekraczania granic. Ale co, jeśli są takie, których się już przeskoczyć nie da? Jeśli on się stanie jeszcze lepszy, kolarstwo umarło. Żeby go pokonać, nie wystarczy już być tak dobrym jak w 2023 roku, tylko trzeba jeszcze bardziej się zarzynać na treningach. Nie każdy organizm to zniesie. Odporność słabnie.

Stąd te ciągłe choroby.

Sheva
Sheva

Ciekawe spostrzeżenia. Może ktoś ma coś do dodania żeby rozwinąć temat? Ale trzeba przyznać, że pomimo zapewnień w mediach składanych przez członków zespołu, że wszystko jest ok, to być może wewnątrz teamu pojawiły się jakieś pęknięcia, które przełożyły się na słabsze wyniki. Z drugiej strony było tego pecha i kontuzji sporo choćby WvA. Co wrócił do sensownej dyspozycji to znowu kolejna poważna kontuzja i tak w koło. A ostatnie sezony np. MvDP czy Pogiego były raczej spokojne (poza „lekkim” szlifem na Strade, który nie przeszkodził mu wygrać).