fot. Red Bull – BORA – hansgrohe / Getty Sport Images

Na najniższym stopniu podium 109. edycji Giro d’Italia stanął Jai Hindley. Choć Australijczyk w przeszłości wygrywał już ten wyścig, a także zajmował w nim 2. miejsce, to wciąż ta 3. lokata sprawiła sporo radości zawodnikowi Red Bull – BORA – hansgrohe. Ten z jednej strony świętuje, z drugiej zaś myśli już o kolejnych wyzwaniach.

Gdy startowała 109. edycja Giro d’Italia tylko 2 zawodników biorących w nim udział mogło się pochwalić triumfem w klasyfikacji generalnej tej imprezy w poprzednich latach, a także zaledwie czwórka zdołała w przeszłości uplasować się na podium. To zapowiadało, że w czołówce zobaczymy wiele nowych dla tego wyścigu twarzy, choć niewątpliwie w taki scenariusz nie chciał się wpisywać Jai Hindley. Triumfator z 2022 roku i 2. zawodnik „covidowej” edycji z 2020 roku ponownie celował w wysokie miejsce, choć na drodze do tego mogli mu stanąć nie tylko rywale, ale i teoretycznie nominalny lider Red Bull – BORA – hansgrohe, jakim niewątpliwie był Giulio Pellizzari. Młodego Włocha dość wcześnie wyeliminowała jednak z walki choroba, a 30-letni Australijczyk po 4 latach powrócił na podium klasyfikacji generalnej wielkiego touru.

W dzisiejszych czasach niezwykle trudno jest osiągnąć dobry wynik w kolarstwie. Minęło trochę czasu, odkąd ostatni raz stanąłem na podium w wielkim tourze, odkąd wygrałem Giro. Dlatego to, że znów jestem w najlepszej trójce to dla mnie coś naprawdę wyjątkowego. Jestem z tego naprawdę dumny. Moja relacja z Giro jest również wyjątkowa. To prawdopodobnie mój ulubiony wyścig

— opowiadał Jai Hindley.

Co ciekawe Australijczyk nie dawał w tym roku żadnych sygnałów związanych z tym, że stać go na stanięcie na podium Giro d’Italia. Owszem, fani kolarstwa śledzący ten sport od lat doskonale znali możliwości 30-latka i wiedzieli, że wielkie toury rządzą się swoimi prawami, a ich faworyci często budują formę wyłącznie pod imprezę docelową, ale mimo wszystko 22. lokata w Tirreno-Adriatico czy 17. miejsce w Volta a Catalunya mogły nie napawać optymizmem. Nie ma co jednak patrzeć w przeszłość, a warto zerknąć w przyszłość, gdyż Jai Hindley dość śmiało napomknął, iż chciałby się teraz znaleźć w roli pomocnika w składzie na Tour de France, gdzie Red Bull – BORA – hansgrohe postawi na Floriana Lipowitza i Remco Evenepoela.

Już jakiś czas temu istniał temat, że mógłbym pojechać na Tour de France jako jeden z pomocników dla naszych liderów. Bardzo chciałbym pojechać Wielką Pętlę z chłopakami. Myślę, że fajnie byłoby być częścią tej ekipy. Zobaczymy jednak, jakie zapadną decyzje. Nie brałem udziału w zbyt wielu wyścigach przed Giro, więc zmęczenie sezonem nie powinno być przeszkodą. Szczerze mówiąc, jestem dość zmęczony, ale, co zaskakujące, czuję się bardziej wypoczęty niż kiedykolwiek pod koniec Giro. Myślę zatem, że jestem gotowy połączyć Giro z Tourem. Teraz spędzę tydzień na kanapie, a potem spróbuję wrócić do treningów i myślę, że Tour mógłby mi pasować do kalendarza

— mówił Jai Hindley, który podczas Giro d’Italia walczył w pewnym momencie nie tylko z trasą i rywalami, ale i chorobą.

