Kryzys finansowy ekip WorldTour, z dodatkowymi kosztami generowanymi przez damskie i rozwojowe drużyny, stawia pod znakiem zapytania przyszłość modelu biznesowego kolarstwa. Filippo Pozzato z Veneto Classic od lat stosuje bilety (10€ za Tisę z usługami), co rozpaliło debatę zapoczątkowaną dekady temu. Czy płatny dostęp uratuje dyscyplinę, czy zrazi kibiców? Dyrektor Tour of the Alps, Maurizio Evangelista, w ekskluzywnym wywiadzie dla SpazioCiclismo mówi „nie” i wyjaśnia swoje racje.
Dyskusja wróciła w off-season, ale Evangelista widzi w niej chaos i ignorowanie podstaw kolarstwa. Podkreśla, że temat wymaga precyzji, a nie emocji.
Dla nas to nie jest priorytet. Z szacunkiem dla wszystkich opinii, nagłe zainteresowanie tym tematem budzi moje zdziwienie. To źle postawiony temat: poza tradycją kolarstwa, które jest sportem ulicznym – a to nie jest banalny szczegół – temat został potraktowany powierzchownie. To nie znaczy, że nie ma sensu pytać, czy kolarstwo może wprowadzić bilety, ale trzeba to dobrze określić. Tak już dzieje się w krajach z tradycją cyclocrossu
Evangelista przytacza doświadczenie z mistrzostw Europy CX 2019, które współorganizował wraz ze swoją ekipą, gdzie bilety sprzedały się świetnie, ale ostrzega przed prostym przenoszeniem modelu na szosę. Podkreśla różnicę w naturze dyscyplin i ryzyku odpływu publiki.
Część naszej organizacji brała udział w tamtych mistrzostwach. Sprzedaliśmy 6000 biletów, co jest nietypowe. Kolarstwo szosowe jest inne. Wprowadzenie biletów uderzyłoby negatywnie. Najpierw trzeba spojrzeć na kontekst, warunki organizacyjne i unikalność wydarzenia
Ronde van Vlaanderen pobiera opłaty, ale z pełnym pakietem usług. Evangelista wyjaśnia, dlaczego nie jest to wzór dla wszystkich wyścigów i ostrzega przed masowym wprowadzeniem.
Na Ronde van Vlaanderen bilety dotyczą ograniczonego obszaru, ale oferują usługi na wysokim poziomie, wyścig przejeżdża trzy razy i to jest Flandria. To możliwe dla biegów z unikalnością. Perspektywa biletów tylko dla wyjątkowych sytuacji – etap Grand Touru czy MŚ. Szeroko stosowane byłoby karą dla kolarstwa
Włochy w ostatnim czasie zachwycają się tenisem, ale Evangelista przypomina różnice w sporcie i publiczności. Sukces Jannika Sinnera to efekt lat pracy, nie magii.
Nawet bez wielkich gwiazd włoskiego kolarstwa publiczność przychodzi na duże wyścigi. Proponowanie biletów dla zwykłych wydarzeń byłoby demotywujące.Sport włoski jest zafascynowany tenisem, ale to inny target, stadiony zamknięte. Sukces Sinnera, Musettiego, Berrettiniego to wyjątek po latach pracy. Wszyscy gonią tenis, ale to nie cud. Najpierw ciężka praca, potem wyniki
Evangelista przywołuje również Mediolan-San Remo, na podstawie którego tłumaczy praktyczne problemy z biletami na kluczowych podjazdach.
Pomyślmy o Poggio w Sanremo: to spektakl. Ale co tam zrobić? Brak parkingów, wyścig przejeżdża 10 sekund. Hospitality? Nie zmieni włoskiego kolarstwa. Związek z publicznością trzeba utrzymać. Kolarstwo nie ma innych źródeł dochodu
Evangelista zwraca również uwagę na przepaść finansową między kilkoma najlepszymi drużynami, a resztą stawki, a także na rosnące koszta związane z rozwojem kobiecych i młodzieżowych sekcji.
Ekipom narzucono słuszny model, ale ryzykowny. Koszty damskich i rozwojowych drużyn pogłębiają te problemy – to nie tajemnica, że drużyny mają kłopoty. Koncept dobry, ale czy zrównoważony? Bogaci dominują, reszta daleko. W wyścigach rządzi 5-6 ekip
– zauważył organiztor Tour of the Alps.





![Lennart Jasch – były panczenista, który ubiegł peleton Tour of the Alps [wypowiedzi]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/04/Lennart-Jasch-218x150.jpeg)




Kryzys
Jak w każdym sporcie kto ma kasę ma najlepszych zawodników. Albo ich „kupi” znaczy dokona transferu 🙂 albo sami przyjdą – normalne, każdy chce pracować dla tych co dobrze płaca.