Il Lombardia 2024 / RCS

Spowite we mgle Como, długie cienie leniwie rzucane przez coraz niżej zawieszone słońce, subtelnie nadgniła atmosfera schyłku. Istnieje ogromna pokusa, by rok po roku sprowadzać ostatni z monumentów sezonu do jednego, zapierającego dech pejzażu, choć to prawdopodobnie jedyny wyścig w kolarskim kalendarzu, który tak przejmująco oddziałuje na większość zmysłów. Najpierw obraz: ciemna toń jeziora; później dźwięk: dzwony na Ghisallo; na koniec zapach i faktura mokrych liści na zjeździe do lśniącego jak diament Bellagio. Ma też trasę, która w wariancie z finałem w Bergamo sprawiedliwie rozdziela akty symbolicznego i sportowego zamknięcia, a końcowy rezultat każdego z nich wydaje się w równym stopniu przesądzony. 119. edycja Il Lombardii nie jest po to, by coś wyrwać z kontekstu czy zmienić, lecz by postawić kropkę we właściwym miejscu i doprowadzić do serii oczekiwanych pożegnań.

Tradycyjnie to wiosna jest okresem rozgrywania największych wyścigów jednodniowych. Czekamy przez długie zimowe miesiące tylko po to, by czekać jeszcze dłużej, przez wiele godzin w niekomfortowym napięciu, czyja sylwetka jako pierwsza zamajaczy na szczycie Poggio. Od tego momentu karuzela na dobre nabiera rozpędu. Na najbardziej obleganych belgijskich hellingen brakuje czasu na zmianę dekoracji, szczerbate bruki Roubaix bez żalu i sensu łamią marzenia, a kiedy po pokonaniu dziesiątek ardeńskich podjazdów docieramy w przemysłowe okolice Liège, gdzieś na wysokości podmiejskich magazynów myśli mimowolnie płyną ku alpejskim przełęczom.

Kiedy kilkanaście lat temu zaczynałam pisać o kolarstwie, Il Lombardia była zaledwie przypisem, a doskonała kompozycyjna klamra, którą tworzy z ruszającym w poszukiwaniu słońca z niemal tego samego punktu Mediolan-San Remo, trudna do dostrzeżenia. Jej specyficzne miejsce w kalendarzu sprawiało również, że o ile mistrzostwa świata nie były w danym roku rozgrywane na charakteryzującej się zbliżonym stopniem trudności trasie, listę startową wypełniały głównie włoskie nazwiska, wzbogacone o wyjątkowo wszechstronnych kolarzy i takich, którzy nie ustali jeszcze w walce o uratowanie sezonu. Monument najgorszego sortu.

Czy dziś zwycięstwo w Paryż-Roubaix waży więcej? Zdecydowanie tak. W Ronde van Vlaanderen? Dyskusyjne, ale do obrony. W pozostałych dwóch z najbardziej ikonicznych klasyków? Niekoniecznie, co jest z perspektywy organizatorów Wyścigu Spadających Liści sukcesem. Stoją za nim zarówno ich własne działania w zakresie sukcesywnego budowania marketingowej otoczki imprezy i odważnych eksperymentów z przebiegiem trasy, jak i ogólny wzrost intensywności rywalizacji na przestrzeni całego roku oraz konieczność zbierania punktów do rankingu UCI. Swoje zrobił też sam Tadej Pogačar, który obecnie uznawany jest za pewnego rodzaju przekleństwo Il Lombardii, jednak zanim do tego doszło, jako triumfator Wielkiej Pętli i generacyjny talent znacząco przyczynił się do promocji ostatniego z monumentów.

Wraz z Wyścigiem Spadających Liści odrodziły się i urosły także mniejsze imprezy wchodzące w skład Trittico Lombardo, Giro dell’Emilia i Gran Piemonte, a układ tegorocznego kalendarza z kanadyjskimi jednodniówkami płynnie przechodzącymi w mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy i rywalizację na włoskich szosach to już pełnoprawny blok jesiennych klasyków, którego potrzebowałam i o którym marzyłam.

