Foto: Maximilian Fries / Red Bull - BORA - hansgrohe

Zwycięzca Giro d’Italia z 2022 roku, czwarty na ostatniej Vuelcie, Jai Hindley w wypowiedzi dla cyclingnews.com analizuje rekordowe prędkości sezonu 2025 i ich konsekwencje.  Australijczyk ostrzega, że pęd za limitem fizycznym, przyspieszony przez pandemię COVID-19, wymaga absolutnej adaptacji, grożąc krótszymi karierami i eliminacją tych, którzy nie nadążą.

Hindley, debiutujący w WorldTour w 2018 roku z Team Sunweb, widział na własne oczy, jak od pandemii COVID-19 peleton  gwałtownie przyspieszył. Nie chodzi tylko o Wielkie Toury,  każdy wyścig stał się cięższy, z zawodnikami, którzy w coraz młodszym wieku osiągają wysoki poziom, większym ryzykiem i wyższym standardem taktycznym.

To nie tylko Wielkie Toury stały się bardziej brutalne, każdy wyścig jest cięższy niż poprzedni. Jak powiedział LeMond: „Nigdy nie staje się łatwiej, po prostu jedziesz szybciej”. Dokładnie tak jest, czujesz, że sport ewoluuje błyskawicznie. Wyścigi stają się coraz szybsze i na pewno nie jest łatwiej. Adaptuj się albo giń

Australijczyk formułuje szokującą tezę: era długich karier na najwyższym poziomie, trwających 10-15 lat, bezpowrotnie minęła. W dzisiejszych realiach liderzy peletonu będą w stanie utrzymać się na szczycie zaledwie przez 8-9 lat, ze względu na ekstremalną presję fizyczną i psychiczną, której symbolem jest dominacja Tadeja Pogačara. Czwarta pozycja na Vuelcie a España, gdzie przegrał podium o zaledwie 30 sekund z Tomem Pidcockiem, była dla Hindleya wynikiem niezbędnym do potwierdzenia swojego statusu w kluczowym roku kontraktu, szczególnie po serii kraks, takich jak upadek na Giro d’Italia w 2025 roku czy trudny Tour de France w 2024 roku. W tych warunkach nie wystarczy być blisko optimum.  Brak choćby jednego procenta formy oznacza natychmiastowe odpadnięcie z czołówki.

Myślę, że kariery też nie będą już tak długie, pewnie osiem do dziewięciu lat. Nie spodziewam się, że chłopaki będą w stanie jeździć lub żyć w takiej intensywności przez 10-15 lat, jak kiedyś. Wszyscy robią wszystko na absolutnym limicie. To brutalny sport, ale szczerze, jeśli chcesz konkurować i być w grze, musisz być na sto procent i ani procent mniej, bo zabraknie cię w decydujących momentach

Hindley otwarcie przyznaje, że czwarta pozycja na Vuelcie a España była dla niego wynikiem kluczowym, którego od dawna potrzebował, aby odzyskać pewność siebie i potwierdzić swoją wartość w zespole. Minęło wszak sporo czasu od jego poprzednich znaczących osiągnięć. Ten rezultat na Vuelcie był więc dla niego sprawą osobistą, niezbędną do odbudowy formy i morale.

Jeśli mam być całkowicie szczery, naprawdę potrzebowałem dobrego wyniku na Wielkim Tourze. Minęło sporo czasu od mojego ostatniego osiągnięcia, może od 2023 – Tour 2024 był ciężki, a z Giro 2025 wypadłem po kraksie, więc osobiście tego potrzebowałem

W Red Bull-Bora-Hansgrohe, gdzie presja rośnie wraz z przybyciem Remco Evenepoela, Hindley dostrzega przede wszystkim szansę na rozwój, a nie zagrożenie dla swojej pozycji. Wspólne mieszkanie z Evenepoelem podczas grudniowego zgrupowania pozwoliło zbudować relacje w zespole, a wyniki Vuelty pokazały potencjał synergii między liderami.

Myślę, że bycie w jednej z najlepszych ekip świata, lub takiej, która stara się być najlepsza, daje ci jako kolarzowi bardzo dużo, to tylko kwestia perspektywy. Pesymista myśli: „O cholera, wszyscy ci goście tu są, nie dostanę szansy”, albo możesz myśleć: „OK, wszyscy na pokładzie, teraz naprawdę muszę podnieść poziom i być jak najbardziej konsekwentny” Jestem dość optymistyczny

Pandemia COVID-19 przyspieszyła szaleńczy wzrost poziomu peletonu, ale Australijczyk traktuje erę dominacji Pogačara jako motywację do podnoszenia umiejętności, napędzaną optymizmem i konsekwencją.

Myślę, że poziom oszalał od COVID-19. Ewolucja sportu i tak szła w tym kierunku, ale pandemia była prawdziwym akceleratorem, i jesteśmy w dość specjalnej erze kolarstwa. Jeśli patrzę na facetów, którzy wygrywają większość wyścigów, masz prawdopodobnie jednego z najlepszych kolarzy wszech czasów jako numer jeden teraz, i jeśli chcesz z nim konkurować, musisz być na absolutnym topie. To imponujące

Hindley kończy wywiad z charakterystycznym dla siebie humorem i szczerością, podkreślając, dlaczego mimo wszystkich poświęceń i brutalności profesjonalnego kolarstwa nadal je kocha. Porównuje życie na rowerze do codziennej harówki, doceniając nawet najtrudniejsze dni w peletonie jako lepsze od alternatyw, i przyznaje, że sport dał mu więcej, niż zabrał.

Myślę, że masz swoje gorsze momenty jako profesjonalny kolarz, ale ogólnieto lepsze niż praca w biurze, prawda? Lepsz niż kładzenie cegieł. Cholera, naprawdę to kocham. OK, czasem myślisz: 'Do cholery, co ja robię?’, ale ostatecznie twój najgorszy, absolutnie najgorszy dzień na rowerze jest wciąż lepszy niż twój najlepszy dzień w biurze, na sto procent. To świetny sport, zabiera dużo, ale daje jeszcze więcej. Mi dał w życiu dużo, więc darzę kolarstwo wielką miłością

Poprzedni artykułMathieu van der Poel rozpoczyna zgrupowanie w Hiszpanii. „Nie jestem jeszcze w najlepszej dyspozycji”
Następny artykułNaszosowa zapowiedź sezonu 2026: Fenix-Premier Tech
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marek Piekny
Marek Piekny

Brawo sport

ulrich
ulrich

A ilości przyjmowanego cukru spotęgują już występującą, nawet u tych super szczupłych „wyścigowców”, insulinooporność i zaburzenia metaboliczne. (naturani łowcy nie ładują wogóle cukru tylko polegają głównie na tłuszczu)

Łukasz
Łukasz

naturani łowcy nie ładują wogóle cukru tylko polegają głównie na tłuszczu

Jasne! „Naturalni łowcy” smarują łańcuchy oliwą z oliwek a co skapnie na ramę to połykają. Ci z grubszymi portfelami zamiast wosku używają prawdziwego 100% guacamole i też zeskrobują z ramy nadmiar.

Wnioskuję że kolega od tłuszczu nie jest fanem drużyny EF 🙂

Wszystkiego dobrego w 2026!