Fot.: UAE Team Emirates - XRG

Tadej Pogačar szykuje się do startu w Il Lombardia 2025, gdzie ma szansę na historyczne, piąte zwycięstwo w tym wyścigu. Pomimo zmęczenia długim sezonem i pojawienia się młodych, ambitnych rywali, Słoweniec nie traci motywacji i jest zdeterminowany, aby znów sięgnąć po najwyższe laury.

W wywiadzie udzielonym La Gazzetta dello Sport Pogačar podkreślił, że mimo wielu sukcesów, które odniósł w tym sezonie, wciąż odczuwa głód zwycięstw.

Wciąż jestem zmotywowany. Czuję się dobrze i nie mogę się doczekać wyścigu w Lombardii. To Monument, jeden z najważniejszych wyścigów w kalendarzu międzynarodowym. Jestem przekonany, że nogi będą w dobrej formie

Słoweniec nie ukrywa, że sezon był wyczerpujący, a pojawiająca się nowa generacja zawodników sprawia, że zaczyna się czuć trochę starszy niż dotychczas.

Zaczynam się trochę czuć stary. To dokładnie to, co powiedziałem Julianowi Alaphilippe’owi za podium. A kto wie, co on musiał czuć,w porównaniu z nami, mając 33 lata

Mimo to Pogačar jest świadomy, że kolarstwo przechodzi ewolucję i coraz mocniej zaznaczają się w nim nowi młodzi zawodnicy, którzy wywierają presję na liderów. Z nadchodzących talentów wymienił przede wszystkim Paula Seixasa i Alberta Withena Philipsena, z którymi dzielił niedawno podium.

Nowe pokolenia nadchodzą i to naturalne. Seixas całe lato jechał mocno, podobnie Philipsen. Nasz sport się rozwija, jest widowiskowy, a w przyszłości będzie jeszcze bardziej. Szukanie nowych rywali i próba ich pokonania to motywacja. Utudniają mi życie na wyścigach i muszę utrzymać wysoki poziom jazdy. Tak powinno być

Choć Remco Evenepoel pozostaje jego najgroźniejszym rywalem do zwycięstwa w Il Lombardia, Pogačar nie zamierza skupiać się wyłącznie na nim, podkreślając szacunek do całego peletonu.

Najpierw skupiam się na Remco Evenepoelu, który pokazał bardzo wysoki poziom na mistrzostwach świata i Europy. Ale nigdy nie zaczynam wyścigu myśląc, że to pojedynek dwóch osób. Byłby to brak szacunki dla wielu innych zawodników

Co do kwestii rekordów, Pogačar jest zdystansowany, choć dobrze zdaje sobie sprawę z szansy na historyczne osiągnięcie.

Nie przepadam za przesadnym skupianiem się na liczbach i rekordach. Cztery z rzędu to już coś wielkiego, ale pojadę z nadzieją i chęcią, by poprawić ten wynik. Mam wokół siebie świetny zespół, a to już dobry punkt startowy

– zakończył Słoweniec.

Przed sobotnim wyścigiem Tadej Pogačar pozostaje pewny siebie, gotowy na wyzwania i w pełni świadomy, że kolejną wygraną umocni swoją dominację w światowym peletonie. Il Lombardia 2025 może być spektakularnym zwieńczeniem jego sezonu i kolejnym krokiem w historii kolarstwa.

Poprzedni artykułZłotawa, krucha i (niezbyt) miła – zapowiedź Il Lombardia 2025
Następny artykułRemco Evenepoel: „Pokonanie Pogačara jest możliwe”
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Piotr
Piotr

Każda seria ma początek i koniec. Życzę mu jak najlepiej ale limit szczęścia ma nadmuchany jak balon. Załamania formy nie da się przewidzieć czy przeczuć a przed – wszystko wydaje się że jest okej. Obawiam się że Tre Valle Varinese to było już zuchwalstwo. Jednak jeśli to wygra to naprawdę jest dobry. A jak spadnie – to z wysokiego konia.

Out
Out

@Piotr

To prawda. Pycha kroczy przed upadkiem. Atak na zjeździe podczas Varesine to już było trochę za dużo, w dodatku pokazał, że jest hipokrytą. Doskonale pamiętam, jak się zryczał jak małe dziecko podczas Dauphine, kiedy takich ataków próbowała Visma. Wtedy, kiedy ktoś jemu to robił, to było to be, ale jak on to robi innym, to jest cacy.

Co do limitu szczęścia – też prawda. Praktycznie każdy z jego wielkich rywali miał poważną kontuzję, która mogła mu zakończyć karierę. Niektórzy więcej niż jedną. On? On tylko złamał kość w nadgarstku i niezależnie od tego, jak bardzo jego psychofani będą próbować, nie da się tego porównać do kontuzji, z którymi musieli sobie poradzić inni.

Alek
Alek

Śmieszny OUT znowu wylewa swoje żale, czy to wina Pogacara, że nie miał poważnej kontuzji? To dziwna logika w stylu kibiców Barcelony 😉

Out
Out

@Alek

Oczywiście, że to nie jego wina. I życzę mu, żeby takiej kontuzji nigdy nie doznał, ale z taką brawurą, jaką zaprezentował podczas tego wyścigu – może mu się przytrafić. Moja opinia jest taka, że powinien zacząć bardziej szanować swoje życie, bo ma tylko jedno. Nie warto tak ryzykować dla kilkunastu sekund w jakimś wyścigu.

Nie wylewam, mój drogi, swoich frustracji, jedynie komentuję artykuł, podejmuję dyskusję z innymi komentującymi. Jak każdy kibic kolarstwa na tej stronie. Posiadanie własnej opinii chyba nie jest zakazane? Nie każdy musi uwielbiać każdego sportowca.

Nie jestem kibicem ani Barcelony, ani Realu Madryt, nie jestem w ogóle kibicem piłki nożnej. 🙂 Jestem kibicem różnych sportów, który szuka w nich tego, co go w nich najbardziej pociąga – emocji, uczciwej rywalizacji i szacunku, zarówno pomiędzy zawodnikami, jak i ze strony kibiców. Piękne wartości, o wiele lepsze niż wrogość czy frustracja, jaka cechuje dzisiaj piłkę nożną.

Osobiście Ci oświadczam, że kończę tu z pisaniem o nawiedzonych psychofanach Kozy czy innych zawodników, chyba że jakiś się objawi pod konkretnym artykułem. 😉 Bo takie rzeczy trzeba piętnować, by nienawiść i arogancja nie zalewały zwyczajnych dyskusji.

Dobrego dnia Ci życzę, człowieku. 😉