Il Lombardia ma jednak coś, co na tle pozostałych monumentów czyni ją absolutnie wyjątkową. To wykraczająca poza sportowe walory widowiska estetyka, na którą składają się spowite we mgle jezioro Como, lśniące od wilgoci szosy i płonące jesiennymi barwami drzewa. To również typowa dla tego okresu, związana z poczuciem przemijania melancholia, którą napędzają zarówno serwowane przez realizatora transmisji kadry, jak i faktyczny, dokonujący się w czasie rzeczywistym akt zamknięcia. Całość tworzy poetycką otoczkę o takiej liczbie warstw i gęstości, że łatwo zapomnieć, jak brutalny jest to wyścig.

Trasa

Trasa poprowadzona z Como do Bergamo to wariant, który nie goni. Najpierw pozwala wybrzmieć jezioru i Ghisallo, dopiero później wrzuca wyższy bieg za sprawą sekwencji Ganda–Selvino–Città Alta. Zamiast jednej, potężnej kulminacji otrzymujemy dwa finały i dwie prawdy o Lombardii — jedną o przemijaniu, drugą o niepowstrzymanym triumfie mocy.

Stając na starcie, uczestnicy 119. edycji Il Lombardii będą mieli przed sobą wyzwanie w wymiarze 241 kilometrów i ok. 4600 metrów przewyższenia. Choć wyruszą z miejscowości Como, na pierwsze spojrzenie w toń jesiennie ustrojonego jeziora przyjdzie im stosunkowo długo poczekać, ponieważ otwierające rywalizację kilometry prowadzą od południa przez sam środek Triangolo Lariano – unikalnego w swoim charakterze obszaru położonego pomiędzy dwiema odnogami zbiornika. Peleton przemieszczać się będzie głównymi drogami w szerokiej dolinie, która – choć silnie zurbanizowana – tworzy wrażenie izolacji na kształt tych alpejskich. Tu, po tej stronie będącego pierwszym istotnym akcentem trasy Colle del Ghisallo (8,8 km, śr. 3,9%), pejzaże znad Como bynajmniej nie są czymś powszednim.

Jak wskazują liczby, sama wspinaczka od strony Asso na przełęcz z ikoniczną kaplicą jest w wymiarze sportowym niewielkim wyzwaniem, co tym bardziej pozwoli wybrzmieć symbolice tego momentu i dzwonom, które oznajmią uczestnikom monumentu o końcu tegorocznego sezonu. Dla wielu z nich rzeczywiście będzie to ostatni start w tym roku. Dla niektórych, w całej profesjonalnej karierze.

Poważnie zrobi się jeszcze zanim rozbrzmią ostatnie uderzenia dzwonu, ponieważ stromy, nieregularny, złożony z ciasnych serpentyn zjazd w kierunku Bellagio – gdzie wypada nosić lycrę lub marki high fashion – wymaga wzmożonej uwagi. Po jego pokonaniu uczestnicy ostatniego monumentu przejadą widowiskową szosą prowadzącą pomiędzy niemal pionowymi ścianami wschodniej części Triangolo a leckeńską gałęzią jeziora, co przeniesie rywalizację w doliny Brembana i Seriana w Alpach Orobijskich.

“Alpejską” część trasy, nie tylko ze względu na położenie geograficzne, ale również charakter pokonywanych wzniesień, otworzy zlokalizowana w okolicach półmetka sekwencja z Roncolą (7,5 km, śr. 7,4%) i Berbenno (6,9 km, śr. 4,9%). Warto w tym miejscu jeszcze raz podkreślić różnicę pomiędzy skrajnie górskim – szczególnie jak na wyścig jednodniowy – wariantem Il Lombardii z metą w Bergamo a de facto “ściankowymi” edycjami prowadzącymi w przeciwnym kierunku. Te pierwsze wygrywa się solo, w finale drugich od czasu do czasu potrafią zaistnieć zawodnicy kojarzeni ze znacznie mniej obciążonymi wspinaczką wyścigami.

Zambla Alta (9,8 km, śr. 3,3%) przez Passo della Crocetta (11,7 km, śr. 5,8%) to w teorii podjazdy na dużą tarczę, co w praktyce bywa problemem – prognozowane bardzo wysokie tempo dokona przesiewu zmęczonej długim sezonem stawki pomimo niewielkiego ciężaru gatunkowego samych wzniesień.

Decydującą część trasy 119. edycji Il Lombardii otworzy Passo di Ganda (9,5 km, śr. 7,1%), której szczyt oddalony jest od mety w Bergamo o 31 kilometrów. Najtrudniejsza sekcja (15%) przypada na przedostatni kilometr wspinaczki, co byłoby idealnym układem dla każdego poza Tadejem Pogačarem, bo ten wolałby zaatakować wcześniej i zbudować maksymalnie dużą przewagę jeszcze przed długim zjazdem w kierunku Nembro. Jeśli jednak znudziły go ostatnie solowe przejażdżki, być może poczeka na najtrudniejszy fragment, dając rywalom (lub kolegom z drużyny) nadzieję na utrzymanie jego koła.

Na płaskim odcinku pomiędzy końcem zjazdu a Bergamo często dochodzi do taktycznych szachów, bo można tam zarówno zmontować całkiem solidną grupę pościgową, jak i ją zdemontować – w zależności od tego, o co realnie toczy się gra.

O kolejności na mecie zadecyduje wymagający technicznie finał w Città Alta z częściowo pokrytym brukiem (ok. 200 m) podjazdem pod Colle Aperto (1,3 km, śr. 7,4%). Z jego szczytu do mety prowadzi liczący ok. 3300 metrów zjazd krętymi uliczkami w kierunku Viale Roma. Ulic o tej nazwie jest we Włoszech bardzo wiele, jednak fakt, że kończą się na nich obydwa ze spinających w klamrę sezon monumentów wyścigi, to naprawdę piękny przypadek.

Pogoda

Sucho, z klimatycznie przeświecającym przez chmury słońcem i temperaturami stosownymi do aktualnej pory roku w północnych Włoszech. Od około 12°C podczas porannego startu w Como do 16–18°C na finiszu w Bergamo.

Znikome szanse wystąpienia opadów deszczu, wiatr bez wpływu na rywalizację.

Faworyci

Tadej Pogačar stanie przed szansą odniesienia 5. zwycięstwa w Il Lombardii, co wydaje się nieuchronne, ale jest też jedynym właściwym zamknięciem zdominowanego przez Słoweńca sezonu. To samo dotyczy drużyny UAE Team Emirates-XRG, która byłaby w stanie wygrać ten wyścig kilkoma innymi kolarzami, gdyby okoliczności wykluczyły ich niekwestionowanego lidera z rywalizacji. Remco Evenepoel, którego ambicjonalnie drażni rola „best of the rest” i który ma z tym wyścigiem niewyrównane rachunki, będzie próbował odwrócić wyraźnie zarysowany układ sił, jednak tegoroczny wariant trasy to woda na młyn jego nemesis. I dopiero później jest reszta świata. Czy bicie się o trzecie miejsce jest efektem realistycznego podejścia do sprawy, czy może aktem kapitulacji?

Tadej Pogačar jest większy niż kolarstwo

Il Lombardia jest jego wyścigiem. Bardziej niż Tour de France. Bardziej niż Mediolan-San Remo nie chce nim zostać. Żaden z obecnych rywali, tu i teraz, w równej walce bez udziału nieprzewidzianych okoliczności czy zwykłego pecha, nie pokona Słoweńca na tej trasie – szczególnie w wariancie z Como do Bergamo. Można rozważać, co i kiedy dokładnie wydarzy się w sobotnie popołudnie, ale nawet w tym zakresie nie będzie zaskoczenia, więc szkoda czasu. Wszystko zostało już czterokrotnie i trafnie przeanalizowane. Można liczyć, że lidera UAE Team Emirates-XRG dopadnie jakiś kryzys po wydatkach energetycznych z ostatnich tygodni, jednak bardzo w to wątpię. Można narzekać, że to “doświadczanie wielkości” stało się już przesadnie powtarzalne, a przez to nudne, dlatego przypominam: 27-letni Pogačar znajduje się obecnie w swoim absolutnym primie i bardzo możliwe, że nigdy nie będzie mocniejszy niż teraz, a czas, który pozostał mu na tym nieosiągalnym dla innych szczycie, upłynie bardzo szybko. Skończy karierę w momencie, kiedy kolarstwo przestanie go bawić, a w kolarstwie bawi go wyłącznie wygrywanie. Wiele wskazuje na to, że pojawią się godni następcy – w zasadzie już wystąpili z szeregu. Ale wybitni kolarze to więcej niż rachunek generowanej mocy. To niepodrabialny styl, charyzma, coś co obecnie nazywa się aurą. Ta Pogačara będzie wspominana przez dekady, dlatego jeśli w najbliższą sobotę wygra swoją 5. Il Lombardię, należy bić mu brawa.

UAE Team Emirates-XRG jest większe niż kolarstwo

Ich najbliższym celem jest odniesienie 93. zwycięstwa w dobiegającym końca sezonie, a osiągnięcie tego nogami Tadeja Pogačara w ostatnim monumencie jest najprostszą drogą ku jego realizacji. Trudno nie dostrzec w tym ironii. W razie [choroby, której nikt już nie nazywa po imieniu, kraksy, nagłego zgaszania światła] w imponująco silnym składzie ekipy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich nie zabraknie jednak opcji zapasowych, na które wiele innych drużyn wymieniłoby swoich liderów w ciemno. Pierwszy na myśl przychodzi rzecz jasna tegoroczny król włoskich szos, Isaac Del Toro, który mimo wszystko ma na trasie Il Lombardii coś do udowodnienia w kontekście kryzysu, który dopadł go w wyścigu ze startu wspólnego mistrzostw świata. Na wpływ zastanych w Rwandzie warunków atmosferycznych nie wierzę, bo gość jest z Meksyku, dlatego warto ponownie zweryfikować, jak 21-latek poradzi sobie z tego rodzaju kombinacją przewyższenia i dystansu. W odwodzie będą również Adam Yates, Jay Vine, Pavel Sivakov i Rafał Majka. Jesiennym monumentem Polak kończy swoją karierę zawodowego kolarza i zdaję sobie sprawę, że z tego względu kibice wiążą z jego występem konkretne oczekiwania. Gdyby na koniec wygrał Lombardię, listę największych sukcesów Rafała trzeba by było napisać od nowa. Tak realistycznie, aby do tego doszło, 36-latek z Zegartowic musiałby wspinać się w asyście Pogačara tempem zbyt wysokim dla Evenepoela (i reszty stawki), a wyniki z ostatnich tygodni nie dają wielu przesłanek, by uznać to za bardzo prawdopodobne. Wypada również zauważyć, że jako pomocnik Słoweńca Majka wydawał się najszczęśliwszy, najbardziej spełniony i doceniany przez środowisko w całej swojej karierze – może poza tymi dniami, kiedy mrugał do nas w koszulce w czerwone grochy – więc jeśli w ostatnim akcie jeszcze raz pomoże mu być najlepszą wersją samego siebie, to przecież ma sens.

Porachunki Remco Evenepoela

Czasami winny jest sprzęt, innym razem kiepscy trenerzy, ale dobrą stroną ostatnich wypowiedzi Remco Evenepoela (Soudal Quick-Step) jest to, że z aktualnym stanem rzeczy 25-letni Belg nie jest gotów się pogodzić. Wie, że nie wygra z Pogačarem w klasyfikacji generalnej Wielkiej Pętli, ale podskórnie czuje, że powinien być w stanie skrócić do niego dystans w wyścigach jednodniowych. Problem: Il Lombardia jest ostatnim krokiem w tej transformacji, a szczególnie jej wariant z Como do Bergamo, który od rywalizacji ze Słoweńcem na najcięższych górskich etapach Touru różni jedynie brak czynnika regeneracji. Trasa 119. edycji Wyścigu Spadających Liści w żadnym miejscu nie daje liderowi Soudal Quick-Step taktycznej przewagi, w zasadzie zmuszając go do podjęcia próby pokonania Pogačara w jego własnym terenie. To zaś w ostatnich latach udawało się tylko jednemu kolarzowi, który dla odmiany z klasykami woli mieć jak najmniej wspólnego.

Co zatem ma sens dla Remco? Zrobić wyścig dłuższym niż jest on na papierze i za wszelką cenę spróbować uniknąć scenariusza pt. „klasyczna selekcja na Gandzie + poprawka w Città Alta”. Nie wiem tylko, jak wczesny musiałby być ewentualny atak, by po pierwsze zaskoczyć najlepszego z obecnie ścigających się kolarzy szosowych, a po drugie sprawić, że uzna on ten pomysł za zbyt głupi. Crocetta i Zambla Alta są mniej niż 100 kilometrów od mety, więc ciągle w zakresie normalnego dnia w słoweńskim biurze. Zjazd z Roncoli lub Berbenno? To byłoby srogo popaprane, choć przeczuwam, że nawet w to Pogačar poszedłby z uśmiechem.

Gwiazdy jesiennego nieba

Il Lombardia potrafi zaskakiwać tym, komu i w którym momencie odetnie zasilanie, jednak niespodzianki w drugą stronę zdarzają się niezmiernie rzadko — to nie jest moment na nagły, pozbawiony wcześniejszych symptomów wybuch formy. Kandydatów do zajęcia miejsca na podium czy ukończenia jesiennego monumentu w najlepszej dziesiątce szukać więc należy wśród tych kolarzy, którzy zdołali wyróżnić się w rozgrywanych w ostatnich tygodniach ciężkich wyścigach jednodniowych — a tych było całkiem sporo.

Po świetnym występie w Rwandzie mocnym kandydatem do podium jest Ben Healy (EF Education–EasyPost), z kontrkandydatami w osobach nieco bardziej chybotliwego Toma Pidcocka (Q36.5), Mattiasa Skjelmose (Lidl–Trek), Primoža Rogliča (Red Bull–BORA–hansgrohe), Christiana Scaroni (XDS Astana) i Paula Seixasa (Decathlon AG2R La Mondiale). Zdaję sobie sprawę, że ten ostatni ma zaledwie 19 lat, w związku z czym kombinacja trasy i dystansu powinna okazać się dla niego na tym etapie zbyt dużym wyzwaniem. Zostawiam sobie jednak margines błędu, ponieważ młodziutki Francuz jest w świetnej formie, a kolarskie dzieci dorastają coraz szybciej.

Dla takich kolarzy jak Toms Skujiņš (Lidl–Trek), Romain Grégoire (Groupama–FDJ) czy Gianmarco Garofoli (Soudal Quick-Step) trasa sobotniego monumentu jest obiektywnie zbyt trudna, jednak uzyskiwane ostatnimi czasy wyniki mówią coś innego, a w schyłkowej fazie sezonu dyspozycja zazwyczaj wygrywa z predyspozycjami.

Na występ na poziomie najlepszej dziesiątki stać również Michaela Storera (Tudor), Neilsona Powlessa, Richarda Carapaza (EF Education–EasyPost), Egana Bernala (INEOS Grenadiers), Bauke Mollemę (Lidl–Trek), Bena Tuletta (Visma | Lease a Bike), Lenny’ego Martineza i Afonso Eulalio (obaj Bahrain–Victorious), wobec którego zbyt długo przejawiałam selektywną ślepotę. Przepraszam.

W 119. edycji wyścigu Il Lombardia udział weźmie dwóch Polaków: Rafał Majka (UAE Team Emirates-XRG) i Michał Kwiatkowski (INEOS Grenadiers).

Harmonogram

📍 Data: sobota, 11 października 2025
⏱️ Start ostry (KM 0): ok. 10:55 CEST (Como)
🏁 Prognozowany finisz: ok. 16:45–17:00 CEST (Bergamo)
📺 Transmisja: Eurosport 1 oraz Max (HBO Max); planowany przekaz od startu honorowego (10:40) do finiszu.

Poprzedni artykułElia Viviani dołącza do grona zawodników kończących karierę wraz z końcem sezonu
Następny artykułPogačar przed Il Lombardia o motywacji, młodych rywalach i szansie na piąte zwycięstwo
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
31 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Pomijając te sienkiewiczowskie epitety i opisy odniosę się do faworytów, czy Picdock czasem nie startuje w grvaelowych MŚ? Czy też po lombardi przelatuje szybko na start tychże?

Wojtek
Wojtek

Lubię Pani wprowadzenia, kawał solidnej pracy twórczej.

Adam
Adam

Szkoda, że w dodatku przewidywalna do bólu…

Marek
Marek

Najważniejsze, żeby nie wygrał Pogacar.

rama
rama

Lektura niestrawna. Dłużyzny, oczy bolą od tych wybajdurzonych metafor

Alek
Alek

Biorąc pod uwagę kontrowersje związane z zespołem Israel Premier tech to może i lepiej nie wspominać o tuwimie.
Sienkiewicz lubił długie opisy, zwłaszcza krajobrazów.

Roch
Roch

Ech.. matura to bzdura.. @Alek, tak „na lajcie”: spróbuj Orzeszkowej 😉

Adam G
Adam G

Pani Aleksandro. Mam nadzieję, że kompletnie nie przejmuje się Pani słowami krytyki… żeby choć była konstruktywna. Tak najłatwiej. Doceniam Pani pracę, pasję pisarską i zaangażowanie. To przykre, że ktoś wkłada tyle trudu a inny zmiesza to z błotem.
Nie jest to analogia ale dziwi mnie też zawsze postawa kibiców. Gdy sportowiec jest na szczycie – jest Bogiem, wystarczy że mu nie idzie, to wtedy większość zapomina, ile trudu w to włożył. Ważne że nie wygrał.
Cieszę się, że Pani się chce, co w tych czasach nie jest takie oczywiste. Że nie idzie Pani na skróty, nie robi swojej roboty ,,na odwal”. Bardzo dziękuję za Pani pracę.

Miszon
Miszon

Ależ poetycko!
Brawa.

Mario
Mario

Piękne napisane. Dziękuję. A co do samego wyścigu. Przewidywalny do bólu, szkoda, że cesarz startuje.

Zdegustowany
Zdegustowany

Koszmar. Nie da się tego czytać. Ktoś chce się zapoznać ze szczegółami trasy a tu narcystyczne popisy z kącika grafomanki. Pani kradnie ludziom czas. Przejrzałem tylko mapki. Jak się Pani nie pójdzie za dietę to przestaną Panią czytać. I po co to Pani? Może kierowca autubusu też wolałby malować obrazy prowadząc jedną ręką, ale w robocie ma dowieźć ludzi w całości.

Wilder
Wilder

Ziew… grafomaństwo dla emerytów

Adam
Adam

Zdegustowany, to ja jestem tym, jak niegrzeczny jest twój komentarz. Jak się podoba to nie czytaj – nie musisz się tu wypłakiwać…

Lipski
Lipski

Najlepsze zapowiedzi!

Marcin
Marcin

Pamiętam czasy „mark’a2802” na forum kolarskim Onetu. Ten to miał „pióro”. Jego poematy kilkusetstronicowe (np. „Tajemnica bidonu przyprószonego pyłem Izoard”) czytało się z zapartym tchem.
Mam wrażenie, że autorka jakoś próbuje go imitować. Niestety nie byłem w stanie przeczytać pani całego artykułu. „Przeleciałem” go w skrócie i pobieżnie.
Ale proszę kontynuować swoją dobrą robotę.
Pozdrawiam.

Lipski
Lipski

Te zapowiedzi czyta się jak fragment dobrej książki o kolarstwie 🙂

Łukasz
Łukasz

Bardzo ładnie napisany tekst. Doceniam i gratuluję.

Jacek
Jacek

@rama @Zdedustowany
Już parę razy pisałem tutaj, że jeśli ktoś oczekuje tekstu w stylu raportów policyjnych z dodatkiem mapek, czy wytworów tzw. „sztucznej inteligencji”, to jak widzi jako autorkę P. Olę powinien od razu zrezygnować, żeby jego gust nie poczuł się urażony.

Natenczas W.
Natenczas W.

Przeczytałem,podobało mi się.Będę wracał po więcej.

Jacek
Jacek

Mniam mniam. Przeczytałem od deski do deski, Pani teksty to gwiaździste dyjamenty w popiele Internetu. Znakomita analityka wynikająca z ogromnej wiedzy o kolarstwie i inteligencji, oprawiona w barwny styl i oryginalny dowcip. Pani teksty przyciągają mnie jej magnes. Żałuję tylko, że pojawia się Pani tu tylko od największych dzwonów. Choć, z drugiej strony, pewnie wtedy to jeszcze bardziej smakuje ☺️.

rama
rama

Jacek
To rozum i logika czują się urażone, gdy trafiają na alogiczny sztambuch. Coś o westchnieniach pensjonariuszki do jakiegoś kolarza też się dało wcisnąć?

Out
Out

Nie da się tego czytać, jak zwykle w przypadku tekstu napisanego przez Panią Hejterkę. Kolejny przerost formy nad treścią.

Out
Out

A co do wyścigu to ucieszy mnie zwycięstwo jakiegokolwiek zawodnika, który NIE nazywa się Pogacar. Tylko tyle i aż tyle.

MaciekSatan
MaciekSatan

Tegoroczne Mediolan SanRemo i Amstel Gold Race pokazują, że można Tadeja pokonać… 🧐

Jacek
Jacek

@rama
Cóż, czytając ten komentarz utwierdza mnie Pani czy Pan (proszę wybaczyć, ale nie mogę rozszyfrować, jak się odnosić) w tym, co napisałem wcześniej.

Mikołaj Denderski
Mikołaj Denderski

Porównanie pisania o kolarstwie do kierowania autobusem i oskarżenia autorki o okradanie ludzi z czasu są moim zdaniem kompletnie chybione. Pomijam już to, że jest różnica, czy kierowca, który nas wiezie jest gburem i robi to byle jak, szarpie, hamuje gwałtownie i ścina zakręty, czy myśli o pasażerach, jest uprzejmy i gotów zatrzymać się na przystanku dłużej, gdy ktoś biegnie, udzieli informacji komuś, kto go zapyta nawet o bzdurę. Przede wszystkim jednak warto zapytać, czy w pisaniu o kolarstwie chodzi przede wszystkim o „konkret”, bo jeżeli tak, to teoretycznie powinny nas zadowalać (jak dobrze to ujął Jacek we wcześniejszym komentarzu) syntetyczne podsumowana generowane przez boty sztucznej inteligencji.
We francuskiej czy włoskiej prasie sportowej kolarski felieton w stylu pani Aleksandry to swoisty gatunek z długą tradycją. Teksty pani Aleksandry należą do tych, które w tym serwisie czytam najchętniej, między innymi dlatego, że to nie suche dane, fakty i bezbarwne spekulacje, tylko przemyślane kompozycje – ze strukturą, pomysłem, odniesieniami do historii kolarstwa, pokazujące erudycję i wiedzę o regionach, w których wyścig się odbywa. Do tego są pisane polszczyzną o niebo lepszą niż średnia przeciętnego artykułu o kolarstwie w polskim internecie. Autorka nie tylko zna się na dyscyplinie,o której pisze, ale jeszcze pisze dobrze i wyraziście. Może niektórych to frustruje?
Dla mnie teksty Aleksandry Górskiej w naszosie.pl są tym, czym komentowanie Adama Probosza w Eurosporcie. Pozdrowienia!

Edd
Edd

Fajny tekst. Trochę rokokowy momentami, ale z fantazją. Niech Pani tak trzyma.

Aegal
Aegal

Kolejna piękna, poetycka zapowiedź ciekawego wyścigu. Bardzo dziękuję i proszę o więcej.

Pingol
Pingol

Kapitalna zapowiedź, czytało się z wielką przyjemnością.

Miko
Miko

Przeczytałem dopiero dzisiaj czyli w Niedziele po wyścigu. Jako fan kolarstwa który klasyki ceni bardziej niż wielkie Tour’y, czyta się to wyśmienicie! Dziękuje Pani Olu!
P.S. Dla mnie Liege Bastogne Liege jest najfajnieszym z klasyków ale to już wybitnie subiektywna opinia.