W zupełnie innym nastroju metę w Rzymie przeciął nominalny lider Red Bull – BORA – hansgrohe, czyli Giulio Pellizzari. Zawsze uśmiechnięty Włoch i tym razem był przyjaźnie nastawiony do dziennikarzy, choć jednocześnie gdy już zaczynał mówić, to było czuć, że wewnętrznie ten wyścig kosztował go naprawdę wiele.

Jestem dumny, że dotarłem do Rzymu, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak mi szło przez ostatnie kilka dni. Teraz zamykam ten etap swojej kariery. Nie chcę zachować ani jednego wspomnienia z tego Giro. Spalę wszystkie numery startowe i koszulki. Potem pomyślę o następnym wyścigu. Jedyne, co sprawia mi obecnie radość, to świadomość, że to już koniec tej trudnej próby, prawdziwej próby mojego charakteru. Myślę jednocześnie, że najtrudniejsza część zaczyna się teraz – przetworzenie wszystkiego, co się wydarzyło i pogodzenie się z tym. Cieszę się, że to już koniec

— mówił śmiejąc się przez łzy Giulio Pellizzari.

Red Bull – BORA – hansgrohe na Giro d’Italia przyjechało z wielkimi ambicjami – mówiono bowiem głośno nie tylko o walce o czołową lokatę w klasyfikacji generalnej, ale i rywalizacji o triumf w klasyfikacji młodzieżowej czy polowaniu na etapowe zwycięstwa. 3. miejsce Jaia Hindleya może być zatem swoistą nagrodą pocieszenia dla formacji, która celowała naprawdę wysoko i wysłała do Italii bardzo mocny skład. Nastroje tonuje jednak dyrektor sportowy Zak Dempster, który zwraca uwagę, że przy wszystkich okolicznościach obecny wynik jest i tak satysfakcjonujący dla niemieckiego zespołu.

Cały zespół może być naprawdę dumny z tego, co osiągnął, zwłaszcza biorąc pod uwagę niepowodzenia i wyzwania, z którymi każdy musiał się zmierzyć. Fakt, że Jaiowi udało się przetrwać chorobę i wykorzystać całe swoje doświadczenie, by pozostać w walce jest czymś, z czego można być dumnym. Trzeba przyznać, że to było Giro, w którym pod pewnymi względami oczekiwalibyśmy więcej, zwłaszcza jeśli chodzi o zwycięstwa etapowe. Jednocześnie, biorąc pod uwagę stan zdrowia chłopaków, mamy za sobą lekcję, z której wiele wyciągnęliśmy – niezależnie od tego, jak beznadziejna wydaje się sytuacja, zawsze jest jakieś wyjście, jeśli zespół tak mocno się wspiera i utrzymuje statek na powierzchni

— powiedział Zak Dempster.

Na ten moment skład Red Bull – BORA – hansgrohe na 2. z wielkich tourów w sezonie 2026, czyli Tour de France, jest bardzo szeroki, a ambicje z nim związane będą nie mniejsze niż podczas Giro d’Italia. Liderami będą Florian Lipowitz i Remco Evenepoel, ale to, kto będzie ich wspierać, okaże się dopiero w najbliższych tygodniach. Rozpatrywanymi pod tym kątem zawodnikami są bowiem Jai Hindley, Daniel Felipe Martínez, Giulio Pellizzari, Jan Tratnik, Mattia Cattaneo, Nico Denz, Jordi Meeus, Gianni Moscon, Maxim Van Gils czy Mick van Dijke. Niemiecki zespół będzie musiał wybrać z tego finałową ósemkę, która powalczy o najwyższe cele podczas Wielkiej Pętli.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułPuchar Polski 2026: Wyniki z Dąbek i Jarosławca
Następny artykułZłote Koło – Dobczyce 2026: Bartłomiej Jędrysek zwycięzcą
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze